Archiwa tagu: Lovecraftian horror

Igranie z bóstwem. [„The Void”, 2016]

     Wystrojeni w białe płachty członkowie tajnego kultu czyhają na życie niewinnych ofiar, kryjących się w odciętym od świata szpitalu. Dlaczego – tego nie wie żaden z osaczonych. Wiadomo natomiast, że kuriozalnie odziani napastnicy nie są tak groźni, jak mutujące w potworne kreatury obce organizmy, które znikąd zaczęły pojawiać się w lecznicy. Niezapowiedzianą wizytę złoży bohaterom także półboży wysłannik piekielnej próżni.

Void2

     Nie wiemy, w jakim rejonie USA toczy się akcja „The Void”, nowego horroru duetu Astron-6, choć podejrzewać możemy, że są to tereny nowoangielskie. Postaciom przychodzi mierzyć się z przedludzkim złem, a ich wiara w porządek świata i natury zostaje zburzona. Człowiek sprowadzony jest do roli rekwizytu, staje się pionkiem w grze istot wyższych. Lovecraftowski motyw Wielkich Przedwiecznych nie zdominował może scenariusza autorstwa Jeremy’ego Gillespiego i Stevena Kostanskiego, choć znacząco i natrętnie nad nim ciąży. Z artystycznego starcia Lovecraft kontra Astron-6 dżentelmen z Providence wychodzi bez szwanku, a Panowie Kostanski i Gillespie obróceni zostają w marny pył. Tak kończy się igranie z bóstwem.

Czytaj dalej Igranie z bóstwem. [„The Void”, 2016]

Reklamy

Wiosna we Włoszech

       Evan, młody mężczyzna z bagażem doświadczeń i mnóstwem problemów, oscyluje na marginesie życia. Po śmierci matki zostaje osierocony, przez co pogrąża się w żalu. Gdy wydaje się, że gorzej być nie może, udział w knajpianej bijatyce ściąga na niego uwagę policji oraz gniew upokorzonego zakapiora. Bohater decyduje się na dokonanie radykalnych zmian: rzuca marną pracę, pakuje torbę i wybiera się w podróż do Włoch. Na miejscu wikła się w romans z piękną studentką. Louise jest bardzo tajemnicza, niewiele mówi o sobie, swoim życiu i przeszłości. Ma ku temu dobry powód…

spring1

     „Spring” w reżyserii Justina Bensona i Aarona Moorheada to film oparty na doskonałych decyzjach artystycznych. Najważniejszą okazało się obsadzenie w rolach przodujących aktorów tak obrzydliwie utalentowanych jak Lou Taylor Pucci („Martwe zło”) i Nadia Hilker („Die Route”). Pucci, którego krokom przyglądamy się w każdej niemal scenie, warsztatowo spisuje się lepiej niż w swoich poprzednich rolach. Jego Evan jest wrażliwy, lecz nie do przesady uczuciowy, czarująco przymilny, choć w pełni niezależny. Pochodząca z Bawarii Hilker gra jeszcze lepiej. Jako przedwieczna istota uwięziona w ciele współczesnej kobiety wzrusza, przeraża i zachwyca jednocześnie. Fascynujące jest podejście starej jak świat bohaterki do otoczenia, jej niezaspokojony głód wiedzy; ciekawe są jej zdolności adaptacyjne. Aktorzy posiadają multum charyzmy, łączy ich szczera więź.

Czytaj dalej Wiosna we Włoszech

Horror minimalistyczny

     „Absentia” w reżyserii Mike’a Flanagana wyprodukowana została w słonecznym Glendale, o rzut beretem od hollywoodzkiego zgiełku, jednak nie daje tego po sobie poznać. Jest to projekt bardzo wyciszony, niemal introwertyczny. Niby wyfasowany na horror nadnaturalny, a jednak przesiąknięty dramatyzmem i suspensem rodem z surowych thrillerów. Szykując się do projekcji filmu, przyćmijcie światło i przygotujcie ciepły sweter. W swym bezdźwięku i depresyjności „Absentia” przyprawia o chłodny dreszcz emocji.

Absentia 02

     Callie, marzycielka z problemami osobistymi, odwiedza mieszkającą w Kalifornii siostrę Tricię, która po latach poszukiwań zaginionego męża postanawia otworzyć nowy rozdział w życiu. Małżonek Tricii wyszedł pewnego dnia z domu i nigdy do niego nie wrócił, skazując najdroższą na udrękę domysłów i przypuszczeń co do jego uczuć. Opuszczona kobieta planuje przeprowadzkę do nowego mieszkania, nieobciążonego wspomnieniami pozornie szczęśliwszych dni. Wiąże się też z detektywem, który zajmował się sprawą zniknięcia Daniela. Właśnie wtedy – gdy Tricii udaje się złapać oddech – pojawia się dawno niewidziany ukochany. Uznany za zmarłego mężczyzna nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, gdzie spędził minionych siedem lat. Utrzymuje, że zaginął w miejskim tunelu, nieopodal domu, oraz że był trzymany w podziemnych czeluściach.

Czytaj dalej Horror minimalistyczny

Zabawa z percepcją

          Jeśli przymierzacie się do seansu filmu „Oculus” w reżyserii Mike’a Flanagana, a wszelkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają Wam, że nie zaserwuje on niczego poza powtórką ze sztampy „Luster” – najgorszego horroru całkiem zdolnego Alexandre’a Aji – porzućcie obiekcje. Choć plakat oraz opis fabuły mogą sugerować inaczej, najnowsza produkcja Flanagana („Absentia”) przełamuje schematy opowieści o nawiedzonych przedmiotach z ostatnich lat. Kamera, którą nakręcono „Oculus”, z pewnością nie była przeklęta, a jeżeli już znajdowała się pod wpływem jakiegoś uroku, była to klątwa sukcesu.

oculus-picture

     Film rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: w teraźniejszości oraz jedenaście lat wstecz. W roku 2002 domem czteroosobowej rodziny wstrząsa tragedia – żona zostaje zamordowana przez męża, ten zaś ginie z rąk dziesięcioletniego syna. Chłopiec, uznany za szalonego, trafia do zakładu zamkniętego. Po latach dostaje się pod skrzydła niewiele starszej siostry, Kaylie. Dziewczyna wspomina feralne wydarzenia inaczej niż jej brat, przypisuje im paranormalny charakter. Wierzy, że za rodzinny dramat odpowiedzialne jest nabyte przez zmarłego ojca, XVIII-wieczne lustro, które – jak się okazuje – ma być milczącym świadkiem śmierci wszystkich swoich poprzednich kupców. By udowodnić swą osobliwą teorię, bohaterka wykupuje zabytkowe zwierciadło i wraz z bratem powraca w miejsce nieszczęsnych zajść.

Czytaj dalej Zabawa z percepcją

Królestwo cienia

     Kiedyś, nie tak dawno temu, przed erą „Pamiętników wampirów” czy „Teen Wolfa”, telewizja potrafiła widzów zaskakiwać, frapować, sycić. Jeszcze przed dekadą goszczące na małym ekranie seriale grozy wyglądały zgoła odmiennie od dzisiejszych telewizyjnych produkcji; zaspokajały apetyt na strach. Jednym z tego typu owoców była seryjna antologia „Night Visions”. Przywołujący tradycję słynnej „Strefy mroku” serial zdjęto z wizji po pierwszym sezonie. Choć w 2001 roku projekt sieci FOX przeszedł bez echa, dziś uznawany jest za kultowy. Spuścizną pozostałą po „Night Visions” jest film telewizyjny „Shadow Realm”.

     Na obraz składają się cztery segmenty – w rzeczywistości jest to materiał nakręcony na potrzeby dwóch odcinków „Night Visions”, które z nieznanych przyczyn nigdy nie zostały wyemitowane.

Czytaj dalej Królestwo cienia

Półtorej godziny piekielnej gehenny

     W sztuce filmowej tandeta przewija się regularnie i obficie. Stany Zjednoczone wydały Eda Wooda i jego latające na sznurkach talerze, Niemcy – Uwe „Nie jestem, @#!%$, debilem” Bolla, z zamiłowaniem brukającego gry komputerowe swoimi ekranizacjami i zbierającego Złotego Maliny. To Włochy są jednak kolebką kiczu i złego smaku. Żadna nacja nie może „pochwalić się” przynależnością etniczną tylu beznadziejnych filmowców. Choć niezrównany w swojej okropności pozostaje Bruno Mattei (Szczury: Noc grozy , Strike Commando), bliski uzyskania tytułu twórcy fatalnego jest także Lucio Fulci.

     Fulci, zwany często „ojcem chrzestnym gore”, zaliczany jest w poczet wpływowych i prominentnych reżyserów włoskich, kreatorów klasycznych horrorów. Stawiany obok błyskotliwego artysty jak Dario Argento czy pojętnego rzemieślnika Mario Bavy, wypada jednak niezmiernie słabo, jako że jego projektom brakuje wszystkiego tego, z czego słyną horrory wyżej wymienionych, przede wszystkim minimum konotacji.

Czytaj dalej Półtorej godziny piekielnej gehenny