Archiwa tagu: teen flick

Truth or death. [„Prawda czy wyzwanie”, 2018]

     Olivia (Lucy Hale) wybiera się do Meksyku wraz z kilkorgiem przyjaciół. Jest zaangażowaną społecznie studentką i potrzebuje chwili na wypoczynek. Przystojny nieznajomy oferuje, by wybrała się z nim do opuszczonego klasztoru − pomysł podoba się jednak całej grupie. Na miejscu młodzi grają w klasyczną, imprezową grę: prawda czy wyzwanie. Każdy kolejny łyk alkoholu sprawia, że bohaterowie stają się coraz mniej czujni. Wreszcie nowo poznany Carter (Landon Liboiron), któremu rzucono niewygodne pytanie, odpowiada, że zwabił Amerykanów do kościoła, by odsprzedać ich demonicznej sile i tym samym złamać klątwę. Chłopak zostaje wyśmiany. Jednak wkrótce dzieciaki z college’u zaczynają ginąć. Zawsze, gdy odmawiają uczestnictwa w „grze”, istota nie z tego świata wymierza im karę…

TruthOD2

     Kolejny rok, kolejne pop-horrory trafiają do kin. „Prawda czy wyzwanie” do złudzenia przypomina „Oszukać przeznaczenie” lub − z pozycji nieco nowszych − „Wish Upon”, ale nie ma w tym przecież nic złego. Zapotrzebowanie na teen-produkty jest spore, a znacznie lepiej sprawdzają się na ekranach młodzieżowe horrory kręcone choć z odrobiną zdrowego dystansu − nie śmiertelnie poważne wpadki jak „Slender Man”. „Prawda czy wyzwanie” ma tę przewagę nad swymi konkurentami, że jest filmem przyjemnie cheese’owym, zwłaszcza w ciągu pierwszych kilkudziesięciu minut. Młodzi − o dziwo wcale nie tak wkurzający − bohaterowie uśmiercani są na kuriozalne sposoby: ktoś łamie kark, spadając ze stołu bilardowego, inny pechowiec kończy z długopisem w oku, a następnie uderza głową w ścianę − penetrując swoją czaszkę jeszcze bardziej. Niewdzięcznie wypadają efekty CGI (patrz: meksykańska świątynia, postawiona na zboczu góry), ale z tym też wiążą się niespodzianki: upiorne uśmiechy, które widzą uczestnicy „gry” na twarzach obcych ludzi, przypominają szczerzącego się Willema Dafoe. Kto widział aktora w popularnej parę lat temu komedii, „The Smile Man”, wie, że jego szeroko uśmiechnięta twarz to widok absolutnie paraliżujący.

Czytaj dalej Truth or death. [„Prawda czy wyzwanie”, 2018]

Reklamy

Viernes 13 – Parte 13. [„Romina”, 2018]

     Nad Lago Cristal (lub, jeśli wolicie, jeziorem Crystal) doszło do tragedii. Ktoś z zimną krwią wymordował pół tuzina małolatów. W masakrze uczestniczyła też tytułowa Romina, która jednak wróciła do domu bez szwanku. Na komisariacie dziewczyna zapytana zostaje, co się stało. Jej wersja zdarzeń będzie bardzo… nudna.

Romina2

     Meksykański slasher „Romina” kręcony był z myślą o dystrybucji VOD i ukazał się w sieci w piątek, 13 lipca. Netflix – który na tym etapie swej działalności emituje co popadnie – tak opisuje fabułę filmu: „Szokujący napad wywołuje lawinę przemocy, gdy grupa nastolatków spotyka na odludnym kempingu dziewczynę ze swojej szkoły”. Streszczenie jest bardzo zwodnicze. Reżyser Diego Cohen, owszem, zdaje się być zafascynowany przemocą, ale brakuje mu odwagi, by frywolnie epatować nią na ekranie. Miejsce akcji „Rominy” stwarza doskonałe warunki, by wybijać kolejne postaci z impetem godnym Jasona Voorheesa. Niestety, Lago Cristal zbyt rzadko spływa czerwoną farbą; do wybuchów agresji też dochodzi incydentalnie. Fajnie jest czasem pooglądać, jak fikcyjne postaci cierpią – po to właśnie powstały podgatunki, jak slasher czy giallo. „Romina”, obojętna na niemoralne potrzeby widzów, jest brutalna w swej anty-brutalności.

Czytaj dalej Viernes 13 – Parte 13. [„Romina”, 2018]

„Every serial killer lives next door to someone”. [„Summer of 84”, 2018]

     Twórcy „Turbo Kid” powracają z nowym projektem − niestety, nie sequelem swego opus magnum. Znów skroili throwback w wydaniu indie, tym razem kultywujący ejtisowe slashery i Kino Nowej Przygody. W „Summer of 84” grupa czternastolatków szpieguje sąsiada podejrzanego o bycie mordercą. Nie jest to osiedlowy dziwak, a poważany stróż prawa − z tego powodu przestrogi chłopców uznane zostają za wymysły. Najdzielniejszy z dzieciaków, Davey (Graham Verchere), za wszelką cenę chce znaleźć dowód potwierdzający jego sugestie. Rozpoczyna się polowanie na… dorosłego.

Summer84-5

     Film jest mniej wyrazisty niż „Turbo Kid”; są chwile, gdy nie jest równie frapujący. Wymaga cierpliwości, którą nie każdy mu ofiaruje, bo tempo akcji bywa nierówne i − co tu dużo mówić − nie wbija w fotel. Jako mikrobudżetowiec spełnia jednak „Summer of 84” tę samą funkcję co poprzednia produkcja tercetu RKSS: stanowi odtrutkę na high-conceptowe efekciarstwo setek blockbusterów, które zalewają kina każdego roku. Niewielki budżet upodabnia film do gatunkowych pozycji klasy „B”, które ponad trzy dekady temu były bliskie tak wielu sercom (i które są szalenie ważne dla niektórych przedstawicieli młodszego pokolenia). Podobieństwa między „Summer…” a oryginalnym „Fright Night” bynajmniej nie są przypadkowe.

Czytaj dalej „Every serial killer lives next door to someone”. [„Summer of 84”, 2018]

Rzeź w wielkim mieście. [„Piątek, trzynastego VIII: Jason zdobywa Manhattan”, 1989]

     Wydawało się, że Jason Voorhees to mit. Przeciwnicy porachowali mu kości, złoili skórę, na koniec dobili go telekinezą. Jason miał spoczywać w wodnym grobie, na dnie Crystal Lake, przez co jego widmo pojawiałoby się co najwyżej w miejskich legendach. Wyładowania atmosferyczne pozwoliły mu jednak stanąć na równe – choć nadbutwiałe – nogi. W efekcie szoku elektrycznego Jason ożywa. Jego nieumarłe, dziurawe ciało ukrywa się na statku Lazarus, którym do Nowego Jorku udają się absolwenci okolicznego liceum. Parowiec dotrze do celu podróży bez problemu. Nie wszyscy pasażerowie dożyją jednak tego momentu.

Friday13thJasonManhattan-3

     „Piątek, trzynastego VIII: Jason zdobywa Manhattan” – jeden z ostatnich slasherów, jakie zrealizował Paramount za czasów złotej ery horroru klasy „B” – to film spowity nicią legendy. Nie dlatego, że jest nad zwyczaj dobry – raczej z tego powodu, że stanowi synonim absurdu, dowodzi, jak daleko ponosi producentów fantazja na etapie dojenia „złotej krowy”. Złotodajną krową jest, oczywiście, Jason – można go też nazwać, mniej obelżywie, maszynką do zarabiania pieniędzy. Gdy film, w którym łomot spuszcza Voorheesowi nawiedzona, quasi-kingowska panna, nie podpalił notowań box-office’u, postanowiono zaostrzyć walkę o widza. W końcu kto nie chciałby zobaczyć mordercy w słynnej hokejowej masce na ulicach okalających Times Square?

Czytaj dalej Rzeź w wielkim mieście. [„Piątek, trzynastego VIII: Jason zdobywa Manhattan”, 1989]

„He gets in your head like a virus”. [„Slender Man”, 2018]

     Kto by pomyślał, że po napisaniu tak mrocznego, przejmującego thrillera, jakim był „Elle”, David Birke rozpocznie prace nad ekranizacją creepypasty. Na filmowego „Slender Mana” swego czasu czekały wszystkie czternastolatki. Poczekały rok, dwa lata, wreszcie pięć wiosen. Teraz są u progu dorosłości i horror bazujący na internetowym, w dodatku przestarzałym, fenomenie być może już ich nie interesuje… Mnie rajcował średnio, ale postanowiłem dać mu szansę, pomimo kiepskiego reżysera za sterami (Sylvain White − „Koszmar kolejnego lata”). Swojej decyzji żałuję.

SlenderM2

     Fabuła filmu jest szczątkowa, a scenariusz nie obfituje w znaczące wydarzenia. Wren (Joey King) obserwuje, jak jej szkolne koleżanki przepadają bez śladu lub tracą zmysły. Za wszystko odpowiada tytułowy Slender Man − supernaturalny upiór, który żywi się strachem i obsesją swoich ofiar. Wywołać można go dzięki przypadkowemu klipowi wideo, wesoło hulającemu po serwisach streamingowych. Straszliwa istota o nieludzko długich ramionach objawia się w lasach, przy cmentarzach, a czasem też w snach. Kto się przed nią nie schowa, ten ma przewalone.

Czytaj dalej „He gets in your head like a virus”. [„Slender Man”, 2018]

„Some have even tried to stop him. No one can”. [„Piątek, trzynastego VII: Nowa krew”, 1988]

     Nie wszyscy znają tę historię, nad czym szczerze ubolewam. Siódma odsłona „Piątku, trzynastego” miała okazać się prawdziwą rewolucją, a współproducentka Barbara Sachs po cichu liczyła nawet, że dzięki ambitnym zapędom zgarnie Oscara. W okresie preprodukcji na reżysera typowano… Federico Felliniego. Wait, what? − zapytacie. To nie żart: zanim uczyniono z „Piątku, trzynastego VII” kolejną opowieść o krwawym melanżu, wieleż to konceptów próbowano dopasować do profilu Jasona Voorheesa i miejsca, w którym rozwija on swoją morderczą pasję. Planowano, że tereny okalające Crystal Lake, nie bacząc na sprzeciwy, zajmie spółka deweloperska, a wątek zamaskowanego mordercy zgrabnie zacieśni się z jakże literackim motywem zbrodni i kary. Finalnie postawiono jednak na cycki i czerwoną farbę. To prosty i bezpieczny przepis na film − bo w niektórych przypadkach lepiej zanadto nie kombinować. Grindhouse nie zawarł paktu z art-housem, a Felliniego postanowiono nie kłopotać wstydliwym telefonem. Wykreowany przez Johna Carla Buechlera świat nie podlega może prawom poetyckiej wyobraźni, ale miejscem akcji jest co najmniej ciekawym. Przyciężkie telewizory latają tu dzięki sile umysłu, a kable elektryczne żyją wężym życiem.

FridayThe13thPartVII-5

     „Piątek, trzynastego VII: Nowa krew”, pomimo namacalnej tandety, nie uwłacza upodobaniom horror-buffów. Przynajmniej tych prawdziwych, których nie zażenuje byle film klasy „B”. Struktura fabularna (Jason mierzy się z quasi-kingowską bohaterką) sprawia, że nikogo sequel Buechlera nie znudzi. Nasza Carrie White ma na imię Tina Shepard i włada telekinezą sprawniej niż Voorhees macha maczetą. Nadnaturalne zdolności dziewczyny sprawiają, że Jason okładany jest latającymi przedmiotami użytku domowego oraz podduszany przez ożywione gałęzie leśne (skojarzenia z „Evil Dead” schowajcie jednak do kieszeni − żaden z Buechlera Raimi). Równie kampowy okazuje się finał: grana przez Lar Park Lincoln nastolatka w ciężkim szoku obserwuje, jak jej ojciec-topielec powraca z zaświatów i pokazuje Jasonowi, gdzie jego miejsce. Film ogląda się jednym tchem, bez żadnego bólu, a i z technicznego punktu widzenia nie można mu wiele zarzucić. Podwodne ujęcia na nagą Heidi Kozak nie tylko szargają nasze nerwy, ale też przypominają o geniuszu spielbergowskich „Szczęk” − i same składają się na scenę co najmniej przemyślaną.

Czytaj dalej „Some have even tried to stop him. No one can”. [„Piątek, trzynastego VII: Nowa krew”, 1988]