Archiwa kategorii: Uncategorized

O mięsie gnijącym. [„We Are the Flesh” aka „Tenemos la carne”, 2016]

     Meksyk, czas postapokalipsy. Obłąkany Mariano (Noé Hernández) znajduje schronienie w na wpół zrujnowanym budynku, w którym usiłuje wywęszyć ostatki pożywienia i powoli traci ostatki rozumu. Okazuje się, że obiekt zamieszkuje rodzeństwo, Fauna (María Evoli) i Lucio (Diego Gamaliel). Nowo przybyły podporządkowuje sobie młodszych towarzyszy, a z czasem staje się ich przodownikiem, niejako autorytetem. Zapewnia, że pomoże im przetrwać koniec świata, wciągając ich zarazem w niebezpieczną, chorą grę.

WeAreTheFlesh2

     W przeciągu ostatniego roku „We Are the Flesh”, ledwo fabularny splot surrealnych, erotycznych i niepokojących obrazów, obdarzony został dużą estymą. Najwięksi wieszczowie meksykańskiego kina, Alejandro González Iñárritu, Alfonso Cuarón i Carlos Reygadas, zachwalali projekt jako geniusz sztuki eksperymentalnej. Faktycznie, film Emiliano Rochy Mintera okazuje się wspaniałym okazem celuloidowej transgresji, brzydzącej się tradycją, a piękno postrzegającej przez pryzmat brudnego tabu. W przeszłości Rocha Minter odprawiony został z trzech kolejnych szkół, w których chciał uczyć się fachu reżysera. „We Are the Flesh”, debiut pełnometrażowy dwudziestoparoletniego Meksykanina, jest wyrazem jego autonomizmu i próżności.

Czytaj dalej O mięsie gnijącym. [„We Are the Flesh” aka „Tenemos la carne”, 2016]

Horror bardzo cielesny. [„Raw” aka „Grave”, 2016]

     W jednej ze szkół weterynaryjnych na terenie Francji dochodzi do wydarzeń bardziej przerażających niż te, które niegdyś wstrząsnęły fryburską akademią baletu (kto nie obejrzał jeszcze „Suspirii”, niech natychmiast to zrobi!). Nad przyszłymi weterynarzami nie ciąży jednak nadnaturalne widmo, a atmosfera wszechogarniającej znieczulicy, która we znaki daje się przede wszystkim studentce pierwszego roku Justine (Garance Marillier). Dziewczyna bierze udział w dzikich otrzęsinach, których początki nasuwają skojarzenia z upokorzeniami bohaterów „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, a które to kończą się rytualnym spożyciem króliczych nerek. Jako gorliwa wegetarianka Justine nie wykonuje polecenia starszych. Z „pomocą” przychodzi jej siostra, Alexia (Ella Rumpf), która wciska obrzydzonej mięso do ust. Inni studenci dostrzegają w Justine żałosną ofiarę. Bohaterka zaczyna mierzyć się z ostracyzmem, także ze strony szanowanego profesora. To jednak najmniejszy z jej problemów. Pierwszy kęs mięsa obudził w Justine niechciane, kanibalistyczne zapędy.

Rawgrave3

     W „Raw”, solowym debiucie reżyserskim paryżanki Julii Ducournau, zobaczymy poucinane i poobgryzane palce, siostrzane ejakulacje moczu, a nawet kończyny kryjące się w krowim odbycie aż po ramię. „Raw” to horror cielesny – cielesny bardzo i obrzydliwie – co wielu oglądającym może wydać się dość ordynarnym chwytem. Ale choć dewastacja ciała odgrywa w tej ekstremalnej francuskiej produkcji kluczowe znaczenie, sam film posiada szykowną formę, mądrze prawi o życiu i jego znojach, a przede wszystkim nie pozwala oderwać oczu od ekranu – nawet, kiedy byśmy tego chcieli.

Czytaj dalej Horror bardzo cielesny. [„Raw” aka „Grave”, 2016]

Hey, cruel world. [„Ostatnia klątwa”, 2016]

     Amarillo w stanie Teksas, rok 1981. Niedorozwinięty siedemnastolatek, Johnny Frank Garrett, pada ofiarą spisku: zostaje uznany za winnego morderstwa na zakonnicy, którego tak naprawdę się nie dopuścił. Głęboko religijni mieszkańcy Amarillo nie dopuszczają do siebie myśli, że Garrett mógłby mijać ich co dzień na ulicy. W rezultacie chłopak dowiaduje się, że odsiedzi w więzieniu dożywotnią „pokutę”. Po dziesięciu latach nieszczęśnik poddany zostaje najwyższemu wymiarowi kary: dzięki zastrzykowi trucizny odchodzi na wieczny sen. Żadna z osób bezpośrednio związanych z destrukcją życia Garretta nie wie, że przed śmiercią zawarł on pakt ze złem.

OstKlatwa3

     W akcie ostatecznego pożegnania większość ludzi wolałaby zwrócić się do najbliższych, do rodzin i kochanków. Johnny’ego Garretta, bohatera nakręconej w w true-crime’owej formie „Ostatniej klątwy”, nie kocha absolutnie nikt. Garrett nie wyraża więc ani skruchy, ani żalu, a żegna się tylko ze swymi gnębicielami, zresztą bardzo symbolicznie – wie bowiem, że spotka ich w piekle. Simon Rumley, stojący za reżyserią „Klątwy”, dał się poznać jako twórca filmów niszowych i nieszablonowych. Jego najnowsze dokonanie pojawiło się w polskich kinach trochę „od czapy”, choć flirt Rumleya z multipleksowym mainstreamem jest na przykładzie niniejszego projektu ewidentny.

Czytaj dalej Hey, cruel world. [„Ostatnia klątwa”, 2016]

„She loved men…. to death”. [„Czarownica miłości”, 2016]

      Po zagadkowej śmierci męża Elaine (Samantha Robinson) sprowadza się do miasteczka Arcata w stanie Kalifornia. Na miejscu ściąga na siebie uwagę wielu lokalnych mężczyzn – emanuje bowiem seksem oraz wykazuje się ekscentrycznym, filuternym stylem. Początkowo nikt nie zdaje sobie sprawy, że Elaine to samozwańcza „czarownica miłości” – wiedźma i wiccanka, swój urok wykorzystująca do niecnych celów. Gdy kilku dżentelmenów z Arcaty ginie w niejasnych okolicznościach, nowo przybyłą zaczyna obserwować funkcjonariusz policji, Griff (Gian Keys). Elaine postanawia rozkochać w sobie mundurowego, by uśpić jego czujność i uczynić z niego pionek kolejnej miłosnej gry.

lovewitch3

     Przystojny stróż prawa o wyżelowanej grzywie i kwadratowej szczęce. Strudzona femme fatale z głębokim, ciasto opiętym dekoltem. Ekstremalne zbliżenia na twarze bohaterów, teatralne aktorstwo, wyciągnięte jakby z innej epoki. „The Love Witch” Anny Biller – polskiemu widzowi znany także pod tytułem „Czarownica miłości” – to film bardzo rozbieżny gatunkowo, lecz spójny stylistycznie. Nie ma znaczenia, czy nazwiemy ten udany projekt niezależny pastiszem niskobudżetowych horrorów sprzed lat osiemdziesiątych, straszakiem zrealizowanym całkiem „na serio”, przegiętym melodramatem czy może filmem soft porno ze spełnionymi ambicjami. Gwarantuję Wam, że bez względu na to, jak „Love Witch” nie określicie, i jakkolwiek przyznana łatka nie kłóciłaby się z Waszymi pierwotnymi oczekiwaniami, całą swoją uwagę poświęcicie wybornej oprawie technicznej filmu, głównie zdjęciom M. Davida Mullena.

Czytaj dalej „She loved men…. to death”. [„Czarownica miłości”, 2016]

Absurda. [„Antibirth”, 2016]

     Młodzi reżyserzy dmuchają często na zimne – aby nie podpaść widzom i nie zawieść oczekiwań producentów wolą kręcić filmy ugrzecznione, by nie napisać bezpieczne. Inaczej swój debiut zaplanował krnąbrny Amerykanin Danny Perez, dotychczas znany jako autor teledysków. Jego pierwszy pełny metraż, „Antibirth” – w lipcu pokazany widzom Nowych Horyzontów – przenosi nas do świata rozdygotanych teleewangelistów, pstrych maskotek faszerujących kobiety narkotykami, porodów wydających na świat same tylko głowy. Nazwanie „Antibirth” filmem oryginalnym byłoby sporym niedopowiedzeniem. Perez skonstruował celuloidową bombę, której wybuchu nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

antib2

     Jak każdy materiał wybuchowy, jest „Antibirth” kompletnie nieobliczalny. Główną bohaterkę filmu, Lou (Natasha Lyonne, „All About Evil”), poznajemy, gdy atakuje powietrze zaciśniętą pięścią w rytm punkowego brzmienia. Kobieta mieszka w baraku, nie cierpi dorosłego życia, a dni spędza najchętniej na ładowaniu w siebie środków odurzających. Jej najlepszymi przyjaciółkami są fajka wodna oraz odrobinę lepiej zorganizowana życiowo Sadie (Chloë Sevigny, „AHS”). Nędzarska idylla kończy się, gdy ciało Lou zaczyna nabierać ekstremalnie brzemiennych kształtów. Wiele wskazuje na to, że w przeciągu tygodnia narkomanka zostanie matką. Jest tylko jeden problem: Lou od miesięcy nie zaznała miłosnego uniesienia.

Czytaj dalej Absurda. [„Antibirth”, 2016]

Who can kill an American counselor? [„Summer Camp”, 2015]

     Zbliżają się wakacje. Do El Búho – położonej opodal Barcelony, na wpół zrujnowanej willi, przekształconej w śródleśny kemping – przybywa czworo pedagogów-nowicjuszy. Ich zadaniem będzie przygotowanie obiektu na przyjazd młodocianych wczasowiczów. Muszą też studenci – rodowity Hiszpan oraz trzej Amerykanie – wiedzieć, jak zabawiać dzieci: planują więc gry i swawole. „Psoty” nie ominą jednak ich samych. Gdy śmiertelnie groźny wirus atakuje schronienie bohaterów, jedyny komunikujący się po hiszpańsku wychowawca umiera. Pozostała grupka zdana jest na pastwę szerzącej się choroby, której symptomy aż nadto przypominają oznaki wścieklizny.

summercamp1

     Postaci centralne w „Summer Camp” – najnowszym filmie twórców iberyjskiego przeboju „[REC]” – zdają się być wydarte z pierwszego lepszego slashera. Oto jako potencjalne mięso armatnie podrzuceni zostają nam: przystojny i przywódczy Antonio (Andrés Velencoso), bogata i rozpieszczona Christy (Jocelin Donahue), niezręczny okularnik Will (Diego Boneta) oraz energiczna optymistka Michelle (Maiara Walsh). Ktokolwiek widział choć jeden z sequeli „Piątku, trzynastego”, będzie w stanie wskazać, który z bohaterów – zgodnie z niepisanymi standardami kina spod znaku maski i piły łańcuchowej – dotrwa do napisów końcowych, a który nie. Takie przynajmniej można by odnieść wrażenie. „Summer Camp” nie ma jednak wiele wspólnego ze slasherami doby lat 80., a reżyser Alberto Marini robi, co może, by w ogóle nie dało się jego dzieła ująć w ramy schematyzmu.

Czytaj dalej Who can kill an American counselor? [„Summer Camp”, 2015]