One fright in Bangkok

         Dożyliśmy czasów, w których termin cyber horroru ukuł już swoją definicję. Osobiście nie mam problemu z osadzaniem akcji filmu w świecie social mediów czy video chatów; chciałbym jedynie, by horror „internetowy” – tak jak jego klasyczny przodek – skupiał się na pryncypiach gatunku. „The Den” Zachary’ego Donohue, przykładowo, wyewoluował na fundamentach rzetelnie budowanego napięcia i nieodpartego strachu. Obiekt tej recenzji, „Cam2Cam”, z grozą i suspensem ma niewiele wspólnego.

c2c

     Bangkok. Lucy, amerykańska lesbijka, zarabia na życie za pośrednictwem popularnej witryny pornograficznej: ochoczo dzieli się swymi powabami z użytkownikami video chatu. Gdy pewnego ponurego wieczoru nawiązuje internetowy flirt, nie zdaje sobie sprawy, że wchodzi w interakcję z psychopatą mieszkającym w sąsiednim mieszkaniu. Tak oto akt pierwszy filmu kończy ujęcie odrąbanej głowy bohaterki. Po kilku miesiącach do mieszkania po Lucy wprowadza się Allie, kolejna Amerykanka. Dziewczyna podaje się za turystkę, lecz jej pokerowa twarz sugeruje, że skrywa pewną tajemnicę. Na horyzoncie pojawiają się inne postaci – czasem równie podejrzane, czasem śmiechu warte.

Czytaj dalej One fright in Bangkok

The last of us

         „Maggie” wzbudzała wiele zamieszania od samego początku swojego medialnego żywota, głównie za sprawą wiązania projektu – ponurego miksu dramatu i horroru – z nazwiskiem Arnolda Schwarzeneggera. Nawet najwierniejsi fani gwiazdora kina akcji lat 80. zadawali sobie pytanie: czy Arnie, przyzwyczajony do ganiania z karabinem w dłoniach, udźwignie ciężar roli dramatycznej? Złowróżbne tezy, jakoby niecodzienny występ miał pogrążyć tak Austriaka, jak i sam film, okazały się nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistością: „Maggie” to niezgorsza produkcja, której najsilniejszym punktem jest właśnie obsada aktorska.

maggie-1

     Schwarzenegger kreuje tu postać Wade’a Vogela, farmera ze Środkowego Zachodu, który wraz z żoną i dziećmi próbuje odnaleźć się w postapokaliptycznej rzeczywistości. Dookoła panuje plaga zombie, a kolejne rodziny tracą bliskich przez śmiercionośny wirus. Ofiarą epidemii pada także Maggie (Abigail Breslin), nastoletnia córka Wade’a. Dziewczyna zostaje poddana częściowej kwarantannie, lecz dzięki zaprzyjaźnionemu z Vogelami lekarzowi wraca do domu. W ten sposób będzie miała okazję pożegnać się z ukochanymi zanim wirus przemieni ją w mordercze monstrum.

Czytaj dalej The last of us

Zło jako nieodłączna część każdego z nas

         Nowy Jork. Kathleen Conklin, doktorantka filozofii, pada ofiarą ulicznego ataku. Ugryziona w szyję przez szaloną kobietę, zaczyna przejawiać symptomy wampiryzmu: odczuwa awersję do światła dziennego, łaknie ludzkiej krwi. Początkowo jest przerażona nowymi realiami, z czasem nabiera jednak śmiałości i odwagi. Jako strzyga nie tylko zaspokaja swe zwierzęce instynkty, ale też wytrwale kontynuuje karierę naukową. Pomimo braku pulsu, Kathleen zdaje się być w szczytowej formie. Tylko czy aby na pewno jest szczęśliwa?

the-addiction-1

     U Abla Ferrary po staremu: reżyser opowiada o winie i odkupieniu, temat zaprawiając obsesyjnym pigmentem. Psychologiczny horror „The Addiction”, w Polsce znany pod tytułem „Uzależnienie”, pobrzmiewa głośnym echem najsłynniejszego filmu Nowojorczyka, „Złego porucznika” z 1993 roku. Kathleen i odegrany przez Harveya Keitela tytułowy gliniarz to postaci niemal jednowymiarowe. On, skorumpowany i naćpany, szuka właściwej drogi w życiu, ona – chcąc tego, czy nie – zbacza z tej drogi i pogrąża się w śmiercionośnym nałogu. Losy obu bohaterów, ich nawyki, a z czasem i cechy charakteru pokrywają się ze sobą jak yin i yang. Współzależność Kathleen i porucznika przykuwa uwagę widza zaznajomionego z dorobkiem Ferrary, a także uwydatnia w pełni uzasadnioną dumę reżysera.

Czytaj dalej Zło jako nieodłączna część każdego z nas

Elijah Wood walczy z małoletnimi zombie na nowym plakacie „Cooties”

     Lionsgate Premiere opublikował nowy plakat promujący nadchodzący horror komediowy „Cooties”. Film napisany został przez Leigh Whannella, twórcę „Piły”, oraz Iana Brennana, jednego z pomysłodawców telewizyjnego musicalu „Glee”. W rolach głównych występują w nim między innymi Elijah Wood, Alison Pill, Rainn Wilson i Jorge Garcia.

cooties film

     Bohaterami filmu są nauczyciele ze szkoły podstawowej. Belfrowie muszą odnaleźć się w dość niecodziennej sytuacji: przychodzi im stanąć do walki z uczniami, przemienioymi w żądne krwi monstra za sprawą stołówkowego wirusa. Placem zabaw i szkolnymi korytarzami wstrząsa szaleństwo mordu – mordu na bezdusznych dzieciach.

Czytaj dalej Elijah Wood walczy z małoletnimi zombie na nowym plakacie „Cooties”

Tak wyglądałoby „Lśnienie” Stanleya Kubricka w wydaniu Davida Lyncha

         Co gdyby David Lynch wyreżyserował „Lśnienie” Stanleya Kubricka? I nie mam tu na myśli sytuacji, w której autor „Mulholland Drive” przejmuje projekt po Kubricku. Jak wyglądałby kubrickowski „The Shining” w wydaniu Lyncha? Odpowiedzi na to kuriozalne pytanie udzielił Richard Vezina, raczkujący filmowiec z Montrealu.

01

     „Blue Shining” Veziny jest ośmiominutowym wideoesejem, jak sama jego nazwa podpowiada – ogniskującym się głównie na „Blue Velvet” Lyncha oraz „Lśnieniu” Kubricka. Jednak nie tylko na tych tytułach. Na ogół projektu, będącego kolażem scen z różnych filmów, złożyły się najbardziej kultowe momenty w filmografiach obu reżyserów. Tak oto za oknem biura hotelu Overlook możemy dostrzec ciężarówkę transportującą drewno, a pośród pól i łąk żywcem wyjętych z „Prostej historii” widzimy podróżującego w najlepsze Dicka Holloranna.

Czytaj dalej Tak wyglądałoby „Lśnienie” Stanleya Kubricka w wydaniu Davida Lyncha

Krótka piłka: „The Redwood Massacre”

     „Fucking farmers!” – wykrzykuje dzielnie bohaterka slashera „The Redwood Massacre” tuż po tym, jak udaje jej się uśmiercić prześladującego ją, psychopatycznego rolnika. Pokryta juchą od stóp do głów postać podpowiada, z jak krwawym filmem mamy do czynienia. I owszem, „Redwood…” jest filmem mocno zbroczonym posoką. Galony farby przez twórców zostały jednak spożytkowane miernie. Bohaterowie horroru topią się w gęstej, czarnej mazi, która najczęściej bucha z nich w tandetnym efekcie slow motion. Kiedy indziej, zamiast montażu i charakteryzacji, rażą aktorzy oraz scenariusz: odtwórcy ról sami nie wiedzą, czy śmieją się czy może płaczą, i w sumie trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę, jak denny tekst przychodzi im wyklepywać. Szkocki reżyser David Ryan Keith nakręcił jeden z najgorszych filmów grozy, jakie dane było mi zobaczyć w ciągu ostatnich miesięcy, a fakt, iż operował minimalnym budżetem sugeruje jedynie, że możniejszego projektu również by nie udźwignął. Niech Pan spojrzy na początki karier Sama Raimi czy Johna Carpentera, Panie Keith!

rm

3