Z dreszczykiem do widza

     Rozmawiające z niewidzialnymi przyjaciółmi dzieci, skrzypiący parkiet poddasza. Nocne zwidy, gasnące światło. „Sinister” zdaje się nie uciekać przed etykietką przewidywalnego, bogatego w klisze horroru. Zdaje się. Zdawać mogłoby się również, że twórca piątej odsłony „Hellraisera” i remake’u „Dnia, w którym zatrzymała się Ziemia” nie może mieć wiele do zaprezentowania…

     Jednak reżyser i scenarzysta Scott Derrickson ma łeb pełen wspaniale koszmarnych wizji. W swoim najnowszym dziele zręcznie manipuluje widzem; straszy, uspokaja, łagodzi sytuację w chwilę po przełomowo koszmarnej scenie, by następnie przywalić z całej siły dantejskim pomysłem. Popis wirtuozerii kontynuuje przez ponad sto minut swojej arii grozy.

     Ellison Oswalt (Ethan Hawke) wprowadza się wraz z rodziną do cieszącego się złą sławą domu. Mężczyzna jest pisarzem, który w swoich dziełach opisuje autentyczne zbrodnie. Licząc na napisanie bestselleru, zamieszkuje w miejscu makabrycznego mordu; nie informuje o tym ani żony, ani dzieci. Nowa posiadłość dostarcza Oswaltowi więcej niż samej weny. Na strychu bohater odnajduje karton ze starymi domowymi nagraniami. Ukazują one nie tylko wesołe zabawy rodzin, lecz także ich brutalne zabójstwa. Ellison wnikliwie przegląda wszystkie filmy snuff, pogrąża się w nich bez reszty. Nie wie, że jest ktoś, kto bardzo tego pragnie.

     Jako rasowy wirtuoz Derrickson wykazuje się nie tylko wyczuciem rytmu, lecz też doskonałym słuchem. Przerażenie w „Sinister” wiąże się w znacznej mierze z głośnym, surrealistycznym hukiem, który towarzyszy budzącym co większą grozę scenom. Film jest bezbłędnie udźwiękowiony, a jego nieprzewidywalne brzmienie wzbudza dezorientację.

     W ramach manipulacji widownią Derrickson stopniowo rozrzedza gęstą jak smoła, zgodnie z tytułem prawdziwie złowieszczą atmosferę filmu. Minusem „Sinister” może być mało pochłonięty swoją rolą Hawke, spędzający kupę czasu na ostrożnych spacerach po spowitym mrokiem domu i w spowolnionym półśnie doszukujący się we wszystkich kątach zagrożenia. Błędem nie jest już pokrętne prowadzenie fabuły do szokującego i potwornego finału filmu – jest to jedna z mocniejszych zalet „Sinister”.

     Powstały w kingowskiej tradycji, a momentami niemal kubrickowską ręką, „Sinister” wspina się wysoko ponad płaszczyznę dzisiejszego horroru. Szczytów wyżyn nie osiąga, choć i bez tego jest wartym rekomendacji straszakiem, który oglądany w odpowiednio ponurych warunkach potrafi zjeżyć włos na głowie.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Advertisements

Jedna myśl nt. „Z dreszczykiem do widza”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s