Archiwa tagu: kult

Gdzie jest Billy, gdy go potrzebujemy? [„Czarne święta”, 2019]

     Remake „Czarnych świąt” od początku wzbudzał gorące emocje, a kiedy okazało się, że MPAA przyznało mu kategorię wiekową PG-13, w internecie wręcz zawrzało. W niczym nie pomogły tłumaczenia reżyserki, Sophii Takal, twierdzącej, że dzięki okrojonej przemocy film trafi do szerszej grupy demograficznej. Nie, bo „Czarne święta” od początku pomyślane były jako slasher, a w swojej odświeżonej wersji przypisane zostały również do nurtu rape and revenge. Czy horror powstały na kanwie grindhouse’owej eksploatacji można opowiedzieć bez przelania kropelki krwi na ekranie? Tak, ale dużo on na tym straci.

BlackChristmas3

     Ponad dziesięć lat temu z podobnym dylematem zmierzyli się twórcy „Balu maturalnego”: też chcieli zaprezentować swój slasher jak największej ilości widzów, więc poszli w stronę „młodzieżowej” grozy rodem z ramówki MTV. Film poniósł klęskę i nie spodobał się praktycznie nikomu. „Czarne święta” to stalk n’ slash lepszy, ale nieznacznie. Takal chciała zadowolić wszystkich, a ostatecznie wielu widzów jedynie wkurzyła. Nakręciła horror–opowieść ku przestrodze, wierząc, że trafi w gusta młodocianej publiczności. Z tego powodu wycięto z „Czarnych świąt” większość krwawych scen. Twórcy zapomnieli, że w 2019 roku brutalny content znajduje się na wyciągnięcie ręki każdego trzynastolatka ze smartfonem (czyli po prostu każdego 13-latka).

Czytaj dalej Gdzie jest Billy, gdy go potrzebujemy? [„Czarne święta”, 2019]

F*ckin’ rich people! [„Zabawa w pochowanego”, 2019]

     W 2014 roku Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett dali nam „Diabelskie nasienie” (taśmowy, pozbawiony finezji film o paranormalnej ciąży) i na dłuższą chwilę słuch po nich zaginął. Wyreżyserowali wprawdzie segment horrorowej antologii „Southbound” (’15), ale na ich własny projekt musieliśmy zaczekać pięć lat. Okazuje się, że warto było wziąć na wstrzymanie: tegoroczny powrót duetu został dobrze odebrany przez widzów, a ponadto zachwycił między innymi Stephena Kinga i Guillermo del Toro. „Zabawa w pochowanego” to straszak, który intryguje od pierwszych aż do ostatnich minut, a grająca rolę przodującą Samara Weaving po raz kolejny dowodzi, że na scenie horroru nie ma obecnie lepszej scream queen od niej.

ReadyOrNot-2

     Weaving występuje w filmie jako Grace: czarująca młoda dziewczyna, która wychowała się w domu dziecka. Poznajemy ją, gdy staje na ślubnym kobiercu i próbuje wkupić się w łaski Le Domasów. Ukochany Grace, Alex (Mark O’Brien), pochodzi z rodziny bogatych ekscentryków. Zbili oni majątek tak piramidalny, że ich podmiejska rezydencja ciągnie się na kilka kilometrów i otoczona jest strzelistą bramą, przez którą nikt się nie przedostanie. Ani też nie ucieknie: dom Le Domasów to bowiem pułapka bez wyjścia, pilnie strzeżona przez wierny swym „panom” kolektyw pracowników. Przekonuje się o tym Grace – sympatyczne, choć ciut naiwne dziewczę, dla miliarderów intruz, którego należy przetestować. Alex nie powiedział wybrance, że każdy, kto krzyżuje swoje losy z jego rodziną, musi wziąć udział w niebezpiecznej grze. W noc poślubną rozpoczyna się zabawa w (po)chowanego.

Czytaj dalej F*ckin’ rich people! [„Zabawa w pochowanego”, 2019]

Kolejna wpadka Lussiera. [„Trick”, 2019]

     Patrick Lussier to jeden z największych pechowców świata horroru. Tuż przed rozpoczęciem nowego milenium, po owocnej karierze montażysty filmowego, zasiadł po raz pierwszy w fotelu reżysera. W odstępie zaledwie kilku miesięcy ukazały się dwa jego projekty: debiutancki, „Armia Boga: Proroctwo”, i kolejny – wysokobudżetowa farsa „Dracula 2000”. Tytuły zdradzają, z jakim kinem mamy do czynienia: marnym i niezbyt rezolutnym. Oba filmy poniosły klęskę finansową, ale Dimension postawił na dalszą współpracę z Lussierem, który na kilka lat stał się ekspertem od nieproszonych cheapqueli. Później obiecano reżyserowi, że zaopiekuje się po Robie Zombiem serią „Halloween”, ale plany spaliły na panewce.

Trick2019-0

     Zła passa Lussiera trwa do dziś. Pięćdziesięciopięciolatek powrócić właśnie z nowym horrorem i jest on słabszy niż cokolwiek, w czym maczał palce niegdyś. W „Trick” (napisanym wraz z Toddem Farmerem) podąża reżyser bezpieczną ścieżką quasi-oldskulowego slashera, w którym gardła niezliczonych ofiar szlachtowane są w rytm zapalczywego, orkiestrowego soundtracku. Takiego rodem z najntisowego teen straszaka. Nie brak tu dramatycznych zwrotów akcji i starć z zamaskowanym geniuszem zbrodni, a jednak elementu zaskoczenia szukać można całkiem na próżno. „Trick” to kompletnie niezajmujący slasherowy revival. Nie udał się po całości, co ciężko zrozumieć: Lussier przez lata montował przecież horrory Wesa Cravena.

Czytaj dalej Kolejna wpadka Lussiera. [„Trick”, 2019]

Szyk, sznyt, przeklęta sukienka. [„In Fabric”, 2018]

     Dentley & Soper’s nie jest zwykłym domem towarowym. To imperium wysokiej klasy mody, swoich klientów rozpieszczające doskonałym krojem i elegancką galanterią. Tutejsze przymierzalnie górnolotnie określono jako „Strefę Transformacji”, a ekspedientki żyją po to, by obsługiwać gości sklepu – i szeptać im do uszu egzaltowane frazy. Niczym Alicja z Krainy Czarów gubi się w D&S samotna matka, Sheila (Marianne Jean-Baptiste), poszukująca idealnego przyodzienia na romantyczne tête-à-tête. Pod swoje skrzydła bierze interesantkę panna Luckmoore (Fatma Mohamed) – najbardziej ekscentryczna ze sklepowych.

InFabric1

     „In Fabric” w reżyserii Petera Stricklanda w całości utkany został z surrealizmu i atmosfery magiczności, a Luckmoore to najciekawsza postać w całym filmie. Kobieta bez ustanku operuje wyolbrzymionymi gestami, porusza się w sposób teatralny, ponadto przejawia skłonność do komicznego chwilami manieryzmu: urywają się z jej ust słowa „większe od rzeczywistości” i stanowczo niepasujące do kontekstu sytuacji. Gdy Sheila postanawia zmierzyć najładniejszą z kiecek – właściwie główną bohaterkę filmu – sprzedawczyni wygłasza jednym ciągiem: „garderoba oczekuje twojej wizyty; stań się jednym z suknią, zjednajcie się w chwili czystego cudu”.

Czytaj dalej Szyk, sznyt, przeklęta sukienka. [„In Fabric”, 2018]

Let the festivities begin. [„Midsommar. W biały dzień”, 2019]

     Ari Aster szybko powrócił na ekrany ze swoim nowym filmem: jego pełnometrażową pierwocinę, „Dziedzictwo. Hereditary”, wprowadzono do kin niewiele ponad rok temu. W swoim debiucie przedstawił reżyser historię rodzinnej tragedii, której bogowie przypisali bardzo złowrogi cel – i „Midsommar” poniekąd rozpoczyna się nawiązaniem do tego filmu. Główna bohaterka, Dani Ardor (Florence Pugh), traci rodziców i siostrę, cierpiącą na zaburzenia afektywne-dwubiegunowe. Sama też zaczyna borykać się z problemami natury emocjonalnej, jest przekonana, że została na świecie sama. Ważną rolę w jej życiu pełni już tylko Christian (Jack Reynor) – oschły i zdystansowany chłopak, którego stać wyłącznie na puste obietnice. Para wyrusza do Szwecji, by tam odwiedzić osadę, z której pochodzi ich wspólny kolega. Położona z dala od cywilizacji wioska zamieszkana jest przez tajemniczy kult.

MidsommarWBialyDzien3.jpg

     Czarna rozpacz łykającej leki psychotropowe Dani przypomina rozterki, z jakimi w „Hereditary” mierzyła się Toni Collette. Oba filmy garściami czerpią ze stylistyki folk horroru – ten nowszy, oczywiście, bardziej, bo jeszcze przed premierą obwołano go jako połączenie „Wicker Mana” oraz „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”. „Dziedzictwo” mieszało grozę z dramatem rodzinnym, a w „Midsommar” przeplatają się horror i dramat post-breakupowy. Wątek folklorystyczny zarysowany został zgodnie z klasycznymi wzorcami: członkowie wioski Hälsingland żyją w harmonii z naturą, ale ich ziemskie szczęście okupione jest brutalnymi rytuałami, które amerykańscy turyści poznają dopiero po przybyciu na miejsce. Jako horror wpisuje się „Midsommar” w nurt filmów o strasznej Europie, gdzie cudzoziemcy wiecznie ściągają na siebie kłopoty: dwa lata temu prąd ten dopłynął do Skandynawii i w efekcie powstał „Rytuał” Davida Brucknera – którego tytuł mówi sam za siebie. Ważniejszy pozostaje jednak wątek toksycznego związku między Dani a Christianem. Dziewczyna z trudem zwraca na siebie uwagę ukochanego, który lepiej odnajduje się wśród kumpli ze studiów. „Midsommar” to film o jednostronnej potrzebie empatii i próbie przebicia wewnętrznej tarczy, jaką osłaniają się niektórzy mężczyźni. Nieszczęsna Dani przekonuje się, że związek z Christianem jest równie martwy, jak jej rodzice.

Czytaj dalej Let the festivities begin. [„Midsommar. W biały dzień”, 2019]

Little pigs, little pigs. [„The Haunting of Sharon Tate”, 2019]

     W rozmowie z dziennikarzem Dickiem Kleinerem aktorka Sharon Tate miała opowiadać o niepokojącym śnie, który wzburzył jej wewnętrzny spokój. Nie były to zwykłe nocne fantazje, a krwawy koszmar, w którym do domu kobiety wkracza nieproszony gość, by potem poderżnąć gardło jej i Jayowi Sebringowi. Przez lata spekulowano, czy wywiad był sfabrykowany. Jeśli jednak nie jest tylko miejską legendą, aż ciarki przechodzą po plecach. Historia brutalnego morderstwa z 1969 roku znana jest chyba wszystkim. Proroczy sen Tate zaintrygował Daniela Farrandsa − scenarzystę „Halloween 6: Przekleństwa Michaela Myersa”, reżysera między innymi „The Amityville Murders”. Jego nowa fabuła, „The Haunting of Sharon Tate”, może nie zasili grona najbardziej taktownych filmów w historii, ale wzbudza silne emocje, a niekiedy wręcz szokuje.

Tate4

     „The Haunting…” niewiele ma wspólnego z kinem biograficznym − to obraz w znacznej mierze fikcyjny, co podpowiada już sam tytuł. Sharon Tate grana jest przez Hilary Duff, w przeszłości silnie związaną z fabryką Disneya. Przyglądaliśmy się już podobnym metamorfozom: Zac Efron wcielił się w Teda Bundy’ego w „Podłym, okrutnym, złym”, a Ross Lynch wystąpił w „Moim przyjacielu Dahmerze”. Duff nie tylko dobrze odczytuje emocje Tate, ale też bardzo ją przypomina. Jej kreacja jest pełna pasji i charakterystycznego dla zmarłej gwiazdy glamouru. Wiarygodnie wypada Duff w starciu z obezwładniającą paranoją: w historii Farrandsa Tate co noc śni o spotkaniu z Charlesem Mansonem i członkami jego sekty. Bliscy podejrzewają, że kobieta popadła w obłęd, ona zaś wierzy, że knują coś przeciw niej, czyhają na jej życie. W „The Haunting of Sharon Tate” tytułowa protagonistka staje się nieomal bohaterką „Dziecka Rosemary” lub „Wstrętu”, przeniesioną w świat rzeczywisty.

Czytaj dalej Little pigs, little pigs. [„The Haunting of Sharon Tate”, 2019]