Archiwa tagu: surrealizm

Poruszyć piekło. [„Dom, który zbudował Jack”, 2018]

     Jack (Matt Dillon) jest seryjnym mordercą – niezdolnym do odczuwania empatii, przesadnie pewnym siebie. Uwielbia wysokiej klasy sztukę, architekturę III Rzeszy oraz piękne kobiety. Tym ostatnim uwielbia właściwie odbierać to, co dla nich najcenniejsze. Na oczach pewnej samotnej matki zabija jej pociechy; seksownej, lecz niezbyt bystrej pannie ucina piersi. Mężczyzna bawi się niewinnością swoich ofiar, stosuje psychiczne i fizyczne tortury. Z dumą przyznaje, że przyczynił się do śmierci blisko sześćdziesięciu osób. O swojej „karierze” opowiada tajemniczemu Wergowi (Bruno Ganz), który stanowi symbol rozumu i akceptacji, a Jackowi towarzyszy niejako w podróży przez ziemskie piekło.

HouseJack2

     Lars von Trier, enfant terrible europejskiego kina, popełnił kolejną zbrodnię: jego horror, „Dom, który zbudował Jack”, oburzył canneńską wrażliwość, prowadząc do ucieczek z festiwalowej sali. Tak było w maju. Teraz „Jack” stoi u progu dystrybucji kinowej i wiele wskazuje na to, że ponownie uruchomi lawinę oburzeń. Rzec, że jest to film brutalny i nihilistyczny, to nie powiedzieć o nim nic. Życie na Ziemi maluje się u von Triera dantejskimi barwami; wszystko przesiąkło w nim znieczulicą i egotyzmem. Jack stanowi definicję psychotycznego narcyza: w jednej ze scen widzimy, jak, targany namiętnościami, uprawia taksydermię i przygotowuje z dziecięcych zwłok makabryczną rzeźbę. Dlaczego? Bo jest zapalonym artystą. Jedynym sacrum, jakie wyznaje, będzie estetyka – nie ciało ludzkie.

Czytaj dalej Poruszyć piekło. [„Dom, który zbudował Jack”, 2018]

Reklamy

Smells like mind f*cking. [„Tajemnice Silver Lake”, 2018]

     David Robert Mitchell powrócił. Jego poprzedni film, „Coś za mną chodzi”, okazał się hitem − zarówno w kinach, jak i na prestiżowych festiwalach dookoła świata. W Cannes zdobył nominację do nagrody przyznawanej przez stowarzyszenie krytyków. Nie powinien dziwić więc fakt, że z kolejnym projektem reżysera wiązano wielkie nadzieje. „Tajemnice Silver Lake” są trudniejsze w odbiorze niż „It Follows”: trwają prawie dwie i pół godziny, za sprawą eksperymentalnej formy wprowadzają zamęt. Mimo to, nie chcecie nowej produkcji Mitchella przegapić. To film frapujący i wieloaspektowy, przy napisach końcowych krzyczący o kolejny seans.

SilverLake2

     Los Angeles. Sam (Andrew Garfield), 30-letni obibok żywcem wyjęty ze slackerowych komedii, poszukuje swojej pięknej sąsiadki (Riley Keough). Dziewczyna przepadła jak kamień w wodę: pewnego wieczoru flirtowała z Samem, a nazajutrz opuściła okolicę bez słowa. Bezrobotny mężczyzna rozpoczyna śledztwo, które poprowadzi go najmroczniejszymi zaułkami Miasta Aniołów. W świecie, gdzie może wydarzyć się wszystko, nie ma miejsca na strach. Zew przygody sprawi, że Sam zupełnie zatraci się w swych ślepych poszukiwaniach. Zabawa w detektywa zainteresuje go bardziej niż jego własna, pusta egzystencja.

Czytaj dalej Smells like mind f*cking. [„Tajemnice Silver Lake”, 2018]

Kiya goes nuts. [„Like Me”, 2017]

     Ileż to już powstało filmów, w których internetowy ekshibicjonizm i dramaty napędzane przez social media składają się na główną oś fabularną? Ano powstało ich sporo. W ubiegłym roku podziwialiśmy Aubrey Plazę jako zaburzoną instagramerkę w „Ingrid Goes West”, jeszcze wcześniej o pułapkach sieci i mediów społecznościowych prawił Werner Herzog, w swym dokumencie „Lo and Behold, Reveries of the Connected World”. Teraz pod modną tematykę postanowił podpiąć się debiutant, Robert Meckler. Obok jego pierwociny nie można przejść obojętnie. „Like Me” to hybryda dramatu i kryminału, skąpana w estetyce horroru oraz refnowskich, neonowych kolorach.

LikeMe-02

     Film jest tak przejaskrawiony, że wymiękają przy nim „Spring Breakers”. Główną bohaterkę, Kiyę (Addison Timlin), poznajemy, gdy nocą napada na spożywczaka. Choć terroryzuje kasjera przy pomocy spluwy, szybko okazuje się, że jest tylko pozerką: pistolet kupiony został w sklepie z zabawkami, a poniżenia mężczyzny transmitowane są na YouTubie. O Kiyi dowiadujemy się jedynie, że uwielbia junk foody i ma nierówno pod sufitem. Mecklera nie obchodzi jej pochodzenie, status materialny, nawet przeszłość. Reżyser z łatwością mógł zamieścić w filmie retrospekcję, w której ośmioletnia Kiya molestowana jest przez ojca, albo ostro gnębiona przez rówieśników. Jej szaleństwo ma być jednak czymś naturalnym, niewymagającym żadnej argumentacji. Widzimy więc, jak pożera dziewczyna słodycze z zaangażowaniem godnym Nutty’ego – bohatera „Happy Tree Friends”, ale dlaczego to robi i skąd biorą się w niej tak patologiczne odruchy – tego Meckler nie objaśnia.

Czytaj dalej Kiya goes nuts. [„Like Me”, 2017]

Obcy gracji pełny. [„Obcy – 8. pasażer Nostromo”, 1979]

     Czas był dla „8. pasażera Nostromo” wyjątkowo łaskawy. Powstały w 1979 roku film uchodzi za klasykę horroru science-fiction, a z Ridleya Scotta i Sigourney Weaver uczynił monarchów Hollywood. Na przestrzeni dekad obraz nie zestarzał się ani trochę: zaprojektowane na jego potrzeby praktyczne efekty specjalne wciąż przyprawiają o zawrót głowy, są równie intensywne i ofensywne jak lata temu. Film hipnotyzuje strachem; na rozłogu kina grozy pozostaje żelaznym monumentem.

Alien2

     Strach ten widoczny jest zwłaszcza w oceanicznych oczach Veroniki Cartwright, filmowej Lambert. To Cartwright nastraja w widzach odpowiednie uczucia, to jej niebieskie ślepia odbijają w sobie grozę. Nawigatorka Lambert okazuje się postacią histeryczną – nie mniej niż Sally Hardesty, ulubiona „zabawka” Leatherface’a. Gdy w jednej ze scen na Cartwright bucha strumień sztucznej krwi, aktorkę zalewa nie tylko lepka maź, ale też fala paniki. „Obcy – 8. pasażer Nostromo” to film o kobiecej intuicji: Lambert i Ripley (Weaver) przeczuwają, że wezwanie z opuszczonej planetoidy może przynieść załodze Nostromo kłopoty. Decyzja zejścia na skalistą przystań należy do męskiej części ekipy.

Czytaj dalej Obcy gracji pełny. [„Obcy – 8. pasażer Nostromo”, 1979]

Duchowa wędrówka i wielkie ptaszyska. [„Ornitolog”, 2016]

     „Ornitolog” w reżyserii João Pedro Rodriguesa to film o bardzo sugestywnej mocy. W sposób liryczny i prowokacyjny przytoczona zostaje w nim historia egzystencjalnej podróży oraz niespodziewanej, duchowej przemiany. To obraz kontrowersyjny, napastliwy w swym obrazoburstwie: według reżysera, ma stanowić fabularne uwspółcześnienie żywota Antoniego Padewskiego – najważniejszego świętego z Portugalii. Film jawi się jako bluźnierczy, ale transgresyjny: centralnym bohaterem jest tu natchniony boskością gej, a scenariusz nacisk kładzie na utajonym homoerotyzmie, wynikającym z chrześcijańskiej ikonografii.

Ornitolog2

     Poniekąd przedstawiony zostaje film Rodriguesa jako zasadna krytyka katolicyzmu. Tytułowy bohater – młody ornitolog Fernando, na łonie natury obserwujący rzadkie gatunki ptaków – wpada w pułapkę i staje się niewolnikiem dwóch dewotek. Pielgrzymujące po Portugalii kobiety są zabobonnymi sadystkami, dla których boska prawda to prawda niepodlegająca żadnej kwestii: wierzą, że Fernando, nienoszący w sercu Boga, musi zostać wykastrowany. Epizodyczne bohaterki ucieleśniają hipokryzję Kościoła, a ich wątek stanowi słusznie wymierzony dewocji policzek.

Czytaj dalej Duchowa wędrówka i wielkie ptaszyska. [„Ornitolog”, 2016]

Zawsze niech będzie mama! [„mother!”, 2017]

     W domu pośrodku niczego mieszka para: On (Javier Bardem) i Ona (Jennifer Lawrence). Ich codzienne życie sprawia wrażenia pasma poświęceń, dokonywanych głównie ze strony kobiety. Pełen egzaltacji mężczyzna oddaje się swej pracy – jest poetą, uznanym nie tylko w świecie literatury, ale też popkultury – a jego strudzona partnerka, choć pod sercem nosi serce, o własnych siłach odrestaurowuje spalone niedawno siedlisko. Życie bohaterów tylko z pozoru wygląda na idylliczne – ciąży nad nim kłąb niewypowiedzianych zatargów. Pozostaje jednak uporządkowane, pozbawione perturbacji. Ulegnie to zmianie, gdy do drzwi poety i jego ukochanej zapukają tajemniczy, pełni grzechu małżonkowie (Ed Harris, Michelle Pfeiffer).

mother-review2

     „mother!” – kontrowersyjny, oniryczno-literalny mariaż Darrena Aronofsky’ego – przez niektórych uznany został za metaforę życia artysty, a przez innych czytany był jako alegoria Biblii. Sam reżyser przyznał, że jest jego nowy projekt „dziełem psychotycznym”, którego nie należy nadinterpretować. Wizja Aronofsky’ego tonie w surrealizmie posuniętym chwilami do buñuelowskich granic. Siląc się na mniej lub bardziej wymyślne analizy, na pewno ujrzymy w Javierze Bardemie Boga, mącącego w słabych głowach wszystkim tym, którzy ślepo szukają duchowego i mentalnego dowództwa. Jednak nieopatrzony pretensjonalną symboliką religijną, „mother!” przedstawia się nie mniej intrygująco. To film o najmroczniejszych zaułkach jestestwa, z upływem czasu stający się coraz to ambitniejszym przedsięwzięciem i coraz bardziej niepokojącym doświadczeniem. W swych finalnych stadiach urasta do rangi symfonii apokaliptycznej: spokojny wieczór poety i jego niewiasty w ciągu sekund przeistacza się fantazyjną, prowojenną mszę satanistów.

Czytaj dalej Zawsze niech będzie mama! [„mother!”, 2017]