Archiwa tagu: survival horror

Maski, opuszczone magazyny i piły łańcuchowe. [„Dom strachów” aka „Haunt”, 2019]

     Około dziesięć lat temu Eli Roth zaręczał widzom, że weźmie do poprawki „Lunapark” Tobiego Hoopera i nakręci jego remake. Niektórzy potraktowali te słowa jak groźbę… Dekadę później śmiało można powiedzieć, że plany Rotha spaliły na panewce, choć powstał inny projekt, o podobnie karnawałowym wydźwięku: „Haunt”, w Polsce szykowany do wydania pod tytułem „Dom strachów”. W obu filmach grupa nastolatków próbuje uciec ze szczelnie zamkniętego parku rozrywki, odpierając przy tym ataki maniakalnych morderców. Brzmi znajomo? Zdecydowanie – i w tym właśnie tkwi siła zarówno „Lunaparku”, jak i tegorocznego „Haunt”.

Haunt-03

     W wyprodukowanym przez Rotha slasherze prowadzeni jesteśmy korytarzami tytułowego Domu Strachów, do którego wkroczyć odważą się tylko spragnieni adrenaliny twardziele. Problem polega na tym, że mogą nie wyjść z niego żywi. Obiektem zarządzają nie tyle obrotni przedsiębiorcy, co inteligentni sadyści, a „odgrywający” kolejne okropności aktorzy bynajmniej nie ukończyli szkoły teatralnej. W swych rolach są zresztą nader przekonujący… Budynek to matnia bez możliwości ucieczki, a polowanie na klientów sprawia jego właścicielom bezwstydną radość. W noc halloween zbrodnicze zamiary pracowników pozna ekipa zblazowanych studentów college’u.

Czytaj dalej Maski, opuszczone magazyny i piły łańcuchowe. [„Dom strachów” aka „Haunt”, 2019]

Reklamy

Gorefest dla koneserów. [„Monster Party”, 2018]

     Trzej młodzi kryminaliści szukają okazji do szybkiego zarobku. Casper (Sam Strike) musi spłacić dług u niebezpiecznego gangstera, a Iris i Dodge (Virginia Gardner, Brandon Michael Hall) spodziewają się potomka. Gdy pojawia się perspektywa pracy u bogatej rodziny z Malibu, młodzi nie zastanawiają się ani przez chwilę i w mig planują rabunek. Dawsonowie urządzają luksusowe przyjęcie, na którym pojawi się grupa dobrze sytuowanych przyjaciół domu. Do obsługi przyda się każda dodatkowa ręka, a że w toku kolejnych zdarzeń może ona zostać ucięta – to już inna sprawa.

Monster Party 01

     Heistowy horror „Monster Party” miał premierę na jesieni ubiegłego roku, ale przez kina i serwisy VOD przemknął raczej niezauważony. Być może stoi za tym fakt, że film nakręcił niejaki Chris von Hoffmann – czyli koleś, który parę lat temu wydał na świat beznadziejny postapo-splatter „Drifter”. Był to groteskowy rip-off znacznie lepszych tytułów, do tego nudny, co okazało się niedopuszczalnym błędem, bo korzystał reżyser ze stylistyki grindhouse’u. Von Hoffmann dojrzał jako reżyser, a na polu kina niezależnego zyskał mocną pozycję. „Monster Party” jest bowiem solidnym lo-fi movie: niedostatki budżetowe obracającym w złoto, samoświadomym i autoreferencyjnym. Jeśli potraficie obejrzeć tani horror bez spiny, a w obciętej dłoni ze sklepu z halloweenowym badziewiem umiecie dostrzec święty ornament, śmiało możecie wbijać na tę imprezę.

Czytaj dalej Gorefest dla koneserów. [„Monster Party”, 2018]

No braaain, just pain. [„Dead Trigger − Oddział śmierci”, 2017]

     Świat pogrążył się w chaosie po tym, jak tajemniczy wirus przemienił ludzkość w wygłodniałe zombie. Specjalna jednostka wojskowa ma opuścić tak zwaną bezpieczną strefę i odnaleźć antidotum, które pomoże opanować pandemię. Żołnierzami dowodzi były policjant Kyle Walker (Dolph Lundgren), doskonale władający zarówno przyciężkimi karabinami, jak i śmiertelnie ostrą maczetą. Czy zdoła on ocalić Ziemię przed zagładą?

Untitled 3

     Rozumiem, dlaczego wystąpił w „Dead Trigger − Oddziale śmierci” Isaiah Washington. Niegdysiejszy gwiazdor hitowego serialu − zasłużenie oddalony przez showrunnera z planu − dziś jest aktorem trzecioligowym. Ale Dolph Lundgren posiada przecież więcej honoru, a na pewno ma lepszego nosa do teoretycznie trashowych filmów, które wcale nie okazują się kulawe (przykład: „Don’t Kill It”). Nie wiem, co pchnęło go w objęcia Scotta Windhausera; może perspektywa zafarbowanej głowy i nostalgicznego powrotu do przeszłości.

Czytaj dalej No braaain, just pain. [„Dead Trigger − Oddział śmierci”, 2017]

Twarz w lustrze. [„To my”, 2019]

     Obraz „La reproduction interdite” belgijskiego surrealisty René Magritte’a przedstawia ciemnowłosego mężczyznę, który, stojąc przed lustrem, przygląda się odwróconemu brunetowi. W szklanej tafli nie ma jego odzwierciedlenia: czai się w niej zupełnie obca, choć cieleśnie łudząco podobna osoba. W porównywalnej sytuacji postawiona zostaje Adelaide Wilson − mała dziewczynka, która gubi się w lunaparku i trafia na rówieśnicę, stanowiącą żywy obraz siebie samej. Od tego momentu jej życie naznaczone będzie niezatartą klątwą. Adelaide każdego dnia budzi się z traumą uciskającą serce; po latach wciąż obawia się, że wróci po nią „zła bliźniaczka”. Uczucie lęku jest jak najbardziej podstawne, a dzień ponownego spotkania nadchodzi wielkimi krokami.

Us-01

     Jordan Peele rozpoczyna swój nowy film zbliżeniem na złowieszczo czerwone, królicze oko. Zającowata, spłoszona kulka trzymana jest w przyciasnej klatce, bo i „Us” (tytuł polski „To my”) uznać można za horror zniewalający. Motyw gryzonia rozwiązany zostanie dopiero w finalnych minutach, jednak do wykopanej przez Peele’a „nory” warto wskoczyć dużo wcześniej. Reżyser przenosi nas w fantasmagoryczny świat, gdzie straszne nie są wcale potwory o nadludzkich mocach − to my jesteśmy straszni. Już w swojej pierwszej fabule pokazał Peele, do czego zdolny jest człowiek, zwłaszcza ten, który zupełnie próżne wartości przedkłada ponad godność i dobro drugiej osoby. „Uciekaj!” okazało się inteligentną satyrą, pogrążoną jednak przez banalne rozwiązanie akcji. W „Us” nie ma miejsca na błędy i nieścisłości − to projekt, który z terminem „sophomore slump” nie jest w żaden sposób związany.

Czytaj dalej Twarz w lustrze. [„To my”, 2019]

„Nie umiem żyć, próbuję jedynie przetrwać”. [„Devil’s Path”, 2018]

     Na temat wstrętu do siebie samego powiedziano już w kinie wiele. Zakres dzieł, których bohaterowie cierpią z powodu niskiego poczucia własnej wartości i nie potrafią żyć w zgodzie ze sobą, jest dość szeroki, lecz z łatwością dostrzeżemy, że najczęściej ustaloną tematykę podejmują reżyserzy horrorów oraz filmów queerowych. Szczególny rodzaj autonienawiści kreśli Matthew Montgomery w swym debiutanckim projekcie pełnometrażowym, „Devil’s Path”. Obraz wyróżniony został między innymi na festiwalach FilmOut w San Diego oraz CAIFF.

DP2

     „Devil’s Path” to rasowy thriller psychologiczny, a jego reżyser nie kryje, że podczas pracy inspirował się maniami hitchcockowskimi. Wśród postaci nie wyróżnia się wprawdzie platynowa blondynka, ale bohaterowie skupiają na sobie całą naszą uwagę. Noah (Stephen Twardokus), typ nieśmiałego wrażliwca, wybiera się na przechadzkę po lesie. Ciągnie się tu szlak pikietowy, a homoseksualiści szukają na łonie natury erotycznych wrażeń. Na drodze mężczyzny staje Patrick (JD Scalzo) − twardo stąpający po ziemi impetyk, który nie wierzy w wyższe uczucia. Noah jest dla niego naiwnym chłopcem z prowincji, nic więc dziwnego, że − pomimo chwilowego zauroczenia − ścieżki obu panów muszą się wreszcie rozejść. Nieoczekiwanie na horyzoncie pojawia się para brutalnych homofobów o zbrodniczych zamiarach. Noah i Patrick będą musieli zjednoczyć swoje siły − inaczej spotka ich tragiczny finał.

Czytaj dalej „Nie umiem żyć, próbuję jedynie przetrwać”. [„Devil’s Path”, 2018]

Wyrok śmierci. [„Death House”, 2017]

     W tajnym więzieniu o zaostrzonym rygorze dochodzi do awarii zasilania, przez co ze swoich celi wydostają się najniebezpieczniejsi zwyrole. Sytuację próbuje załagodzić para agentów specjalnych (Cortney Palm, Cody Longo), ale chaos nie podlega przecież negocjacjom. Więźniowie mordują kolejnych strażników i doktorów, którzy przez lata na nich eksperymentowali. Ratunkiem dla Boon i Novaka może być grupa pilnie strzeżonych pół-demonów, załamujących prawa natury. By nawiązać z nimi kontakt, agenci będą musieli przebrnąć przez piekło na ziemi.

DeathHouse-3

     „Death House” w reżyserii Harrisona Smitha (twórcy znośnego slashera „Camp Dread”) już na etapie preprodukcji okrzyknięto jako horrorową odpowiedź na „Niezniszczalnych”. Był to pierwszy powód do obaw: trylogia reklamowana nazwiskami upadłych gwiazd kina akcji spodobać mogła się jedynie pryszczatym dwunastolatkom o zaniżonym IQ. Lub ich niewiele bystrzejszym tatusiom. „Niezniszczalni” mieli jednak tę przewagę nad „Death Housem”, że wpojono w nich tak wiele hajsu, jak to możliwe − zarówno na poziomie efektów specjalnych, jak i marketingu. Aktorom reżyserowanym przez Smitha nie zaoferowano chyba zbyt wysokiej gaży, bo niektóre z ich ról wydają się zupełnie pozbawione polotu (I’m lookin’ at you, Danny Trejo). „Niezniszczalni Świata Horroru” właśnie trafili na platformy VOD i, niestety, dają się brukać bardzo wielu krytykom. Nie bez powodu: to po prostu marny film.

Czytaj dalej Wyrok śmierci. [„Death House”, 2017]