Archiwa tagu: remake/reboot

Krótka piłka: „Kiedy gasną światła” [2016]

     Pochodzącemu z Jönköping Davidowi F. Sandbergowi udała się rzecz niemożliwa: niespełna trzyminutową krótkometrażówkę o zmorze objawiającej się w ciemności przeobraził on w porywające, półtoragodzinne widowisko. W pierwowzorze koncept był prosty i opierał się na grze światła z cieniem. W remake’u – jeśli można tak nazwać amerykańską odpowiedź na szwedzką sensację – zagrożenie nadal pojawia się, gdy, no wiecie, gasną światła, ale lęki i niepokoje bohaterów mają też podłoże nienadnaturalne. „Lights Out” stanowi dramatyczne spojrzenie na chorobę psychiczną. Sandberg nadał swemu dziełu nietypowy, depresyjno-blockbusterowy ton. Przeprowadził udany eksperyment, którego rezultat ucieszył tak fanów „Naznaczonego”, jak i widzów rozmiłowanych w horrorach bardziej beznamiętnych. Końcowe minuty filmu niewiele mają wspólnego z typowym hollywoodzkim happy endem – i bardzo dobrze. „Kiedy gasną światła” to projekt na swój sposób wyrachowany, za to dający multum satysfakcji tym, którzy poświęcą mu uwagę.

     „Lights Out” zajął 16. miejsce w rankingu najlepszych horrorów ubiegłego roku. Całe notowanie znajdziecie pod danym linkiem.

lout16

7-i-pol

Reklamy

Rozmiar ma znaczenie. [„SiREN”, 2016]

     „Żaden facet nie potrafi jej się oprzeć. Każdy powinien”. Slogan reklamujący nowy horror Gregga Bishopa, „SiREN”, wyraźnie daje widzom znać, że obejrzą film o naturze feministycznej. Lilith (Hannah Fierman), przedwieczna demonica uwodząca mężczyzn i wyżerająca z nich życie, to postać silna, zaskakująco nakreślona. Scena gwałtu z jej udziałem przybiera nieoczekiwany obrót; dowodzi wyobraźni, spaczonemu poczuciu humoru, a nawet otwartości umysłowej duetu fabularzystów. Niedaleko jednak ponoszą twórców „SiREN” skrzydła fantazji – głównie dlatego, że ogranicza ich materiał wyjściowy, a więc składający się na antologię „V/H/S” (2012) segment „Amateur Night”, na którym pełny metraż oparto.

siren01.jpg

     Bishop i członkowie jego brygady nie trzymają się oryginału zbyt kurczowo: ich reboot to projekt równie dynamiczny jak kultowy już short, choć znacznie mniej lapidarny. „SiREN”, ponieważ jest filmem-odwołaniem, pozostaje horrorem przewidywalnym. Jego finał odgadnie każdy, kto uważnie obejrzał „V/H/S”. Ujawnia się tu efemeryczny czar nowelki „Amateur Night”, która – bardzo kolokwialne rzecz ujmując – zrobiła swoje i pozamiatała konkurencję, zapewniła oglądającemu mindfuck czachy, zostawiając go z mózgiem wypływającym przez ucho. Filmowi Gregga Bishopa nie zapewniono przyciągającej osobliwości. Już na etapie zarodkowym odebrano mu szansę na sukces, kręcąc go jako nudniejszą, rozwleczoną wersję krótkometrażowego oryginału.

Czytaj dalej Rozmiar ma znaczenie. [„SiREN”, 2016]

Siostry Soska opowiadają o remake’u „Wściekłości” Davida Cronenberga

     Choć remaki uznanych horrorów nie cieszą się szczególną aprobatą, media z zaciekawieniem przyglądają się postępowi prac nad projektem „Rabid”, znajdującym się w rękach sióstr Jen i Sylvii Soska. Film stanowił będzie nową wersję klasycznego shockera „Wściekłość”, który w drugiej połowie lat 70. wyreżyserował David Cronenberg („Mucha”, „Nagi lunch”). Obraz otworzył młodemu Kanadyjczykowi drzwi do światowej kariery, a dziś uchodzi za kultowy body horror. Główna bohaterka filmu, uległszy wypadkowi, zapada w śpiączkę. Poddana zostaje eksperymentalnemu leczeniu, które – choć wybudza ją z miesięcznego snu – wznieca w niej też łaknienie ludzkiej krwi.

rabid1

     W wywiadzie udzielonym witrynie scifinow.co.uk bliźniaczki Soska opowiedziały, jakie są ich własne oczekiwania wobec remake’u, a także zasugerowały, czego oczekiwać mogą zainteresowani. Jen, dość przewrotnie, wyznała, że doskonałymi kandydatkami na stanowisko reżyserskie czyni ją i jej siostrę niechęć w stosunku do remake’ów.

Czytaj dalej Siostry Soska opowiadają o remake’u „Wściekłości” Davida Cronenberga

Wrzenie wewnętrzne. [„Cabin Fever”, 2016]

          Ujęcie z lotu ptaka: srebrny samochód płynie otoczoną lasami drogą, niesiony falami zimnej, pompatycznej muzyki. Obecni w nim pasażerowie w najśmielszych snach nie przypuszczaliby, z jakim horrendum przyjdzie im się zmierzyć. Nie da się ukryć: „Cabin Fever” Travisa Zariwny’ego rozpoczyna się jak „Lśnienie”. Kubrickowską ręką wykonany jednak nie jest; przeciwnie – niekiedy razi niedbalstwem i brakiem reżyserskiego wyczucia. Choć odświeżonej wersji „Śmiertelnej gorączki” Eliego Rotha daleko do dobrego kina, nie należy z góry spisywać jej na straty. Standardowo remake horroru skazano na najgorsze cięgi tylko dlatego, że jest remakiem horroru. Czy krytyk filmowy nie powinien przejawiać większej otwartości umysłu?

CabinFever1

     Piątka studentów przybywa do wynajętego leśnego domku. Chcą palić zioło i gzić się po kątach, nie chcą zaprzątać sobie głów codziennymi sprawunkami. Nie odstrasza ich od realizacji tego planu nic: ani gryzące dzieci upiornych, wsiowych sklepikarzy, ani brak zasięgu sieci telefonicznej, ani nawet wściekły, mięsożerny wirus, skrywany za pozorną idyllą śródleśnej głuszy… Fabularnie remake „Cabin Fever” nader przypomina oryginał Rotha: w scenariuszu filmu nie dokonano niemal żadnych zmian. Jest więc pod względem innowacji i kreatywności film Zariwny’ego cienki jak barszczyk – w znacznej mierze. Udało się jednak twórcom wkraść w łaski widza za pośrednictwem gromkiego soundtracku oraz przyciągających zdjęć. „Śmiertelna gorączka” Rotha sprawiała wrażenie na wpół amatorskiego projektu DIY. Remake wykonano konstruktywniej: muzyka jest ostra, industrialna, a kadry zaskakująco panoramiczne. W niezależnym horrorze znalazło się miejsce na pewną dozę awangardy, umiejętnie potęgowaną zwłaszcza przez zmyślną ścieżkę dźwiękową. Podkład muzyczny jest najsilniejszym elementem „Cabin Fever”. Skrzypcom i anielskim ansamblom towarzyszy permanentny, psychodeliczny stukot i łomot. Eksperymentalna, krnąbrna muzyka Kevina Riepla („Contracted”) tylko epizodycznie sprawia wrażenie niedopasowanej do akcji.

Czytaj dalej Wrzenie wewnętrzne. [„Cabin Fever”, 2016]

One fright in Bangkok

         Dożyliśmy czasów, w których termin cyber horroru ukuł już swoją definicję. Osobiście nie mam problemu z osadzaniem akcji filmu w świecie social mediów czy video chatów; chciałbym jedynie, by horror „internetowy” – tak jak jego klasyczny przodek – skupiał się na pryncypiach gatunku. „The Den” Zachary’ego Donohue, przykładowo, wyewoluował na fundamentach rzetelnie budowanego napięcia i nieodpartego strachu. Obiekt tej recenzji, „Cam2Cam”, z grozą i suspensem ma niewiele wspólnego.

c2c

     Bangkok. Lucy, amerykańska lesbijka, zarabia na życie za pośrednictwem popularnej witryny pornograficznej: ochoczo dzieli się swymi powabami z użytkownikami video chatu. Gdy pewnego ponurego wieczoru nawiązuje internetowy flirt, nie zdaje sobie sprawy, że wchodzi w interakcję z psychopatą mieszkającym w sąsiednim mieszkaniu. Tak oto akt pierwszy filmu kończy ujęcie odrąbanej głowy bohaterki. Po kilku miesiącach do mieszkania po Lucy wprowadza się Allie, kolejna Amerykanka. Dziewczyna podaje się za turystkę, lecz jej pokerowa twarz sugeruje, że skrywa pewną tajemnicę. Na horyzoncie pojawiają się inne postaci – czasem równie podejrzane, czasem śmiechu warte.

Czytaj dalej One fright in Bangkok

Sam seks

         W Bollywood jak zwykle: tańczą, śpiewają, kuszą. „Alone”, muzyczny horror (sic!) w reżyserii Bhushana Patela, podąża tropem większości produkcji indyjskich – chce być kilkoma filmami naraz. Niestety, nie sprawdza się jako musical, ani nie ma prawa być uznany za udane kino grozy. Za co warto więc chwalić obraz Patela? Wyłącznie za parną zmysłowość rodem z tanich, softcore’owych erotyków. Tak, naprawdę…

alone2015-1

     Kabir oraz siostry syjamskie Anjana i Sanjana przyjaźnią się od wczesnych lat szkolnych. One wyśmiewane są z powodu wady rozwojowej, on uchodzi za kujona. Cała trójka nie grzeszy urodą. Bliźniaczki składają sobie obietnicę, której ciężko będzie im dotrzymać: przyrzekają, że nikt ich nigdy nie rozdzieli. Po latach – co bardzo ciekawe – brzydkie dzieci wyrastają na seksbombę i playboya. Sanjana i Kabir są małżeństwem. Anjana zmarła podczas zabiegu odseparowania od siostry. Małżonkowie przybywają do rodzinnego domu kobiety. Panuje w nim atmosfera iście… demoniczna.

Czytaj dalej Sam seks