Archiwa tagu: survival horror

Podwodna walka. [„47 Meters Down: Uncaged”, 2019]

     Szał na „mokre” survival horrory trwa w najlepsze. Niedługo po „Pełzającej śmierci” ukazał się kolejny film o ataku drapieżnego, wodnego predatora i choć jego intryga jest – co tu dużo mówić – dużo głupsza, całość podpiąć można pod rozrywkę typu „guilty pleasure”. „47 Meters Down: Uncaged” to zupełnie niepotrzebny sequel „Podwodnej pułapki”, w którym cztery nastolatki odkrywają… ukryte pod morską taflą miasto Majów. Ruiny nie zostały jeszcze zbadane przez archeologów, a dziewczęta nie wiedzą, że po zgliszczach krąży wielki, pozbawiony wzroku rekin, który dostosował się do życia w ciemności.

47MDU2

     Film bywa absolutnie niedorzeczny, co swoje apogeum osiąga zwłaszcza w wywołującym salwy śmiechu finale. Bywa nieznośnie wtórny, a na pewno mniej klaustrofobiczny niż „Podwodna pułapka”. Roberts podmienia suspens na gwałtowną akcję, przez co sequel nie może pochwalić się atmosferą beznadziei i izolacji – w poprzedniku ją otrzymaliśmy. Potrafi jednak reżyser pracować w niełatwych warunkach (osiemdziesiąt procent filmu toczy się pod wodą), a tego, że ma oko do atrakcyjnych kadrów, dowiódł już na planie „Nieznajomych: Ofiarowania”. Przekonująco wypadł montaż scen z udziałem SharkStoppera – emitującego potężny huk i barwiącego morskie głębiny na karminową czerwień. Do tego należy pochwalić Robertsa za „uśmiercenie” jednej z kluczowych bohaterek wówczas, gdy nikt by się tego nie spodziewał, i za scenę nieudanej wspinaczki z udziałem Sistine Stallone (tak, córki Sly’a).

Czytaj dalej Podwodna walka. [„47 Meters Down: Uncaged”, 2019]

Nut up or shut up². [„Zombieland: Kulki w łeb”, 2019]

     Powroty z sequelami po wielu latach od premiery części pierwszej to w pewien sposób loteria. Czasem okazują się strzałem w dziesiątkę (niech za przykład posłuży świetny retro-horror sprzed roku, „Nieznajomi: Ofiarowanie”), kiedy indziej twórcy przekonują się, że nikt na nie nie czekał („Straż wiejska 2”). Kontynuacja „Zombieland” była bodaj najbardziej wyczekiwanym filmem od czasu ostatniego „Mad Maksa”. Przypomnijmy: poprzednia odsłona ukazała się dokładnie dziesięć lat temu i została świetnie przyjęta tak przez krytyków, jak i widzów. Powstanie sequela wydawało się sprawą oczywistą, a jednak projekt przeszedł przez długotrwały development hell. W tym roku drugi „Zombieland” udało się sfinalizować. Na przekór oczekiwaniom, film ma w sobie moc i nie sprawia wrażenia wymęczonego. Przeciwnie – wygląda na to, że na planie zdjęciowym wszyscy bawili się doskonale.

Z4

     Minęła dekada od wydarzeń przedstawionych w pierwszym filmie. Miłośnik broni palnej Tallahassee wciąż trzyma się swej sprawdzonej bandy: przemierza Amerykę wraz z Columbusem, Wichitą i Little Rock, strzelając między oczy każdemu napotkanemu na drodze zombiakowi. Wędrówki po postapokaliptycznym świecie do łatwych nie należą. Bohaterowie nie utrzymują kontaktu z innymi ocalałymi, zamiast ryzykować, przebywają tylko między sobą. Buntuje się przeciw narzuconemu rygorowi Little Rock, która chce poznać świat, a przy okazji wpaść w oko jakiemuś chłopakowi – takiemu z pulsem. Tymczasem Wichita wpada w panikę, gdy Columbus prosi ją o rękę. Zostawia po sobie kartkę z przeprosinami i decyduje dołączyć do młodszej siostry.

Czytaj dalej Nut up or shut up². [„Zombieland: Kulki w łeb”, 2019]

Slasher gniewem pisany. [„The Furies”, 2019]

         „Break some rules, or the rules are going to break you.”

     Bohaterki filmu „The Furies” – nieustraszoną Maddie i nadwrażliwą Kaylę – poznajemy w momencie, gdy padają ofiarą porwania. Mają wziąć udział w krwawej rozgrywce, która wyłoni tylko jedną zwyciężczynię. Reżyser-debiutant, Tony D’Aquino, serwuje nam dobrze znaną historię: najłatwiej określić ją jako skrzyżowanie „The Most Dangerous Game” z „Hostelem”. Teoretycznie nie ma więc co liczyć na szczególną odkrywczość, choć pojawiają się też w filmie pomysły całkiem abstrakcyjne – by nie napisać absurdalne.

TheFuries2

     Morderców liczą sobie „The Furies” co najmniej kilku i są oni nawigowani przez nowoczesny system komputerowy. Idee te nigdy nie zostają rozwinięte, a nawet w pełni wyjaśnione, przez co całość wydaje się wykonana na pół gwizdka. W finale brakuje momentu katharsis, a jedna z bardziej dobrotliwych postaci – dotąd pokrzywdzona – sama staje się potworem. W końcu, tu cytat, „żyjemy w popieprzonym świecie, pełnym popieprzonych ludzi”. Zwłaszcza uprzywilejowanych mężczyzn. „The Furies” to slasher wyraźnie girl-powerowy, ceniący sobie kobiecą siłę. Bohaterki muszą dowieść, że potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo i co rusz odpierają ataki chorych zwyroli. Poniekąd feministycznemu przesłaniu można przyklasnąć, choć twórcy nadal dają pannom w kość: jednej z nich zostaje… odrąbana twarz – okazuje się, że ten z pozoru niewykonalny manewr jest w gruncie rzeczy możliwy.

Czytaj dalej Slasher gniewem pisany. [„The Furies”, 2019]

Maski, opuszczone magazyny i piły łańcuchowe. [„Dom strachów” aka „Haunt”, 2019]

     Około dziesięć lat temu Eli Roth zaręczał widzom, że weźmie do poprawki „Lunapark” Tobiego Hoopera i nakręci jego remake. Niektórzy potraktowali te słowa jak groźbę… Dekadę później śmiało można powiedzieć, że plany Rotha spaliły na panewce, choć powstał inny projekt, o podobnie karnawałowym wydźwięku: „Haunt”, w Polsce szykowany do wydania pod tytułem „Dom strachów”. W obu filmach grupa nastolatków próbuje uciec ze szczelnie zamkniętego parku rozrywki, odpierając przy tym ataki maniakalnych morderców. Brzmi znajomo? Zdecydowanie – i w tym właśnie tkwi siła zarówno „Lunaparku”, jak i tegorocznego „Haunt”.

Haunt-03

     W wyprodukowanym przez Rotha slasherze prowadzeni jesteśmy korytarzami tytułowego Domu Strachów, do którego wkroczyć odważą się tylko spragnieni adrenaliny twardziele. Problem polega na tym, że mogą nie wyjść z niego żywi. Obiektem zarządzają nie tyle obrotni przedsiębiorcy, co inteligentni sadyści, a „odgrywający” kolejne okropności aktorzy bynajmniej nie ukończyli szkoły teatralnej. W swych rolach są zresztą nader przekonujący… Budynek to matnia bez możliwości ucieczki, a polowanie na klientów sprawia jego właścicielom bezwstydną radość. W noc halloween zbrodnicze zamiary pracowników pozna ekipa zblazowanych studentów college’u.

Czytaj dalej Maski, opuszczone magazyny i piły łańcuchowe. [„Dom strachów” aka „Haunt”, 2019]

Gorefest dla koneserów. [„Monster Party”, 2018]

     Trzej młodzi kryminaliści szukają okazji do szybkiego zarobku. Casper (Sam Strike) musi spłacić dług u niebezpiecznego gangstera, a Iris i Dodge (Virginia Gardner, Brandon Michael Hall) spodziewają się potomka. Gdy pojawia się perspektywa pracy u bogatej rodziny z Malibu, młodzi nie zastanawiają się ani przez chwilę i w mig planują rabunek. Dawsonowie urządzają luksusowe przyjęcie, na którym pojawi się grupa dobrze sytuowanych przyjaciół domu. Do obsługi przyda się każda dodatkowa ręka, a że w toku kolejnych zdarzeń może ona zostać ucięta – to już inna sprawa.

Monster Party 01

     Heistowy horror „Monster Party” miał premierę na jesieni ubiegłego roku, ale przez kina i serwisy VOD przemknął raczej niezauważony. Być może stoi za tym fakt, że film nakręcił niejaki Chris von Hoffmann – czyli koleś, który parę lat temu wydał na świat beznadziejny postapo-splatter „Drifter”. Był to groteskowy rip-off znacznie lepszych tytułów, do tego nudny, co okazało się niedopuszczalnym błędem, bo korzystał reżyser ze stylistyki grindhouse’u. Von Hoffmann dojrzał jako reżyser, a na polu kina niezależnego zyskał mocną pozycję. „Monster Party” jest bowiem solidnym lo-fi movie: niedostatki budżetowe obracającym w złoto, samoświadomym i autoreferencyjnym. Jeśli potraficie obejrzeć tani horror bez spiny, a w obciętej dłoni ze sklepu z halloweenowym badziewiem umiecie dostrzec święty ornament, śmiało możecie wbijać na tę imprezę.

Czytaj dalej Gorefest dla koneserów. [„Monster Party”, 2018]

No braaain, just pain. [„Dead Trigger − Oddział śmierci”, 2017]

     Świat pogrążył się w chaosie po tym, jak tajemniczy wirus przemienił ludzkość w wygłodniałe zombie. Specjalna jednostka wojskowa ma opuścić tak zwaną bezpieczną strefę i odnaleźć antidotum, które pomoże opanować pandemię. Żołnierzami dowodzi były policjant Kyle Walker (Dolph Lundgren), doskonale władający zarówno przyciężkimi karabinami, jak i śmiertelnie ostrą maczetą. Czy zdoła on ocalić Ziemię przed zagładą?

Untitled 3

     Rozumiem, dlaczego wystąpił w „Dead Trigger − Oddziale śmierci” Isaiah Washington. Niegdysiejszy gwiazdor hitowego serialu − zasłużenie oddalony przez showrunnera z planu − dziś jest aktorem trzecioligowym. Ale Dolph Lundgren posiada przecież więcej honoru, a na pewno ma lepszego nosa do teoretycznie trashowych filmów, które wcale nie okazują się kulawe (przykład: „Don’t Kill It”). Nie wiem, co pchnęło go w objęcia Scotta Windhausera; może perspektywa zafarbowanej głowy i nostalgicznego powrotu do przeszłości.

Czytaj dalej No braaain, just pain. [„Dead Trigger − Oddział śmierci”, 2017]