Archiwa tagu: remake/reboot

Mutacja. [„Rabid”, 2019]

     „Dlaczego uporczywie próbujemy odświeżać stare trendy?” – pyta nas z ekranu Günter, arogancki i nadęty guru branży modowej. To jeden z drugoplanowych bohaterów nowego „Rabid” – wiecie, długo wyczekiwanego remake’u Cronenbergowskiej „Wściekłości”… Reżyserowany przez siostry Jen i Sylvię Soska film pełen jest humorystycznych, samoświadomych aluzji, choć nie nazwiemy go pastiszem oryginału. To opowieść o fenomenie modyfikacji cielesnej, może nie tak ekstremalna, jak „American Mary” (2012), ale wciąż dosadna. Kanadyjskie bliźniaczki odbierają swej bohaterce ludzką powłokę, ale dają jej głos, którym nie operowała Marilyn Chambers w oryginale Cronenberga.

Rabid4

     W odpowiedzi na pytanie, którym rozpocząłem recenzję: remaki powstają, bo zmieniają się czasy. Bo zmieniają się oczekiwania widzów, potrzeby fanów horroru, bo dawne filmy się starzeją i dezaktualizują. Sprytnie odniosła się do tej kwestii Jen Soska: „zabawa leży w dodaniu czegoś świeżego od siebie, przy jednoczesnym oparciu się na walorach oryginału”. Od razu napiszę: nowa wersja „Wściekłości” nie okazuje się lepsza i bardziej wstrząsająca od tej pierwszej. Podjęto jednak próbę przeprojektowania pierwowzoru, a główną heroinę napojono jeszcze większą niż u Cronenberga siłą.

Czytaj dalej Mutacja. [„Rabid”, 2019]

Twój na zawsze – Chucky. [„Laleczka”, 2019]

     Kiedy w drugiej połowie lat dwutysięcznych jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać remaki klasycznych horrorów, pojawiła się też tendencja do mieszania tych nowych wersji z błotem. Wreszcie ukuty został skrót myślowy: współczesna adaptacja starszego materiału w żadnym wypadku nie może się udać. Kiepskim rebootem okazał się choćby „Koszmar z ulicy Wiązów” – tu pełna zgoda – ale krzywdzące byłoby szarganie dobrego imienia Roba Zombiego, którego „Halloween ’07” miał w sobie godną podziwu drapieżność. W 2019 roku oburzanie się na Hollywood za to, że dopuszcza do wskrzeszania idoli z dawnych lat, jest już na wskroś przebrzmiałe, a odświeżanie lubianych marek nie powinno budzić tylu kontrowersji, ile wciąż budzi. Na celownik weźmy „Laleczkę” w reżyserii Larsa Klevberga, stanowiącą reboot kultowego „Child’s Play” (1988). Film tworzy nową opowieść na podwalinach znanego materiału, robiąc to w pełni oryginalnie, z wyczuciem potrzeb współczesnego widza.

ChildsPlay2

     W wersji z roku 2019 – podobnie jak w tej starszej – poznajemy samotną matkę i jej nieszczęsnego syna. Karen Barclay (Aubrey Plaza) pracuje w sklepie z zabawkami i zamieszkuje w jednej z biedniejszych dzielnic miasta. Z trudem wiąże koniec z końcem, ale swojemu dziecku dałaby nawet przysłowiową gwiazdkę z nieba. Zamiast tego przywłaszcza sobie uszkodzony model gadającej lalki, która wyposażona jest w szereg przydatnych i imponujących funkcji. Trzynastoletni Andy (Gabriel Bateman) odnajduje w mechanicznej zabawce prawdziwego przyjaciela: jest społecznie wycofany, a nowy kumpel zdaje się doskonale rozumieć jego problemy. Gdy jednak w makabrycznych okolicznościach zaczynają ginąć osoby z otoczenia Barclayów, Andy staje się podejrzliwy. Co, jeśli zrobotyzowana lalka zapałała żądzą krwi?

Czytaj dalej Twój na zawsze – Chucky. [„Laleczka”, 2019]

Listen to the whispers. [„Suspiria”, 2018]

     Mówię Wam już teraz i miejcie moje słowa w pamięci: gdy tylko „Suspiria” zagości na ekranach amerykańskich kin, zdobędzie niechlubną „F-kę” w serwisie CinemaScore. Nie dlatego, że jest to film kiepski − to widzowie nie są na niego gotowi. Remake Luki Guadagnino − przezeń nazywany nie więcej niż ukłonem dla oryginału − stanowi zupełnie nowe, nieoczekiwane spojrzenie na klasyczną historię. Film zaskakuje: nawet gdy „wiemy”, w jakim kierunku zmierza, i tak zostajemy zapędzeni w kozi róg. Tegoroczna wariacja na temat „Suspirii” (bo tak należałoby ją określić) wymierza policzek każdemu, kto nadal powtarza frazesy o tym, jak bardzo nieoryginalne i wtórne są horrorowe reimaginacje. Wszystko za sprawą zgłębionego scenariusza oraz wirtuozerskiej reżyserii Guadagnino.

Suspiria18-3

     Punkt wyjścia dla całej opowieści jest dokładnie taki, jak w pierwowzorze. Susie Bannion (Dakota Johnson) przylatuje ze Stanów do Niemiec, by podjąć naukę w awangardowej szkole tańca − tym razem współczesnego. Nie wie, że wpadła w pułapkę czarownic. Guadagnino wykazuje się poszanowaniem dla materiału źródłowego, czego przykładem może być charakterologia Sary (Mia Goth, „Lekarstwo na życie”): jest to dziewczyna równie rezolutna, jak ta z filmu Argento; w toku kolejnych zdarzeń rodzi się w niej podobna podejrzliwość. Sama „Suspiria” okazuje się jednak filmem znacznie przekształconym − całkowicie innym, krzykliwość wymieniającym na mizantropię. W skrypcie pióra Davida Kajganicha nie brakuje rozmaitych kontekstów: jest ich tylko trochę mniej niż w vontrierowskim „Domu, który zbudował Jack”. Najdosadniej wśród scenariuszowych wartości wybija się feminizm. Guadagnino − reżyser empatyczny, o nowoczesnej wrażliwości − opiewa kobiecą siłę. W filmie pojawiają się tylko trzy postaci męskie; jedną z nich odgrywa aktorka o wielu twarzach, Tilda Swinton. Dwie pozostałe są dla wiedźm zabawkami, obiektami seksualnych upokorzeń.

Czytaj dalej Listen to the whispers. [„Suspiria”, 2018]

„Everything tastes gray”. [„Selfie from Hell”, 2018]

     Niemiecka vlogerka Julia (Meelah Adams) przybywa do Stanów Zjednoczonych, by spotkać się z dawno niewidzianą kuzynką. Skrywa jednak zabójczy sekret, a bardziej niż na pogaduchach z sympatyczną Hannah (Alyson Walker) zależy jej na rozwikłaniu pewnej mrocznej zagadki. Wkrótce po przyjeździe internetowa gwiazdorka zapada na dziwną chorobę. Hannah odkrywa, że może to być wina… telefonu i duchów z tak zwanej „ukrytej” części internetu.

SfH2

     „Selfie from Hell” to film, w którym lekarz zaleca pacjentce zażywać specjalistyczne tabletki, ale nie wydaje jej żadnej recepty, bo jest bohaterem epizodycznym i musi prędko zniknąć z ekranu. To film, którego antybohaterowie noszą takie imiona, jak Selfieman czy F34R-3473R. Jest to film, w którym wszelkie widniejące w sieci informacje należy czytać na głos, a wiedzę, w jaki sposób dostać się do darknetu, pozyskuje się – no wiecie – googlując hasło „jak dostać się do darknetu”… Lepszym cyber horrorem okazał się nawet „Friend Request” z Alycią Debnam-Carey jako nastolatką nawiedzaną przez Facebooka, a warto nadmienić, że nie stanowił on dzieła udanego. Twórcy „Selfie from Hell” mentalnie zatrzymali się chyba na etapie lat dziewięćdziesiątych; ich projekt usłany jest przestarzałymi stereotypami na temat internetu. Nawet tytułowe selfie zyskuje dzięki scenarzyście nową definicję: może nim być nie tylko fotografia autoportretowa, ale też zdjęcie, które wykonuje za nas ktoś inny…

Czytaj dalej „Everything tastes gray”. [„Selfie from Hell”, 2018]

Co za dużo… [„Słudzy diabła”, 2017]

     „Słudzy diabła” są tym typem filmu grozy, w którym znajdziemy dosłownie wszystkie podgatunkowe lejtmotywy. Znalazło się w nowej opowieści Joko Anwara miejsce dla długowłosych, J-horrorowych upiorów, wystrojonych na czarno, zakapturzonych satanistów oraz żywych trupów, uparcie ciągnących za sobą połamane nogi. Nie brakuje w filmie paranormalnych objawień rodem z „Obecności”, opętańczych spazmów wpośród białej pościeli, odgłosów nie z tego świata. Chwilami stają się „Słudzy diabła” horrorem bipolarnym i zwyczajnie „przedobrzonym” – zupełnie, jak „Lament” w reżyserii Hong-jin Na. Co za dużo, to niezdrowo.

SludzyDiabla1

     Wśród bohaterów filmu znajdziemy indywidua o ciekawie zarysowanych sylwetkach i wysokiej skłonności do poświęceń. Sporo uwagi poświęcono w „Sługach…” tradycji rodzinnej oraz bratersko-siostrzanej więzi, okrutnie testowanych przez diabelskie moce. Wewnętrzny rozwój bohaterów jest dla indonezyjskiego reżysera równie istotny, jak budowanie grozy – konstrukcja odbywa się, niestety, przy użyciu stępionych narzędzi. Film bywa frapujący, ale zbyt statecznie oparto go na jump scare’owych ceremoniałach. Metody straszenia uznać można za podręcznikowe, a upodobanie Anwara do strzelb Czechowa, bardziej niż wyrazem miłości wobec narracji literackiej, wydaje się dążeniem do efekciarstwa. Patenty i sztuczki, zdobiące fabułę, opóźniają filmowe zakończenie co najmniej o kwadrans. W rezultacie jawią się „Słudzy diabła” jako horror przeciągnięty lub – jeśli wolicie – niespieszny.

Czytaj dalej Co za dużo… [„Słudzy diabła”, 2017]

Krótka piłka: „Kiedy gasną światła” [2016]

     Pochodzącemu z Jönköping Davidowi F. Sandbergowi udała się rzecz niemożliwa: niespełna trzyminutową krótkometrażówkę o zmorze objawiającej się w ciemności przeobraził on w porywające, półtoragodzinne widowisko. W pierwowzorze koncept był prosty i opierał się na grze światła z cieniem. W remake’u – jeśli można tak nazwać amerykańską odpowiedź na szwedzką sensację – zagrożenie nadal pojawia się, gdy, no wiecie, gasną światła, ale lęki i niepokoje bohaterów mają też podłoże nienadnaturalne. „Lights Out” stanowi dramatyczne spojrzenie na chorobę psychiczną. Sandberg nadał swemu dziełu nietypowy, depresyjno-blockbusterowy ton. Przeprowadził udany eksperyment, którego rezultat ucieszył tak fanów „Naznaczonego”, jak i widzów rozmiłowanych w horrorach bardziej beznamiętnych. Końcowe minuty filmu niewiele mają wspólnego z typowym hollywoodzkim happy endem – i bardzo dobrze. „Kiedy gasną światła” to projekt na swój sposób wyrachowany, za to dający multum satysfakcji tym, którzy poświęcą mu uwagę.

     „Lights Out” zajął 16. miejsce w rankingu najlepszych horrorów ubiegłego roku. Całe notowanie znajdziecie pod danym linkiem.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

lout16

7-i-pol