Archiwa tagu: survival horror

Road games. [„Alone”, 2020]

Całkiem solidnym survival thrillerem okazał się „Alone” Johna Hyamsa. Remake szwedzkiego dreszczowca „Försvunnen” (2011) opowiada o młodej wdowie, która wyrusza w samotną podróż samochodową przez wybrzeże zachodnio-północnych Stanów. Próba ucieczki przed uczuciem straty oraz własnymi demonami kończy się niepowodzeniem: za autem Jessiki uparcie podąża bowiem wąsaty dziwak w czarnym jeepie. W piwnicy jego śródleśnego domu czeka „przytulne” miejsce – w sam raz dla towarzyszki drogi.

Film rozpoczyna się jak brytyjski „In Fear”, który kilka lat temu umiejscowiłem wysoko w swoim rankingu najlepszych produkcji roku. Jest intensywny, oprawiony odpowiednią dawką suspensu, potrafi napędzić na tyle strachu, że odechciewa się dalszych wyjazdów, zwłaszcza nocą. Sceny po zmroku umiejętnie oddają atmosferę zagrożenia i izolacji, a Hyams potrafi czarować za pomocą stłumionego oświetlenia. Mniej ciekawie przedstawia się rozdział kolejny, w którym Jessica zostaje obiektem w rękach nawiedzonego kierowcy – na szczęście to dość krótki ustęp. Dużo zyskuje „Alone” dzięki finałowej konfrontacji obu postaci, w której mieszają się ze sobą krew, pot i brud. Scena jest zwierzęca, bezkompromisowa i ekspansywnie zagrana. Jules Willcox nie pozwala, byśmy przypięli jej łatkę damy w opałach – tak naprawdę nigdy nie potrzebuje mężczyzny, by ze swoich kłopotów wyjść obronną ręką. Film udał się Hyamsowi od strony technicznej, m.in. dzięki naturalistycznej oprawie dźwiękowej, pomrukom przyrody i malowniczym lokacjom. Przydałoby się w „Alone” więcej szosowych gierek maniaka z Jessiką (to najlepsze momenty filmu), a sam antybohater mógłby mieć trochę mniej do powiedzenia – bo w jednej ze scen dostaje słowotoku, który leśnemu rzeźnikowi nie przystoi – ale całość pozostawia po sobie dobre wrażenie. Ocena końcowa: 6,5/10.

Czytaj dalej Road games. [„Alone”, 2020]

♫ How I hate going out in the storm. [„Let It Snow”, 2020]

Mia (Ivanna Sakhno) i Max (Alex Hafner), młodzi Amerykanie uwielbiający jazdę na desce snowboardowej i freeride, przybywają do Gruzji, by spędzić święta Bożego Narodzenia w odległym górskim kurorcie. Jak podkreśla mężczyzna, właśnie tu można liczyć na w pełni ustronną zabawę i najsilniejszy zastrzyk adrenaliny. Młoda para czarteruje prywatny helikopter, by dostać się na jeden z najbardziej niebezpiecznych szczytów – wcześniej ostrzegano turystów, by unikali miejsca jak ognia, bo miłośnicy zimowych wrażeń tajemniczo w nim znikają. Nieoczekiwanie na odludziu pojawia się on: zamaskowany maniak na skuterze śnieżnym, w ręku trzymający naostrzoną siekierę. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o…

…Przetrwanie – sami dobrze wiecie. „Let It Snow” w reżyserii Ukraińca, Stanisława Kaprałowa, to film bazujący jakby na podręczniku fundamentaliów gatunkowych. Ot, kolejny przykryty białym puchem horror stalk n’ slash – teoretycznie podobny do „Hotelu zła” czy „In 3 Tagen bist du tot 2”, ale dużo gorszy. Wątpię, by na Ukrainie zrobił wrażenie (niedawno pokazano go na kijowskim festiwalu „Mołodist”), nawet pomimo Sakhno, której rola przodująca całkiem się udała. Pochodzący z Dniepru Kaprałow wie co nieco o kinie grozy – stąd nawiązania do gnijącej baby oraz ciągłej pracy, braku zabawy ze „Lśnienia” – ale w starciu z tym konkretnym projektem zabrakło mu wyobraźni. Może następnym razem wyjdzie to lepiej.

Czytaj dalej ♫ How I hate going out in the storm. [„Let It Snow”, 2020]

Jawajska masakra. [„Impetigore” aka „Perempuan Tanah Jahanam”, 2019]

Joko Anwar i aktorka Tara Basro nakręcili kolejny, po „Sługach diabła”, horror z wątkiem paranormalnym. Tym razem rzecz dzieje się w nieuczęszczanej indonezyjskiej wiosce, której nie można nawet znaleźć na mapie. Maya, główna bohaterka „Impetigore”, szybko zdaje sobie sprawę, że nietknięte, niemal tubylcze osady nie bez powodu pozbawione są kontaktu ze światem zewnętrznym.

Anwar powraca do tematyki rodzinnego dziedzictwa, którą – mocno wzorując się na amerykańskich ghost stories – podjął ostatnio w „Sługach…”. Tym razem nie wita nas w nawiedzonym domu, a w przedpieklu, gdzie niemowlaki morduje się praktycznie dla sportu, bieda piszczy, a mieszkańcom brakuje pełnego uzębienia. W roli Mayi Basro raz po raz imituje zresztą kreację Marilyn Burns z „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Na indonezyjskiej wsi nie brakuje więc ani niespokojnych duchów, ani doskonale władających maczetą zwyroli.

Czytaj dalej Jawajska masakra. [„Impetigore” aka „Perempuan Tanah Jahanam”, 2019]

Feelin’ yummy. [„Klinika grozy”, 2019]

     Alison wybiera się w podróż do kliniki chirurgii plastycznej, położonej gdzieś w Europie Wschodniej. Towarzyszą jej fajtłapowaty chłopak oraz matka, miłośniczka faceliftingu. Bohaterka zmaga się z nietypowym problemem: ma zbyt wyraźny biust, którego rozmiar zwraca niechcianą uwagę zwłaszcza młodych mężczyzn. Postanawia poddać się operacji pod czujnym okiem doktora Krawczyka – prowincjonalnego specjalisty od upiększana kobiet z defektami ciała. Szwendając się po ośrodku, ukochany Alison, Michael, zauważa nagą dziewczynę, przywiązaną do łóżka grubymi pasami. Ponieważ boleściwie pojękuje, decyduje się ją oswobodzić. Nie wie, że pacjentka jest nosicielką groźnego wirusa, który szybko opanuje całą klinikę.

Yummy4

     „Klinika grozy” zapowiadana była jako pierwszy flamandzki film o zombie. Niektórzy podadzą tu wprawdzie komedię grozy „Rabid Grannies” z 1988 roku, ale przynależność tej pozycji do wspomnianego podgatunku jest dyskusyjna. Reżyser Lars Damoiseaux nie przepisuje kanonu opowieści o żywych trupach na nowo, za co jednak trudno go obwiniać. „Klinika…” ma bowiem urok dawnych filmów spod szyldu Tromy, a powstała w stylu charakterystycznym dla młodego Petera Jacksona. Na planie zdjęciowym przelano dosłownie oceany gore’u.

Czytaj dalej Feelin’ yummy. [„Klinika grozy”, 2019]

Goodbye people, goodbye smog, hello murder. [„Berserker”, 1987]

     Slashery, w których grupę studentów college’u terroryzuje średniowieczny wiking, policzyć można na palcach jednej ręki. A nawet na palcu. Numer jeden tej listy to „Berserker” – koniec. Powstały w 1987 roku horror stalk n’ slash przez ponad trzy dekady pozostawał zupełnie zapomniany, ale rok temu wydany został na odpicowanym Blu-rayu przez Vinegar Syndrome. To niszowy dystrybutor specjalizujący się w odkopywaniu unikatowych filmów klasy „B” i trzeba przyznać, że z „Berserkerem” ekipa z VS przeszła samą siebie. Na nośniku BD ten stary i bardzo niskobudżetowy straszak wygląda fantastycznie, dzięki czemu poznanie legendy tytułowego wojownika jest czystą frajdą.

Berserker06

     Pierwszą scenę filmu osadzono… w X wieku. U wybrzeży przyszłych Stanów Zjednoczonych zatrzymuje się wikiński okręt, na pokładzie którego przebywa przysadzisty bojownik o niezrównoważonym spojrzeniu i gołym torsie. Zawodzi do księżyca jak dzikie zwierzę, co jest o tyle zrozumiałe, że twarz zakrywa mu niedźwiedzia maska. Następuje klasycznie ejtisowa czołówka, podczas której maksymalne close-upy przeplatają się z planszami wymieniającymi nazwiska aktorów. I tu rodzi się pytanie, kto właściwie będzie slaszował dzieciaki w niniejszym slasherze: czasem wydaje nam się, że widzimy na zbliżeniach dzikusa, który przywdział łeb niedźwiedzia, a kiedy indziej w kadrze faktycznie gości drapieżny ssak o tytanowych kłach. „Zagadkę” może już trochę rozstrzygnąłem w pierwszym akapicie, ale umówmy się – tytuł filmu nie jest przypadkowy i zobowiązał twórców do pewnych rozwiązań narracyjnych.

Czytaj dalej Goodbye people, goodbye smog, hello murder. [„Berserker”, 1987]

Na bezrybiu. [„Głębia strachu”, 2020]

     Gdzieś na dnie Rowu Mariańskiego przebywają naukowcy z misją badawczą i pracownicy stacji wiertniczej. Załoga na ponad miesiąc zamknięta zostaje w podwodnej „puszce”, zaprojektowanej tak, by wytrzymać nieprawdopodobnie wysokie ciśnienie. Któregoś dnia dochodzi do tragedii: w wyniku trzęsienia ziemi, dobiegającego z dna oceanu, łódź zostaje uszkodzona i zaczyna tonąć. Norah Price (Kristen Stewart), konstruktor maszyn, która właśnie utraciła ukochanego, zrobi wszystko, by wyjść z katastrofy cało. Wraz z grupą biologów i inżynierów szuka ucieczki z pogrążającej się w odmętach morza trumny. Okazuje się, że naprężenia skorupy ziemskiej obudziły kryjące się w wodzie istoty o nieznanym pochodzeniu.

Underwater04

     „Głębia strachu” jest filmem o tyle rozczarowującym, że stoi za nim William Eubank – reżyser odpowiedzialny za świetny horror sci-fi „The Signal” z 2014 roku. Początek budzi pozytywne uczucia i pozwala wierzyć, że dalszy seans upłynie gładko. Od razu rzuceni jesteśmy w wir akcji, a sekwencja awarii na pokładzie jest szalenie efektowna. Niestety, im bardziej zanurzamy się w filmie, tym słabsze robi na nas wrażenie. Punkt wyjścia dla dalszych zdarzeń jest oczywisty: niewielka ekipa bohaterów spektakularnie zmniejsza się w niejasnych okolicznościach. Zgony kolejnych uczestników wyprawy mało nas jednak przejmują, bo postaci są kiepsko rozpisane, nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań. Sztampa i odtwórczość: tak podsumować można „Głębię strachu”.

Czytaj dalej Na bezrybiu. [„Głębia strachu”, 2020]