Archiwa tagu: psychological horror/thriller

Z duszą na ramieniu. [„Personal Shopper”, 2016]

     Maureen (Kristen Stewart), pochodząca z Ameryki stylistka, mieszka w Paryżu, gdzie zarabia na życie jako asystentka znanej celebrytki. Nie cierpi swojej pracy – uważa, że trywialne obowiązki, jak odbiór biżuterii od cenionego projektanta, odwracają jej uwagę od tego, co naprawdę ważne. Priorytetem w życiu Maureen jest nawiązanie kontaktu ze zmarłym bratem-bliźniakiem, Lewisem. Dziewczyna uważa się za medium i wierzy w synergię między światem realnym a tym zamieszkanym przez duchy. Jej próby uzyskania łączności z duszą brata kończą się jednak niepowodzeniem. Potajemnie Maureen wertuje szafę swojej pracodawczyni, strojąc się w warte grube pieniądze przyodzienia. Wie o tym tajemniczy nieznajomy, który nęka Amerykankę niepokojącymi SMS-ami. A może nadawcą tych wiadomości jest Lewis?

PersonalShopper3

     Maureen sięga po zakazany owoc i spotyka się z przykrymi konsekwencjami. Zachodzi reakcja łańcuchowa: naruszanie granic intymności i zaufania ściąga na bohaterkę voyeurystyczną karę. Jak u Briana De Palmy, obiektyw kamery podziwia i seksualizuje ciało Stewart. Inaczej niż u mistrza, akcja plącze się jednakże w hałdzie powściągliwości. Gdy Maureen zaczyna onanizować się w zmysłowej, cudzej sukience, scena nagle zostaje ucięta. „Personal Shopper” nie jest parnym, pobrzmiewającym saksofonowym dźwiękiem thrillerem, a zimnym, żałobnym dreszczowcem o bólu i dolegliwej apatii, o samotnym poszukiwaniu własnego „ja”.

Czytaj dalej Z duszą na ramieniu. [„Personal Shopper”, 2016]

Reklamy

Niełatwe powroty. [„Jack Goes Home”, 2016]

     Twórcy hitowego telewizyjnego tasiemca mieli rację – życie jest nowelą, i przyjazną, i wrogą. Wie o tym Thomas Dekker, niezgorszy aktor oraz reżyser-nowicjusz, którego autorski film, „Jack Goes Home”, tonie w soap operowej specyfice.

jackgoeshome2

     Oto tytułowy bohater (Rory Culkin, „Shut In”) powraca w rodzinne strony na wieść o śmierci ojca. To nie koniec nieszczęść. W ciągu tygodnia do niedawna zadowolony z siebie narcyz usłyszy kilka bolesnych słów od ukochanej, wda się w spór z matką (Lin Shaye) oraz – przede wszystkim – odkopie zagrzebane przed laty rodzinne sekrety. Tych ostatnich najlepiej byłoby nie ruszać… „Jack…”, biorąc pod uwagę, jak życiowym ma być filmem, okazuje się też dziwnie bezemocjonalny. Niektórych widzów to ucieszy – horror, zainicjowany jako odpowiedź na depresję scenarzysty/reżysera, tonie w mroku i apatii. Przyglądając się opowieści Dekkera z mniej empatycznego punktu widzenia, możemy dostrzec materiał pasywny i zwyczajnie nieciekawy. I choć, faktycznie, „Jack Goes Home” wykazuje letargiczny charakter, wzmagany przez bezmiernie obojętną kreację pierwszoplanową, prezentowane na ekranie wydarzenia nigdy jednak nie nudzą. Największą zaletą projektu staje się w pewnym momencie towarzysząca mu aura niepokoju. Jack doświadcza obłędnych, surrealistycznych wizji, których nieprzewidywalność podnosi rozrywkowy walor filmu.

Czytaj dalej Niełatwe powroty. [„Jack Goes Home”, 2016]

Przez dziurę w ścianie. [„Under the Shadow”, 2016]

     Teheran, czasy ucisku kulturalnego i religijnego. Na tle wojny iracko-irańskiej przedstawiona zostaje historia Shideh (Narges Rashidi) – młodej mamy, studentki wydalonej z uczelni ze względu na zaangażowanie w aktywizm lewicowy. Kobieta z cichą dezaprobatą przygląda się zmianom, jakim uległ Iran. Porewolucyjne wymogi rządu zabraniają jej pokazywania się na ulicy nieodzianej w hidżab, a sąsiedzi z trudem tolerują fakt, że potrafi ona prowadzić samochód. Mąż Shideh, lekarz wojskowy, zostaje oddelegowany na terytorium najcięższego sporu wojennego. Pogrążona w apatii, skłócona z życiem bohaterka poznaje, czym jest opuszczenie. Towarzyszy jej wprawdzie córka – kilkulatka z wybujałą fantazją – choć obecność dziewczynki bardziej Shideh frustruje niż cieszy. Gdy nieopodal rozbija się rakieta, okolica pustoszeje. Mała Dorsa wymyśla sobie niewidzialnego przyjaciela. A może wcale nie musi go wymyślać?

undertheshadow1

     „Under the Shadow”, pełnometrażowy debiut Babaka Anvariego, to połączenie horroru nadnaturalnego oraz kina obyczajowego z wyraźnym zacięciem socjologicznym. Nie powinien interesować widzów fakt, czy Anvari jest feministą oraz czy jego fabuła stanowić ma sprzeciw wobec arabskiej dominacji na terenie Iranu. Ważniejsze okazują się ambicje początkującego reżysera, który potencjalnie szablonowej opowieści wywodzącej się z mitologii bliskowschodniej nadał charakter zaskakująco uniwersalny. Parę lat temu weteran sceny horroru, Tobe Hooper, nakręcił nieudany film o Dżinnie, w którym upiorowi poświęcono zbyt dużo uwagi. U Anvariego orientalny demon, choć straszy, nie przeraża tak, jak widok upadającego społeczeństwa, z trudem walczącego o oddech w najbardziej znojnych czasach. Jest w „Under the Shadow” świetna scena, w której Shideh zostaje niemal skazana na baty, bo śmiała uciec z miejsca zagrożenia (tj. nawiedzonego mieszkania) nieosłonięta od stóp do głów chustą. Film – skromna, introwertyczna koprodukcja Kataru, Jordanii i Wielkiej Brytanii – stanowi porażający portret kobiecej opresji, a zarazem alegorię złamanego narodu. Popękane ściany budynku zamieszkanego przez Shideh służą za zwierciadło dla wewnętrznych demonów zgnębionych teherańczyków.

Czytaj dalej Przez dziurę w ścianie. [„Under the Shadow”, 2016]

For the memory of a death. [„I Am the Pretty Thing That Lives in the House”, 2016]

     Z perspektywy tygodnia od premiery „I Am the Pretty Thing That Lives in the House” przyglądam się ocenom, jakie film zaskarbił sobie wśród przeciętnych widzów, i załamuję ręce. „Fani” kina grozy nie zostawili na nowym projekcie Osgooda Perkinsa suchej nitki. Jedni narzekali na nudę – „I Am…” to w końcu horror bez flaków; inni jęczeli nad rzekomo grafomańską opowieścią. Znaleźli się nawet tacy, zdaniem których aktorka pierwszoplanowa nie okazała się równie „pretty”, jak tytuł zasugerował.

iamtheprettything1

     Wiadomo – urodę ocenia się stronniczo, a strach, podobnie, jest uczuciem subiektywnym, doświadczanym w oparciu o indywidualne instynkty. Wolność słowa i opinii to przywilej, jakiego nie chcę nikomu odbierać. Chwalmy lub krytykujmy więc found footage’ową łomotaninę Adama Wingarda, „Blair Witch”, bo w obu przypadkach jest za co; kochajmy i nienawidźmy „Antibirth” Danny’ego Pereza. „I Am the Pretty Thing That Lives in the House” za sprawą wirtuozowskiej reżyserii Perkinsa obrócił się jednak w złoto i zasługuje na szczere wyrazy uznania.

Czytaj dalej For the memory of a death. [„I Am the Pretty Thing That Lives in the House”, 2016]

Krótka piłka: „Scary Movie” [1991]

     Halloween. Warren, roztrzęsiony paranoik, udaje się do lokalnego Domu Strachów. Ataki histerii wywołuje w nim widok ogników, tańczących pod wiekiem dyniowego lampionu. Jak zareaguje na wieść o sensacyjnej ucieczce bywalca lokalnego szpitala psychiatrycznego? „Scary Movie” – do niedawna zaginiony projekt Daniela Ericksona z 1991 roku (niemający nic wspólnego z parodią braci Wayans) – dość szybko samookreśla się jako miks horroru i komedii, chętniej dryfujący ku obrębom drugiego z wymienionych gatunków. Towarzyszący sytuacjom ekranowym komizm najczęściej nie śmieszy, choć obłędna, pełna skupienia kreacja młodego Johna Hawkesa, grającego Warrena, wzbudza na ustach uśmiech – głównie stanowiący wyraz uznania dla aktora. Dla widzów szukających halloweenowego dreszczu emocji okaże się „Scary Movie” stratą czasu: to film o ciekawym, ponurym koncepcie, kiepsko, niestety, przelanym w kadr ekranu. Innych sympatyków kina grozy może urzec sposób, w jaki omija Erickson pułapki rutyniarstwa filmowego slashera. Może, lecz nie musi.

scarym91

4 i pol

Under the neon skin. [„Neon Demon”, 2016]

     Jesse (Elle Fanning), szesnastoletnia sierota marząca o zaistnieniu w modelingu, pojawia się w Los Angeles. Dziewczyna jest cnotliwa, naiwna, słodka jak deser; zdawać mogłoby się, że tyleż słoneczne, co zgniłe Miasto Aniołów pożre ją żywcem i wypluje jej kościec. Nic bardziej mylnego. Jesse rozpala swoją obecnością nawet najmroczniejsze, najbardziej szemrane atelier, zyskuje uznanie fotografów, a z czasem staje w centrum uwagi świata modelek. Popularność konkurentki psuje szyki grupce okrutnych, dwudziestoparoletnich piękności, które miesiące świetności mają już za sobą. Między młodymi kobietami narasta eufemiczny konflikt, stanowiący pożywkę dla neonowego demona.

tnd3

     Czy tytułowy „The Neon Demon” jest choćby spirytualnym bohaterem najnowszego filmu Nicolasa Windinga Refna – ciężko powiedzieć. Równie bardzo jak niezmaterializowanym, aluzyjnym bytem może okazać się metaforą dla utraty niewinności i zdziczenia wśród ludzi. Siła pierwszego w karierze Refna horroru tkwi w jego elastyczności: duński reżyser nie steruje widzem jak marionetką, pozwala mu odebrać film na wielu płaszczyznach, usnuć własną interpretację przedstawionej historii. „Neon Demon” może stanowić przewrotne, neopogańskie spojrzenie na opowieść Kopciuszka. Może, lecz nie musi.

Czytaj dalej Under the neon skin. [„Neon Demon”, 2016]