Archiwa tagu: psychological horror/thriller

Nawiedzony Bacon. [„You Should Have Left”, 2020]

     Tytuł „You Should Have Left” zdradza o samym filmie bardzo dużo: przede wszystkim, że bohaterów nie spotka raczej nic dobrego, być może czeka ich jakiś tragiczny finał. Na zbyt wiele nie powinni liczyć też widzowie, skuszeni pierwszoligową obsadą i nazwiskiem reżysera. „You Should Have Left” to drugi thriller z wątkiem paranormalnym, powstały przy współudziale Davida Koeppa i Kevina Bacona. Poprzedni, „Stir of Echoes”, mocno przypominał „Szósty zmysł”, a ten nowszy to miałka opowiastka, przywodząca na myśl dziesiątki innych straszaków o nawiedzonych domach. I nawiedzonych ludziach.

YouShouldHaveLeft3

     Theo Conroy (Bacon), bankier pod sześćdziesiątkę, postanawia zabrać swoją rodzinę za granicę. Zamieszkują w walijskiej wiosce, bo dużo młodsza żona (Amanda Seyfried) jest aktorką, a jej nowy film kręcony będzie w Anglii. Urlop w sielskiej atmosferze przemienia się w koszmar, kiedy mężczyzna odkrywa, że dom żyje własnym życiem. Jednocześnie jego córka nawiedzana jest w snach przez upiornego dziadygę o złowrogich zamiarach.

Czytaj dalej Nawiedzony Bacon. [„You Should Have Left”, 2020]

Czarna wdowa i Chrystus w seksownym speedo. [„Czwarty człowiek”, 1983]

     Filmy Paula Verhoevena z końca lat siedemdziesiątych, „Ślepy traf” i „Namiętność Kate”, spotkały się z mocno mieszanym odbiorem holenderskich krytyków. Zarzucano im płytkość, co reżyser wziął mocno do siebie: na tyle, że postanowił nakręcić projekt dużo bardziej przenikliwy, dający możliwość rozwiniętej interpretacji. W efekcie powstał hiperrzeczywisty dreszczowiec „Czwarty człowiek”, w którym realizm zastąpiony zostaje znakami umownymi i metafizyczną złudą, a świat przedstawiony podporządkowany jest doznaniom zmysłowym – nie obowiązują w nim zasadniczo prawa logiki.

DeVierdeMan2

     W „Czwartym człowieku” biseksualny pisarz Gerard Revé (Jeroen Krabbé) przybywa do nadmorskiego miasteczka, by dać wykład w klubie literackim. Mężczyzna szybko zwraca uwagę miejscowej kusicielki o androgynicznym typie urody. Christine (Renée Soutendijk) od razu przechodzi do ataku: chce przespać się z prozaikiem i nie spocznie, póki nie dopnie swego. Erotyczna przygoda przynosi zaskakujące następstwa. Gerard odkrywa, że kochankiem Christine jest seksowny robotnik, wcześniej widziany na dworcu amsterdamskim. „Muszę go mieć, choćby miało mnie to zabić”, rzuca, spoglądając na zdjęcie, i zaklina tym samym rzeczywistość. Christine potraktuje słowa pisarza całkiem na poważnie.

Czytaj dalej Czarna wdowa i Chrystus w seksownym speedo. [„Czwarty człowiek”, 1983]

Pan moim pasterzem. [„Córka boga” aka „The Other Lamb”, 2019]

     Chłodny wiatr zrywa się nad wioską usytuowaną w środku lasu. Miękkie światło otula osadniczki, przebijając się przez szkarłatne gałęzie, jakby wiedziało, że potrzebują pieszczoty. Kobiety śpiewają razem, gotują i oddają mocz. Wspólnie marzą o przyszłości, choć dla wielu z nich za późno już na sny o lepszym życiu. Grupie oddanych żon i córek przewodzi jeden jedyny mężczyzna, nazywany Pasterzem (w tej roli Michiel Huisman, „Zaproszenie”). Kopuluje on zarówno z przybranymi partnerkami, jak i dojrzewającymi dziewczętami, które sam spłodził. Kiedy osadę nachodzi policjant, grupa zmuszona jest do tułaczki. Pasterz obiecuje swoim jagniętom, że zaprowadzi je na ziemię obiecaną.

TheOtherLamb3

     Bohaterkami „Córki boga” są uciemiężone kobiety, bez reszty poddane woli apodyktycznego lidera. Jest on przywódcą duchowym, który do perfekcji opanował zdolność kontrolowania swoich służebnic: większość z nich albo nie zdaje sobie sprawy, że należy do sekty, albo dawno ten fakt zignorowała. Kobiety nie mają własnej woli, ale wciąż dbają o swoje delikatne stado – w rękach Pasterza są uległymi owcami, co oryginalny tytuł filmu, „The Other Lamb”, podkreśla dużo lepiej niż ten polski. Jagnięciem „innym”, trochę wyobcowanym na tle grupy jest nastoletnia Selah (Raffey Cassidy). Dziewczyna powoli wchodzi w dorosłość i jako jedyna spośród sióstr zaczyna dostrzegać nienaturalność otaczającego ją środowiska; jedyna też postanawia podważyć nauki przywódcy. Jej głos, jeśli tylko przebije się przez szarlatanerię Pasterza, może wywołać rewolucję.

Czytaj dalej Pan moim pasterzem. [„Córka boga” aka „The Other Lamb”, 2019]

Kryzys męskości po francusku. [„Złość”, 2019]

     Jeśli wieloletnia tradycja backwoods horrorów czegoś nas mogła nauczyć, to że domy na odludziu – jakkolwiek idyllicznie by się nie kojarzyły – nigdy nie są w pełni bezpieczne. Nie, bo w okalających je lasach może grasować seryjny morderca, bo pobliskie miasteczko zamieszkują rednecy zawsze trzymający przy sobie broń, bo piękny dom może stać się łupem dla dawnej niani i jej konkubenta. Z tym ostatnim problemem mierzą się Paul i Chloé Diallo (duet Adama Niane–Stéphane Caillard), małżonkowie, którzy po powrocie z wakacji odkrywają, że ich posiadłość przejęli dzicy lokatorzy. Okazuje się, że zatrudniona przez parę opiekunka, która wprowadziła się do domu na czas urlopu, została jego właścicielką. Wszystko przez umowę wynajmu, spisaną na szybko i niezbyt wnikliwie przeanalizowaną – teraz niańka i jej partner cieszą się pełnią praw do śródleśnej rezydencji, a Diallowie nic na to nie poradzą. Paul jest wściekły, ale też bezsilny. Nieoczekiwanie znajduje sprzymierzeńca w Mickey’m (Paul Hamy), który zarządza przydrożnym parkiem kempingowym.

Furie-Zlosc-4

     „Złość” w reżyserii Oliviera Abbou rozpoczyna się jak łzawy dramat familijny, ale szybko ewoluuje w psychologiczny dreszczowiec. Finał filmu najwięcej wspólnego ma zaś z cielesną eksploatacją i Nową Francuską Ekstremą – z pozycjami jak „Najście”, „Ils” czy „Głód miłości”. Mieszanka jest wybuchowa, a przejścia gatunkowe – gwałtowne. Chwilami „Złość” sprawia wrażenie odrobinę pogubionej tonalnie. W finalnym rozrachunku filmowi udaje się jednak wywalczyć tytuł udanego home invasion movie, który – choć najczęściej brak mu subtelności – jest efektowny właśnie dzięki swemu sadyzmowi. Dzięki przedstawieniu świata w nihilistycznych barwach, groteskowemu zezwierzęceniu jego antybohaterów.

Czytaj dalej Kryzys męskości po francusku. [„Złość”, 2019]

Oh holy fright. [„The Lodge”, 2019]

     W czasach pandemii, kiedy dla własnego bezpieczeństwa sami zmuszeni jesteśmy do pozostania w domach, na rynku DVD/Blu-ray zadebiutował wreszcie „The Lodge” – horror o izolacji, klaustrofobii, niezdolności do ucieczki. W reżyserowanym przez duet Veronika Franz–Severin Fiala filmie stale wzrasta w bohaterach poczucie zagrożenia, a mroczna atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. W domku pośrodku niczego Boże Narodzenie spędzają Aidan (Jaeden Martell), jego siostra Mia (Lia McHugh) i nowa dziewczyna ich ojca, Grace (Riley Keough) – była członkini sekty, która cudem przeżyła zbiorowe samobójstwo. Cała trójka ma okazję poznać się lepiej, bo Richard (Richard Armitage) musi wrócić do miasta, by dokończyć pracę przed świętami. Z początku opryskliwe wobec potencjalnej macochy, w końcu dzieciaki miękną – postanawiają nawet spędzić z Grace wieczór przy kubku gorącej czekolady. Nazajutrz okazuje się, że z domu zniknęły dosłownie wszystkie wartościowe przedmioty: pożywienie, kurtki, tabletki psychotropowe. Telefony okazują się bezużyteczne, źródło zasilania prądu przestaje działać. W każdej kolejnej scenie Grace i dzieci ulegają coraz silniejszym wpływom gorączki izolacyjnej.

LodgeThe3

     „The Lodge” to swoiste laboratorium skomplikowanych emocji, a Fiala i Franz wnikliwie przyglądają się badanym przez siebie indywiduom. W tym klasycznym cabin fever story, osadzonym u brzegu zamarzniętego jeziora gdzieś na nowoangielskim bezludziu, zakwestionowana zostaje niewinność dzieci, które posuną się naprawdę daleko, by pomścić śmierć zdradzonej matki. Aidan i Mia nienawidzą nowej partnerki taty, co zresztą dają jej odczuć na każdym kroku. Potrafią być małymi potworami: ignorują jej próby przełamania bariery obcości, odmawiają wspólnych posiłków. Nastoletni Aidan podgląda nawet Grace, gdy ta wychodzi spod prysznica. Młoda kobieta dwoi się i troi, by zjednać sobie bękarty ukochanego, jednocześnie zmagając się z własnymi problemami. Ma za sobą traumatyczną przeszłość i nie chce, by dawne urazy zatruły jej dopiero co poskładane do kupy, nowe życie. Franz i Fiala raz po raz implikują, że kult, do którego należała trzydziestoletnia dziś bohaterka, to niesławny Heaven’s Gate.

Czytaj dalej Oh holy fright. [„The Lodge”, 2019]

The bad seed. [„Sierota”, 2009]

     Żyjemy w czasach, kiedy trailery, wywiady, materiały udostępniane w social mediach spoilują filmy i seriale, czasem na długo przed premierą. Bywa tak, że z upublicznionego contentu możemy poskładać może nie tyle, jak dana historia zostanie rozwikłana, ale jak będzie prowadzona, na jakie rozwiązania zdobędzie się reżyser. Niuansów fabularnych „Sieroty” nie sposób przewidzieć, zwłaszcza jeśli mówimy o jej finałowych scenach – jedynych w swoim rodzaju, nieskopiowanych praktycznie w żadnym innym horrorze. Cztery lata po porażce „Domu woskowych ciał” Jaume Collet-Serra odrodził się z popiołów, tym razem serwując widzom hollywoodzkie kino grozy pełne polotu, odwagi i pasji do gatunku.

Sierota1

     Teoretycznie powstały już filmy o zbliżonej tematyce (jednym tchem wymienimy „The Bad Seed”, „Synalka” czy „Joshuę”), ale „Sierota” nie jest odtwórcza: zamiast przytaczać stare śpiewki, modyfikuje je do tego stopnia, że nikt nie obwini Collet-Serry o plagiat. Małżeństwo z Connecticut (duet Vera Farmiga–Peter Sarsgaard) postanawia adoptować około dziesięcioletnią dziewczynkę z Rosji. Od początku przeczuwamy, że przygarnięta z domu dziecka znajda jest osobą zaburzoną – nie wiemy tylko, jak bardzo. Esther manipuluje przybranymi rodzicami z wprawą niemal godną pochwały. Jest mistrzynią kłamstw, wypatruje u Johna i Kate słabości, które potem będzie mogła wykorzystać. Pod powłoką dobrze wychowanej, czarującej córeczki kryje się potwór w ludzkiej skórze, chcący zniszczyć rodzinę od środka. Reżyser sięga po klasyczny trop: bohaterce granej przez Farmigę pozwala uwierzyć, że Esther jest z gruntu zła i przeciąga ją przez piekło poniżeń, bo nikt nie bierze na poważnie insynuacji wobec „biednej” sieroty. John ostrzega nawet Kate, że jeśli nie pozbędzie się pretensji, trafi pod opiekę specjalistów – tak jakby w 2009 roku mógł od ręki umieścić żonę w zakładzie zamkniętym. Cel takiego zabiegu narracyjnego jest szczytny: Collet-Serra trafnie odmalowuje narastającą paranoję, a Farmiga zdobywa się na najwyższej rangi popis aktorskiego kunsztu.

Czytaj dalej The bad seed. [„Sierota”, 2009]