Archiwa tagu: teen flick

Dwadzieścia trupów w półtorej godziny. [„Piątek, trzynastego V: Nowy początek”, 1985]

     Przed kilkoma laty Tommy Jarvis (John Shepherd) przeżył spotkanie z Jasonem Voorheesem. Mało tego – udało mu się wyrwać z rąk psychopaty maczetę i wymierzyć sprawiedliwość. W rezultacie Jason trafił tam, gdzie jego miejsce: do piachu. Teraz chłopak jest u schyłku swoich nastoletnich lat. Trauma z przeszłości odcisnęła na jego mózgu trwałe piętno. Tommy błąka się między ośrodkami dla trudnej młodzieży, by wreszcie przybyć do śródleśnego zakładu w Pinehurst. Trafia pod opiekę Pam Roberts (Melanie Kinnaman), która zajmuje się resocjalizacją zaburzonych i nieprzystosowanych młodziaków. Gdy jednak Tommy pojawia się w Pinehurst, w okolicy zaczyna dochodzić do brutalnych morderstw. Czyżby stał za nimi legendarny oprawca w masce hokeisty? A może Jarvis śni na jawie i w chorych majakach ukazują mu się zabójstwa upozorowane przez umysł?

Friday the 13th V-Eddie

     Postawmy sprawę jasno i nie owijajmy niczego w spoiler alert(!)y: w „Piątku, trzynastego V: Nowym początku” nie zabija Jason. To fakt powszechnie znany i bardzo często wymierzany w stronę reżysera, Danny’ego Steinmanna, jako zarzut. Jednakże wymierzany niepotrzebnie. Co z tego, że w „piątce” kwiat amerykańskiej młodzieży wybija inny obłąkaniec (mianowicie Roy Burns, mszczący się za śmierć syna niczym Pamela Voorhees)? Duch Jasona był obecny na planie zdjęciowym filmu i jest widny w scenariuszu. W niektórych scenach postaci niemal „zarażane” są typowym dla antybohatera amokiem. Gdy tylko w zwidach Tommy’ego pojawia się Jason, chłopak zaczyna zachowywać się jak czub – wariuje na potęgę i okłada nieprzyjaciół ciosami, jakich nie powstydziłby się zawodowy karateka. Ważniejsze pozostaje, oczywiście, metodyczne podejście Roya do krzywdzenia innych. Facet zna się na rzeczy i ma łeb pełen chorych pomysłów. „Nowy początek” pozostaje więc zharmonizowany z poprzednimi, dużo mniej karconymi „Piątkami”. Nie jest żadną abominacją.

Czytaj dalej Dwadzieścia trupów w półtorej godziny. [„Piątek, trzynastego V: Nowy początek”, 1985]

Enjoy your meal. [„Amerykański burger”, 2014]

     Gruby Nerd (Liam Macdonald), Miła Cheerleaderka (Aggy K. Adams) i Gwiazdor Futbolu (Gabriel Freilich) o włos unikają śmierci z rąk okrutnych rzeźników: jako jedni z nielicznych ocaleli bowiem masakrę, do jakiej doszło w wiejskiej, szwedzkiej wytwórni burgerów. Okazuje się, że w Europie sieci fastfoodowe nie tyle bazują na sprawdzonych amerykańskich przepisach, co eksploatują amerykańskie ciała. Młodzi jankesi, uczestnicy wycieczki szkolnej, jeśli tylko chcą wrócić w objęcia wuja Sama, muszą nawiązać nić porozumienia. Przychodzi im to z trudem: w końcu co wspólnego mogą mieć ze sobą kujon, mięśniak i popularna ślicznota?

AmericanBurger3

     Bohaterowie „Amerykańskiego burgera”, szwedzkiego horroru komediowego w reżyserii zaobrączkowanej pary – Johana Bromandera i Bonity Drake, stanowią odzwierciedlenie najbardziej oczywistych stereotypów i klisz ekranowych. Gruby nerd przewinął się przez większość jankeskich filmów młodzieżowych, prawie zawsze jako karykatura człowieka (patrz: Shelly w „Piątku, trzynastego III”). U Bromandera i Drake to archetypowy spaślak zostaje jednak bohaterem, a jego nieodrodne lenistwo pomaga mu w pokonaniu przeciwności losu: w jednej ze scen wuefowe frustracje napędzają ucieczkę granego przez Macdonalda nerda, ściganego przez bandę rzeźników. Gruby Nerd jest pośród młodzianów najciekawszą figurą. Jego kolegów skwitujemy „po amerykańsku” określeniem „totally annoying”.

Czytaj dalej Enjoy your meal. [„Amerykański burger”, 2014]

Don’t think it. Just see it. [„Bye Bye Man”, 2017]

     W 1969 roku dziennikarz Larry Redmon (Leigh Whannell) z zimną krwią morduje kilkoro ze swoich sąsiadów, a następnie popełnia samobójstwo. Jest święcie przekonany, że tych desperackich czynów dopuszcza się w akcie bohaterstwa, chroniąc niewinnych przed demonicznym złem. Nigdy nie wyjaśniono, dlaczego Larry poczynił tak drastyczne kroki i przed czym właściwie chciał „ocalić” mieszkańców cichej, przedmiejskiej społeczności. Na trop nieopublikowanych wcześniej artykułów zmarłego reportera trafia Elliot (Douglas Smith), który wraz z dziewczyną (Cressida Bonas) i bliskim przyjacielem (Lucien Laviscount) wprowadził się właśnie do zaniedbanej posiadłości na obrzeżach miasta. W nowym domu zaczyna dochodzić do nadnaturalnych zajść. Ku zaskoczeniu Elliota, jego kłopoty ściśle wiążą się z zagadką Redmona.

byebyeman2

     „Bye Bye Man” w reżyserii Stacy Title hucznie obwołano już jako jedną z najsłabszych tegorocznych premier, nie zwracając w gruncie rzeczy uwagi, że do końca 2017 roku zostało jeszcze grubo ponad osiem miesięcy. Streszczenie fabuły, a tym bardziej rozwój wątków i wydarzeń ekranowych, faktycznie, mogłyby sugerować, że Title nakręciła horror wypruty z oryginalności; że nakręciła niepełnosprawną, twórczą inaczej wersję „Babadooka” czy „Candymana”. Tak źle na szczęście nie jest. „Bye Bye Man” nie należy do produkcji szczególnie odkrywczych, ma jednak to szczęście, że dzięki prostocie osiągnęła jego reżyserka zamierzony efekt grozy: skrzypiące drzwi i czarny płaszcz z kapturem, zawieszony w ciemnym kącie spowitej nocą sypialni, z dużą skutecznością zjeżą włos nawet na krytycznie nastawionej głowie.

Czytaj dalej Don’t think it. Just see it. [„Bye Bye Man”, 2017]

To hurt you bad. [„Pitchfork”, 2016]

     Widownię obytą z dziesiątą muzą, dokonania filmowe śledzącą bez oddechu ciężko jest kupić – nawet rzucając jej pod oczy coś oryginalnego. W gatunku grozy zadanie wydaje się tym bardziej karkołomne: rewitalizacja sprawdzonych wątków i tropów zdaniem horrorowych geeków prawie nigdy się nie sprawdza, a gdy już kręcone są dzieła pomysłowe, często miesza się je z błotem jako wynaturzenia (patrz: przypadek „Oślizgłego dusiciela”). Na linie rozciągniętej między klasycznym slasherowym schematem a świeżym konceptem zwinnie zatańczył nam tymczasem Glenn Douglas Packard, którego debiutancki film – tani jak barszcz offsiak „Pitchfork” – to póki co jedna z milszych gatunkowych niespodzianek roku.

Pitchfork2-the group

     Uderza w „Pitchfork” pokręcony pomyślunek Packarda, którego postaci – nastolatkowie z Nowego Jorku, odkrywający rustykalne uroki wsi – w przeciągu chwili potrafią porzucić wszystko, co robią, by pokołysać się w rytm muzyki – zupełnie, jak w bollywoodzkim musicalu. Znajdziemy w „Pitchfork” kampową scenę, w trakcie której przyszłe ofiary okrutnego mordercy urządzają grubą potańcówę w wieśniaczej stodole. Przaśny tan do bezpretensjonalnego kawałka country szybko nabiera rumieńca, a bohaterowie zaczynają poruszać się, jakby clubbing lat 90. znali od podszewki. Packard – uznany w świecie tańca choreograf, w przeszłości współpracownik Michaela Jacksona – raz po raz nawiązuje w „Pitchfork” do lat minionych, nie tylko od strony muzycznej, ale też filmowej. Jego przegięty, tonacyjnie na maksa podkręcony projekt po części stanowi pastisz „Piątku, trzynastego”, a po trosze ma być listem miłosnym napisanym ku chwale Jasona Voorheesa.

Czytaj dalej To hurt you bad. [„Pitchfork”, 2016]

Horror błękitnokrwisty? [„Bodom”, 2016]

     Wiosną 1960 roku nad jeziorem Bodom, leżącym opodal Espoo, doszło do zagadkowej zbrodni. Czworo nastolatków padło ofiarą ataku nigdy nieujętego maniaka, który zabił trójkę z nich, a ocalałego biwakowicza ciężko ranił. Tożsamości szaleńca nie udało się ustalić, co przez lata skutecznie napędzało żywotność legendy – historię morderstw, wyjętą jakby z horrorów klasy „B”, spowiła bowiem nić infamii. Po wielu dekadach miejsce napaści odwiedzają przyjaciele ze szkoły średniej: Ida (Nelly Hirst-Gee), Nora (Mimosa Willamo), Atte (Santeri Helinheimo Mantyla) i Elias (Mikael Gabriel). Chłopcy obiecują towarzyszkom wyprawy, że nad brzegiem jeziora odbędzie się dzika impreza, choć jest to kłamstwo. Dziewczęta skrzętnie skrywają własne konszachty. Nabuzowani hormonami licealiści nie odczuwają obecności obserwującego ich intruza.

bodom1

     „Bodom” Taneliego Mustonena, w rodzimej Finlandii znanego z reżyserii niezbyt ambitnych komedii, przedstawia się dość zaskakująco. Młody Helsińczyk nakręcił slasher potencjalnie stereotypowy, lecz dalece niepodobny do lwiej części osiągnięć spod znaku maski i piły łańcuchowej. „Bodom” gardzi humorem – smoliście czarnym czy ulgowym, popędowym – a za priorytet stawia sobie zasianie złowieszczego klimatu, rozpylenie subtelnej aury grozy. Bardziej niż, przykładowo, „Bal maturalny” czy „Cheerleader Camp”, przypomina projekt Mustonena nieoszlifowany skarb – „Wszyscy kochają Mandy Lane”. Oba filmy, namalowane jako portrety współczesnych nastolatków, czarują stylowym aranżem, a przede wszystkim uspokajają i wyciszają – tylko po to, by w najmniej spodziewanej chwili brutalnie wyrwać oglądającego ze zwodniczego błogostanu.

Czytaj dalej Horror błękitnokrwisty? [„Bodom”, 2016]

Gdyby John Hughes wyreżyserował film o duchach… [„The Axe Murders of Villisca”, 2016]

     Czerwiec 1912 roku. Miejscowością Villisca w stanie Iowa wstrząsają makabryczne doniesienia: nieznany sprawca z zimną krwią wymordował członków ośmioosobowej rodziny. Oprawca złożył Moore’om wizytę pod osłoną nocy, uzbrojony w siekierę, a jego ofiarami padły przede wszystkim kilkuletnie dzieci. Po latach osławiona rezydencja wciąż znajduje się na językach, służy bowiem za cel wycieczek miłośników zjawisk paranormalnych. Według pogłosek, dom Moore’ów stanowi doskonały fundament dla badań nad istnieniem duchów. Pasjonatem parapsychologii jest Denny (Jarrett Sleeper), który Villiscę obrał sobie na miejsce kolejnej podróży naukowej. W wyprawie towarzyszą mu najbliższy przyjaciel, Caleb (Robert Adamson), oraz nowo poznana Jessica (Alex Frnka). Po zmierzchu młodzi zakradają się do posiadłości. Chcą poznać szczegóły nigdy nierozwikłanej zagadki kryminalnej.

axemurders3

     Bazujący na faktach projekt Tony’ego E. Valenzueli „The Axe Murders of Villisca”, pomimo true-crime’owych konotacji, najwięcej wspólnego ma z młodzieżowym dramatem. Już początkowe minuty filmu wciągają widza w wir nastoletnich uniesień i afektów. W jednej z pierwszych scen Denny podwozi nieznacznie młodszego Caleba do szkoły na skuterze. Drugi z chłopaków stoi u progu dorosłości, za kilka godzin przyznany zostanie mu dyplom absolwenta liceum. Przyjaciele popijają wódkę z piersiówki, choć tylko Caleb ma powody do oblewania sukcesów: wuj zaproponował, że wyciągnie go z małomiasteczkowej monotonii, jeśli ten zgodzi się pracować w jego warsztacie. Dla samotnego, skrycie podkochującego się w koledze Denny’ego jest to duży cios.

Czytaj dalej Gdyby John Hughes wyreżyserował film o duchach… [„The Axe Murders of Villisca”, 2016]