Archiwa kategorii: Uncategorized

Tainted love. [„Climax”, 2018]

     Młoda dziewczyna wije się w śniegu. Na białym puchu odznaczają się ślady krwi. Jej rozpaczliwe krzyki przerywają napisy końcowe. Ujęcia te, o dziwo, nie składają się na finał filmu, a na jego… początek. Zimowa sceneria przekształca się w vintage’owy telewizor, a z ekranu wyrastają twarze kolejnych bohaterów, którzy opowiadają o swoich marzeniach i o tym, co im straszne… W ten bezładny sposób zainaugurowany zostaje „Climax” – najnowszy mindfuck Gaspara Noégo. To reżyser stale zabiegający o reakcję ze strony widzów i mediów – jaka by ona nie była. Jego ostatnia fabuła ukazuje młodzież w chwili głębokiego kryzysu, a niekiedy wręcz w obliczu upadku cywilizacji. W „2001: Odysei kosmicznej” – ulubionym filmie Noégo – małpy ewoluują w ludzi. „Climax” zaś przedstawia degradację człowieka, jego drogę na moralne dno. Co za tym wszystkim stoi? Odurzająca sangria i przelotny hedonizm.

Climax2

     Bohaterami „Climaxu” są tancerze szykujący się do wyruszenia w trasę. Poznajemy ich podczas hucznej imprezy w szkolnej sali treningowej – zapracowali sobie na relaks, chcą bawić się całą noc. Ktoś zatruwa alkohol, doprawiając go potężną dawką LSD. Gdy narkotyki zaczynają działać, na parkiet wypełzają wewnętrzne demony oraz trybalistyczne zapędy. Sytuacja z minuty na minutę staje się coraz bardziej niepokojąca; w kolejnych postaciach narasta agresja, potrzeba gwałtu i dominacji. Tancerze komunikują się tylko w języku nienawiści – ich interakcje naznaczone są seksizmem, uprzedzeniami rasowymi. Dziewczyna, która obwieszcza, że zaszła w ciążę, słyszy: „zabij się!”. A może powinna „zabić” „dziecko”? W jej dłoń wepchnięty zostaje nóż.

Czytaj dalej Tainted love. [„Climax”, 2018]

Reklamy

Kiya goes nuts. [„Like Me”, 2017]

     Ileż to już powstało filmów, w których internetowy ekshibicjonizm i dramaty napędzane przez social media składają się na główną oś fabularną? Ano powstało ich sporo. W ubiegłym roku podziwialiśmy Aubrey Plazę jako zaburzoną instagramerkę w „Ingrid Goes West”, jeszcze wcześniej o pułapkach sieci i mediów społecznościowych prawił Werner Herzog, w swym dokumencie „Lo and Behold, Reveries of the Connected World”. Teraz pod modną tematykę postanowił podpiąć się debiutant, Robert Meckler. Obok jego pierwociny nie można przejść obojętnie. „Like Me” to hybryda dramatu i kryminału, skąpana w estetyce horroru oraz refnowskich, neonowych kolorach.

LikeMe-02

     Film jest tak przejaskrawiony, że wymiękają przy nim „Spring Breakers”. Główną bohaterkę, Kiyę (Addison Timlin), poznajemy, gdy nocą napada na spożywczaka. Choć terroryzuje kasjera przy pomocy spluwy, szybko okazuje się, że jest tylko pozerką: pistolet kupiony został w sklepie z zabawkami, a poniżenia mężczyzny transmitowane są na YouTubie. O Kiyi dowiadujemy się jedynie, że uwielbia junk foody i ma nierówno pod sufitem. Mecklera nie obchodzi jej pochodzenie, status materialny, nawet przeszłość. Reżyser z łatwością mógł zamieścić w filmie retrospekcję, w której ośmioletnia Kiya molestowana jest przez ojca, albo ostro gnębiona przez rówieśników. Jej szaleństwo ma być jednak czymś naturalnym, niewymagającym żadnej argumentacji. Widzimy więc, jak pożera dziewczyna słodycze z zaangażowaniem godnym Nutty’ego – bohatera „Happy Tree Friends”, ale dlaczego to robi i skąd biorą się w niej tak patologiczne odruchy – tego Meckler nie objaśnia.

Czytaj dalej Kiya goes nuts. [„Like Me”, 2017]

„He just wants to play with dolls”. [„Ghostland”, 2018]

     Pascal Laugier znów to zrobił. Dokładnie dziesięć lat po premierze kontrowersyjnego „Martyrs. Skazani na strach” ponownie zamknął niewinne dziewczęta w piwnicy i poddał je ostrym torturom. Pamiętam, że po obejrzeniu jego opus magnum nie mogłem dojść do siebie przez dobry tydzień: tak bestialski, odbierający wiarę w dobro był to film. „Pech” chce, że pozostają produkcje Laugiera świetnie skonstruowane, zaskakujące w swym okrucieństwie. Nie nazwiemy ich zwykłymi shockerami, bo to znaczące niedopowiedzenie. Jakkolwiek niepokojące nie byłyby fantazje 46-letniego Francuza, talentu reżyserskiego odmówić mu nie można.

Ghostland2

     Nowy projekt Laugiera, „Ghostland”, porusza się na dwóch płaszczyznach narracyjnych − przeskakuje pomiędzy snem a rzeczywistością, między przeszłością a chwilą aktualną. Beth (Emilia Jones) i Verę (Taylor Hickson) poznajemy, gdy wraz z matką wprowadzają się do wiejskiego domu, odziedziczonego po ekscentrycznej ciotce. Posiadłość szpecą setki upiornych, mechanicznych lalek, które wyskakują zza luster i wydają z siebie transylwańskie wręcz chichoty. Beth, fanka Lovecrafta i aspirująca pisarka, dowiaduje się, że w okolicy grasują mordercy. Choć nowiny te mogłyby stanowić dla niej literackie natchnienie, na obracanie piórem nie ma czasu: późną nocą do drzwi byłych mieszczanek pukają bowiem nieznajomi. Spotkanie przyniesie bardzo drastyczne skutki…

Czytaj dalej „He just wants to play with dolls”. [„Ghostland”, 2018]

Giń, ty mały gnojku! [„Mama i tata”, 2017]

     Matka-wariatka, tata-psychopata, okolica dziesiątkowana przez morderczy wirus. I jak tu normalnie dorastać? Nastoletnia Carly (Anne Winters) i jej młodszy brat Josh (Zackary Arthur) nie znają odpowiedzi na to pytanie. Wiedzą jedynie, że światem wstrząsnęła przedziwna pandemia: oto wszędzie – na ulicach dużych miast, za białymi płotkami idyllicznych suburbii – dzieci zmuszane są do odpierania ataku ze strony własnych rodziców. Fala masowej histerii właśnie obiła się o drzwi Ryanów. Jeśli Carly i Josh chcą dożyć 18. urodzin, muszą przejść szybką lekcję dojrzewania. I brutalnej walki wręcz też.

MomAndDad-2

     „Mamę i tatę” rozpoczyna grindhouse’owe intro, stylistycznie bardzo bliskie horrorom z lat siedemdziesiątych. Skojarzenia z takimi pozycjami, jak „Szaleńcy” (1973) czy „Hungry Wives” (’72) nie są tu przypadkowe. Apokalipsa (z którą radzą sobie wszyscy bohaterowie niepełnoletni) to przecież motyw bardzo romerowski. Reżyser Brian Taylor nie kopiuje jednak w „Mom and Dad” schematów; jego film wydaje się tyleż swojski, co oryginalny. Na taką dawkę jatki i szaleństwa czekaliście od dawna.

Czytaj dalej Giń, ty mały gnojku! [„Mama i tata”, 2017]

„There ain’t no why to evil”. [„Psychopaths”, 2017]

     Z kiepsko strzeżonego szpitala dla obłąkanych wydostaje się kilkoro pacjentów. Są to jednostki nie tylko chore umysłowo, ale też śmiertelnie niebezpieczne. Pewne małe, kalifornijskie miasteczko przykryły już nocne chmury. Czas, by rozpętało się prawdziwe piekło…

Psychopaths2017-2

     „Psychopaths”, najnowszy straszak Mickeya Keatinga, swoją premierę zaliczył okrągły rok temu, na festiwalu w Tribece, ale serwisy VOD zaatakował dopiero niedawno. W filmie Keating przemawia niskim głosiwem Jeffa Daniela Phillipsa, który pełni rolę wszechwiedzącego narratora. Z offu padają łamiące czwartą ścianę słowa: „wybaczcie, jeśli bezinteresowna przemoc kole Was w oczy, a historię uważacie za pełną niejasności”. Wiele mówią one o charakterze projektu, który urzeka czystym szaleństwem oraz intrygującym manieryzmem.

Czytaj dalej „There ain’t no why to evil”. [„Psychopaths”, 2017]

Bogini seksu. [„Szamanka”, 1996]

     Zwierzęcość i duchowość przeplatają się w „Szamance” w sposób niemal perwersyjny. Kultowy film, choć powstał ponad dwadzieścia lat temu, w Polsce wciąż owiany jest najgorszą sławą i stale pada ofiarą kpin ze strony widzów. W latach 90. obraz wywołał oburzenie za sprawą nagromadzenia scen erotycznych, które – choć dosadne – nie szokowały eksplicytną nagością i zbliżeniami na organy płciowe. Andrzej Żuławski epatował w „Szamance” seksem, ale nie przeciągał struny bardziej niż robił to Bertolucci w „Ostatnim tangu”. W późniejszym wywiadzie powiedział reżyser, że „Polska utknęła na etapie średniowiecza”. Nie sposób nie zgodzić się z tym twierdzeniem: grzmiący z ambony księża mieli ponoć sprawić, że „Szamanka” zostanie pogrzebana żywcem.

Szamanka2

     …I udało im się to. Film Żuławskiego został doceniony za granicą, ale nad Wisłą wciąż uchodzi za synonim tandety i złego smaku. Znajdziemy w „Szamance” gorszące sceny, poznamy język jak z rynsztoka. Mimo to, projekt stanowi bezkompromisowy, antyugodowy traktat o seksie, co z miejsca stawia go w pozycji jednego z bardziej unikatowych dokonań rodzimych. W czasach, gdy polskie kino kojarzone było w znacznej mierze z kinem sensacyjnym, Żuławski wprowadził na ekrany dramat psychologiczny o poetyce cielesności – utopiony w głębokim nihilizmie, gwałcący tematy tabu. „Szamanka” jest film gniewnym, którego brutalność posunięta bywa do sadomasochistycznych granic. Zderzają się w nim dwie odmienne siły (pamiętny duet Iwona Petry-Bogusław Linda), kopulują ze sobą różnoimienne bieguny. „Włoszka” manifestuje sobą pierwotność; już w pierwszych scenach budzi się w niej nieokiełznana bestia. Spotkanie z Michałem – człowiekiem nauki, targanym impulsami – będzie dla niej chwilą seksualnego przebudzenia. Seks ukazany zostaje w „Szamance” jak narkotyk, który czyni z bohaterów marionetki własnego nałogu.

Czytaj dalej Bogini seksu. [„Szamanka”, 1996]