Tęsknota zimna jak lód. [„February” aka „The Blackcoat’s Daughter”, 2015]

     Osgood „Oz” Perkins, wykapany syn filmowego Normana Batesa – Anthony’ego Perkinsa, w przeciwieństwie do ojca nigdy nie dostał szansy na zbudowanie imponującego aktorskiego dorobku. Obsadzany w rolach dziwaków, najbardziej znany pozostaje z ról w niezbyt ambitnych komediach („Not Another Teen Movie”, „Legalna blondynka”). Nic dziwnego, że z odtwórcy postanowił przeprofilować się na autora. Od 2010 roku widzieliśmy Perkinsa zaledwie w dwóch filmach. W międzyczasie Bates Jr. napisał cztery scenariusze (na podstawie jednego z nich nakręcono „The Girl in the Photographs”, ostatnią produkcję Wesa Cravena), a także zadebiutował jako reżyser. Jego pełnometrażowa pierwocina, „February”, to mroźny horror o stracie, samotności i utęsknieniu.

febr1

     W otoczonej białym puchem, rygorystycznej szkole dla dziewcząt stacjonują cztery osoby: dwie uczennice i dwie zdewociałe siostry. Nadchodzą święta, budynek świeci pustkami, a wyalienowanym bigotkom przychodzi doglądać licealistek, o których zapomnieli, zdaje się, ich właśni rodzice. Rose (Lucy Boynton) buntuje się przeciw żelaznej dyscyplinie: symuluje chorobę, wykorzystując ją do swych krnąbrnych celów. Ekscentryczna Kat (Kiernan Shipka) budzi wśród współmieszkanek niepokój; modlitwa prowokuje w niej wymioty, upiorne szepty prowadzą ją nocą do piwnicy. W powietrzu wisi jakaś potworna, ponura tajemnica. Jednocześnie poznajemy trzecią bohaterkę, Joan (Emma Roberts), która kieruje się w stronę szkoły. Pomaga jej w tym zafascynowany Bogiem kierowca (James Remar), mimo iż nic o dziewczynie nie wie. Czy będzie żałował swojej decyzji?

Czytaj dalej Tęsknota zimna jak lód. [„February” aka „The Blackcoat’s Daughter”, 2015]

Reklamy

Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

     W latach siedemdziesiątych kinematografia Australii przeżyła swoistą rewolucję. Po czasie niedostatku, jakim okazała się dekada poprzednia, australijski film odżył (w samym 1961 roku Australijczycy nakręcili zaledwie jeden projekt; dziesięć lat później tworzyli grubo ponad dwadzieścia produkcji jednorocznie). Płodność takich reżyserów jak Phillip Noyce, Bruce Beresford czy wreszcie Peter Weir napędzała przemiany kulturowe, jakie z perspektywy dziesięcioleci z łatwością można w tamtejszym kinie dostrzec. Renesans filmu australijskiego przede wszystkim wiązał się z wyostrzeniem zmysłu artystycznego co bardziej rezolutnych twórców, lecz był zarazem wynikiem gonitwy za jankeskim sukcesem. Na długo przed wydaniem zamerykanizowanego „Krokodyla Dundee” (i jego sequeli) nakręcony został niskobudżetowiec „Night of Fear” – horror łamiący tabu z gracją godną „Nocy żywych trupów”, który, jak na ironię, utorował ścieżkę dochodowym klasykom zza oceanu: „Teksańskiej masakrze…” czy „Ostatniemu domowi po lewej”.

NoF2

     Nie ma, oczywiście, dowodów na to, że Hooper i Craven zainspirowani zostali skromnym straszakiem Terry’ego Bourke’a; wzajemne podobieństwa pozostają jednak ewidentne. Trzon fabularny „Night of Fear” stawia wyraźnie konotacje między Leatherfacem a mieszkającym w ciemnym buszu Mężczyzną – bezimiennym wariatem, który żeruje na nieporadności okolicznych kobiet. W lasach otaczających chatę psychopaty gubi się zbłąkana bohaterka: lnianowłosa piękność w czerwonej sukience, która przypadkiem zjechała z głównej drogi i straciła orientację w terenie. Mężczyzna zrobi wszystko, by zachować miastową seksbombę u siebie; w porwaniach i uprzedmiotowieniu ma spore doświadczenie.

Czytaj dalej Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

American dream’s dead. [„Carnage Park”, 2016]

     Mickey Keating („Pod”, „Darling”) urasta powoli do objęcia pozycji, o którą rzetelnie walczy od początków swojej kariery. Królem throwback horroru – bo o tymże tytule mowa – jeszcze go jednak nie nazwiemy; nie pozwoliłby na to Rob Zombie, którego „Dom tysiąca trupów” wciąż zasługuje na miano najlepszego nowomilenijnego filmu grozy. Zarówno „Dom…”, jak i najnowszy twór Keatinga, „Carnage Park”, celują w gusta widzów stęsknionych za brudnym, rustykalnym horrorem sprzed czterdziestu lat, za wczesnymi klasykami Tobiego Hoopera czy Wesa Cravena. O ile film Zombiego to usprawniony, dostosowany do nakazów współczesności exploitation movie, o tyle „Carnage Park” więcej wspólnego ma z nurtem artspolitation, przez co pozostaje niespełnioną wizją reżyserską.

carnagepark3

     Vivian (Ashley Bell, „Ostatni egzorcyzm”) uczestniczy w ucieczce przed stróżami prawa. Uprowadzona przez kiepsko zorganizowanego bandziora, modli się, by dożyć końca tej podróży z piekła rodem. Ratunek przychodzi prędzej niż by się spodziewała, choć stawia ją w centrum kolejnej poruty: mózg porywacza zamienia się w krwawą pulpę, gdy ustrzelony zostaje przez Wyatta (Pat Healy), uzbrojonego i niebezpiecznego maniaka w masce gazowej. „Wybawiciel” Vivian – weteran wojny wietnamskiej, który widział, jak zbyt wielu z jego kamratów tonie w kałużach własnej krwi – chce ukarać kobietę za jej rzekomą dezercję z miejsca zbrodni. Na parnym pustkowiu rozpoczyna się zabawa w polowanie.

Czytaj dalej American dream’s dead. [„Carnage Park”, 2016]