Archiwa tagu: teen flick

8th time’s the charm. [„Leprechaun Returns”, 2018]

     Devil’s Lake w Dakocie Północnej. Lila (Taylor Spreitler) rozpoczyna naukę na Uniwersytecie Larimore i dołącza do siostrzanego stowarzyszenia Alpha Upsilon (warto nadmienić, że Au to symbol chemiczny złota). Studentki zajęły posiadłość, która w przeszłości należała do Tory Reding – młodej kobiety prześladowanej przez morderczego karła, a zarazem matki Lili. Budynek usytuowany jest z dala od jakiejkolwiek cywilizacji i wymaga gruntownego remontu. Przed jego gmachem stoi stara, niezdatna do użytku studnia. Żadna z dziewcząt nie wie, że głęboko pod ziemią przebywa niebezpieczny leprikon – gotów brutalnie zabić za garnuszek złotych monet.

Leprechaun8-3

     Zgadza się: Karzeł powrócił w absolutnie kampowym stylu i tym razem przyniósł ze sobą dużo humoru – tyleż ironicznego, co pełnego niedorzeczności. „Leprechaun Returns” tym różni się od odsłony „Origins” (2014), że nie jest horrorem kręconym „na poważnie”, a krwawą farsą. Za scenariusz filmu odpowiada Suzanne Keilly, znana z pracy nad kultowym już serialem Starz „Ash kontra martwe zło”. Karzeł (Linden Porco) każdą ze swych ofiar straszy makabrycznymi rymowankami, a z zielonego rękawa sypie cringe’owym żartem. Obłędne są sceny gore, a młodzi bohaterowie giną w kuriozalnych okolicznościach. Zakochany w sobie studenciak zostaje przecięty panelami słonecznymi w sposób ewidentnie inspirowany remakiem „13 duchów”. Czarny charakter „odradza się” niczym pasożyt, a wychodząc z brzucha swojego gospodarza, rozszarpuje go na kawałki. W innej scenie obserwujemy, jak dziewczyna uśmiercana jest przy pomocy… zraszacza ogrodowego.

Czytaj dalej 8th time’s the charm. [„Leprechaun Returns”, 2018]

Reklamy

Pęknięcia. [„Oblicze mroku”, 2018]

     Ileż to już razy wykorzystano w horrorze motyw lustra, za którym czyhają jakieś supernaturalne zagrożenia. Odwołano się do niego po wielokroć, bo jest w zastosowaniu zwierciadeł coś niepokojącego: już odbicie nas samych może nieźle nastraszyć, zwłaszcza, gdy wyobrazimy sobie, że w gruncie rzeczy przygląda się nam ktoś inny. W psychologicznym dreszczowcu „Oblicze mroku” reżyser Assaf Bernstein korzysta z klasycznego leitmotivu, ale buduje na jego kanwie całkiem zaskakującą fabułę. W jego lustrach odbijają się brzydkie prawdy o rzeczywistości − demoniczne moce nie mają na nie większego wpływu.

LookAway2

     Film posiada chłodny, mocno depresyjny ton. Maria (India Eisley) wychowuje się w tak zwanym „dobrym domu” i teoretycznie ma wszystko, czego mogłaby zapragnąć każda nastolatka. W istocie spotyka się z ostracyzmem wśród rówieśników i jest gnębiona zarówno przez szkolne bestie, jak i szorstkiego ojca-chirurga plastycznego (Jason Isaacs). Matka dziewczyny (Mira Sorvino) − wciąż rozpamiętująca utratę drugiej z córek − wydaje się apatyczna i przymyka oko na zdrady męża. Pewnego dnia Maria odkrywa, że jej lustrzane odbicie żyje własnym życiem. Airam wysłuchuje swojej „siostry” w najgorszych dla niej chwilach i obiecuje, że pomoże jej, gdy tylko wydostanie się ze zwierciadła. Maria szuka ukojenia po drugiej stronie szklanego refleksu. Nie wie, czy Airam to jej faktyczny sprzymierzeniec czy może wypadkowa mentalnych pęknięć i ram.

Czytaj dalej Pęknięcia. [„Oblicze mroku”, 2018]

„Does that sign say ‚Deathville’?” [„The Barn”, 2016]

     Rok 1989. Mieszkańcy Wheary Falls szykują się do obchodów święta halloween. Dla niektórych jest ono najbardziej plugawym spośród dni, bo przypomina o okrutnym morderstwie sprzed wielu lat. Inne podejście wykazują przyjaciele z liceum, Sam (Mitchell Musolino) i Josh (Will Stout), którzy − z racji wieku − gardzą już cukierkami, ale nigdy nie machną ręką na sąsiedzkie psikusy. W towarzystwie kilkorga przyjaciół kawalarze mają zamiar broić całą noc. Po zmroku grupa postanawia zatrzymać się przy opuszczonej stodole i urządzić popijawę. Nikt nie wie, że w rolniczej kanciapie czai się zło.

TheBarn2016 2

     Krew, bebechy, nagie cycki i dużo rock and rolla. Wszystkiego tego możecie spodziewać się po „The Barn” − mikrobudżetowym retro horrorze w reżyserii młodego zdolniachy, Justina M. Seamana. Film stara się odwzorować styl ejtisowych slasherów i spisuje się na tym polu doskonale. Seaman z dużą wprawą replikuje archaiczne rzemiosło: operując wyłącznie sztucznym oświetleniem, kamerą zoomując masakrowane ciała i teatralnie przerażone twarze. Przedstawia nam tercet antybohaterów − Boogeymana, Hollow Jacka i upiornego stracha na wróble − którzy zrobią wszystko, by zamienić halloween w piekło na ziemi.

Czytaj dalej „Does that sign say ‚Deathville’?” [„The Barn”, 2016]

Truth or death. [„Prawda czy wyzwanie”, 2018]

     Olivia (Lucy Hale) wybiera się do Meksyku wraz z kilkorgiem przyjaciół. Jest zaangażowaną społecznie studentką i potrzebuje chwili na wypoczynek. Przystojny nieznajomy oferuje, by wybrała się z nim do opuszczonego klasztoru − pomysł podoba się jednak całej grupie. Na miejscu młodzi grają w klasyczną, imprezową grę: prawda czy wyzwanie. Każdy kolejny łyk alkoholu sprawia, że bohaterowie stają się coraz mniej czujni. Wreszcie nowo poznany Carter (Landon Liboiron), któremu rzucono niewygodne pytanie, odpowiada, że zwabił Amerykanów do kościoła, by odsprzedać ich demonicznej sile i tym samym złamać klątwę. Chłopak zostaje wyśmiany. Jednak wkrótce dzieciaki z college’u zaczynają ginąć. Zawsze, gdy odmawiają uczestnictwa w „grze”, istota nie z tego świata wymierza im karę…

TruthOD2

     Kolejny rok, kolejne pop-horrory trafiają do kin. „Prawda czy wyzwanie” do złudzenia przypomina „Oszukać przeznaczenie” lub − z pozycji nieco nowszych − „Wish Upon”, ale nie ma w tym przecież nic złego. Zapotrzebowanie na teen-produkty jest spore, a znacznie lepiej sprawdzają się na ekranach młodzieżowe horrory kręcone choć z odrobiną zdrowego dystansu − nie śmiertelnie poważne wpadki jak „Slender Man”. „Prawda czy wyzwanie” ma tę przewagę nad swymi konkurentami, że jest filmem przyjemnie cheese’owym, zwłaszcza w ciągu pierwszych kilkudziesięciu minut. Młodzi − o dziwo wcale nie tak wkurzający − bohaterowie uśmiercani są na kuriozalne sposoby: ktoś łamie kark, spadając ze stołu bilardowego, inny pechowiec kończy z długopisem w oku, a następnie uderza głową w ścianę − penetrując swoją czaszkę jeszcze bardziej. Niewdzięcznie wypadają efekty CGI (patrz: meksykańska świątynia, postawiona na zboczu góry), ale z tym też wiążą się niespodzianki: upiorne uśmiechy, które widzą uczestnicy „gry” na twarzach obcych ludzi, przypominają szczerzącego się Willema Dafoe. Kto widział aktora w popularnej parę lat temu komedii, „The Smile Man”, wie, że jego szeroko uśmiechnięta twarz to widok absolutnie paraliżujący.

Czytaj dalej Truth or death. [„Prawda czy wyzwanie”, 2018]

Viernes 13 – Parte 13. [„Romina”, 2018]

     Nad Lago Cristal (lub, jeśli wolicie, jeziorem Crystal) doszło do tragedii. Ktoś z zimną krwią wymordował pół tuzina małolatów. W masakrze uczestniczyła też tytułowa Romina, która jednak wróciła do domu bez szwanku. Na komisariacie dziewczyna zapytana zostaje, co się stało. Jej wersja zdarzeń będzie bardzo… nudna.

Romina2

     Meksykański slasher „Romina” kręcony był z myślą o dystrybucji VOD i ukazał się w sieci w piątek, 13 lipca. Netflix – który na tym etapie swej działalności emituje co popadnie – tak opisuje fabułę filmu: „Szokujący napad wywołuje lawinę przemocy, gdy grupa nastolatków spotyka na odludnym kempingu dziewczynę ze swojej szkoły”. Streszczenie jest bardzo zwodnicze. Reżyser Diego Cohen, owszem, zdaje się być zafascynowany przemocą, ale brakuje mu odwagi, by frywolnie epatować nią na ekranie. Miejsce akcji „Rominy” stwarza doskonałe warunki, by wybijać kolejne postaci z impetem godnym Jasona Voorheesa. Niestety, Lago Cristal zbyt rzadko spływa czerwoną farbą; do wybuchów agresji też dochodzi incydentalnie. Fajnie jest czasem pooglądać, jak fikcyjne postaci cierpią – po to właśnie powstały podgatunki, jak slasher czy giallo. „Romina”, obojętna na niemoralne potrzeby widzów, jest brutalna w swej anty-brutalności.

Czytaj dalej Viernes 13 – Parte 13. [„Romina”, 2018]

„Every serial killer lives next door to someone”. [„Summer of 84”, 2018]

     Twórcy „Turbo Kid” powracają z nowym projektem − niestety, nie sequelem swego opus magnum. Znów skroili throwback w wydaniu indie, tym razem kultywujący ejtisowe slashery i Kino Nowej Przygody. W „Summer of 84” grupa czternastolatków szpieguje sąsiada podejrzanego o bycie mordercą. Nie jest to osiedlowy dziwak, a poważany stróż prawa − z tego powodu przestrogi chłopców uznane zostają za wymysły. Najdzielniejszy z dzieciaków, Davey (Graham Verchere), za wszelką cenę chce znaleźć dowód potwierdzający jego sugestie. Rozpoczyna się polowanie na… dorosłego.

Summer84-5

     Film jest mniej wyrazisty niż „Turbo Kid”; są chwile, gdy nie jest równie frapujący. Wymaga cierpliwości, którą nie każdy mu ofiaruje, bo tempo akcji bywa nierówne i − co tu dużo mówić − nie wbija w fotel. Jako mikrobudżetowiec spełnia jednak „Summer of 84” tę samą funkcję co poprzednia produkcja tercetu RKSS: stanowi odtrutkę na high-conceptowe efekciarstwo setek blockbusterów, które zalewają kina każdego roku. Niewielki budżet upodabnia film do gatunkowych pozycji klasy „B”, które ponad trzy dekady temu były bliskie tak wielu sercom (i które są szalenie ważne dla niektórych przedstawicieli młodszego pokolenia). Podobieństwa między „Summer…” a oryginalnym „Fright Night” bynajmniej nie są przypadkowe.

Czytaj dalej „Every serial killer lives next door to someone”. [„Summer of 84”, 2018]