Archiwa kategorii: Uncategorized

Różaniec potworności. [„Zakon Świętej Agaty”, 2018]

     Mary (Sabrina Kern) − młoda kobieta wyklęta przez apodyktycznego ojca − nie może znaleźć swojego miejsca w prowincjonalnej społeczności: są lata pięćdziesiąte i małe miasteczko w Georgii nie daje jej wielu perspektyw. Bohaterka postanawia wstąpić do zakonu, by pod opieką sióstr odnaleźć siebie samą. Jej nowe towarzyszki okazują się jednak nie tyle bogobojne, co bezduszne i pełne jadu. Mary staje się ich zakładniczką, a każda próba ucieczki kończy się surową karą. Zakonnice najbardziej zainteresowane są nienarodzonym dzieckiem, które rośnie pod sercem dziewczyny. Naiwna młódka z dnia na dzień staje się ofiarą bezlitosnej sekty.

StAgatha2

     Przysięgam, że gdy tylko zobaczyłem plakat „Zakonu Świętej Agaty”, pomyślałem: „no tak, kolejne jump-scare’owe łubu du dla mas”. Ponieważ nie jestem fanem Jamesa Wana, do filmu podszedłem raczej z poczucia dziennikarskiego obowiązku niż dla przyjemności. Pomimo swojego tytułu, „St. Agatha” nie przypomina jednak ubiegłorocznej „Zakonnicy”. To horror ciut ambitniejszy, dość umiejętnie obnażający hipokryzję religii oraz cynizm zdewociałych fanatyków. Nie wydam mu pozytywnej recenzji (dlaczego − o tym za chwilę), choć wierzę, że znajdzie swoich amatorów. W pewnym sensie jest to bowiem różaniec upleciony ze znanych i lubianych motywów filmowych. Prawie dla każdego znajdzie się tu coś… obrzydliwego.

Czytaj dalej Różaniec potworności. [„Zakon Świętej Agaty”, 2018]

Reklamy

„No one leaves Paris”. [„Samochody, które zjadły Paryż”, 1974]

     „Samochody, które zjadły Paryż” − celuloidowy asamblaż, który niejako rozpoczął karierę Petera Weira w przemyśle filmowym. Dla jednych do dziś pozostaje osiągnięciem awangardy, innych zaś bezlitośnie nuży. Znajduję się w tej drugiej grupie. Film o takim tytule nie powinien tulić do snu, bo ma w sobie zawadiackość i surrealnie poetycki wydźwięk. W „Samochodach…” odrzuca Weir tendencje, jakie dotychczas panowały w kinie australijskim, ale sam fakt, że jest to projekt niemożliwy do sklasyfikowania, nie świadczy jeszcze o niczym. Zamiast niezatartym klasykiem − jak „Rocky Horror Picture Show” czy rówieśnicza „Teksańska masakra piłą mechaniczną” − pozostaje projekt Weira irracjonalną ciekawostką.

CarsParis2

      Akcja rozkręca się tu bardzo powoli, choć zaczyna się od huku: Arthur Waldo (Terry Camilleri) ulega kraksie i trafia do szpitala w małej mieścinie na australijskiej prowincji. Paryż niewiele ma wspólnego z francuską elegancją; mieszkają w nim ludzie brudni, biedni i podejrzani. Parają się też czymś zupełnie nietypowym: wywołują kolizje drogowe, a następnie przywłaszczają sobie należności ofiar. Arthur poznaje sekrety Paryża, a także dowiaduje się, dlaczego tak ważne są dla lokalsów uszkodzone samochody.

Czytaj dalej „No one leaves Paris”. [„Samochody, które zjadły Paryż”, 1974]

Tainted love. [„Climax”, 2018]

     Młoda dziewczyna wije się w śniegu. Na białym puchu odznaczają się ślady krwi. Jej rozpaczliwe krzyki przerywają napisy końcowe. Ujęcia te, o dziwo, nie składają się na finał filmu, a na jego… początek. Zimowa sceneria przekształca się w vintage’owy telewizor, a z ekranu wyrastają twarze kolejnych bohaterów, którzy opowiadają o swoich marzeniach i o tym, co im straszne… W ten bezładny sposób zainaugurowany zostaje „Climax” – najnowszy mindfuck Gaspara Noégo. To reżyser stale zabiegający o reakcję ze strony widzów i mediów – jaka by ona nie była. Jego ostatnia fabuła ukazuje młodzież w chwili głębokiego kryzysu, a niekiedy wręcz w obliczu upadku cywilizacji. W „2001: Odysei kosmicznej” – ulubionym filmie Noégo – małpy ewoluują w ludzi. „Climax” zaś przedstawia degradację człowieka, jego drogę na moralne dno. Co za tym wszystkim stoi? Odurzająca sangria i przelotny hedonizm.

Climax2

     Bohaterami „Climaxu” są tancerze szykujący się do wyruszenia w trasę. Poznajemy ich podczas hucznej imprezy w szkolnej sali treningowej – zapracowali sobie na relaks, chcą bawić się całą noc. Ktoś zatruwa alkohol, doprawiając go potężną dawką LSD. Gdy narkotyki zaczynają działać, na parkiet wypełzają wewnętrzne demony oraz trybalistyczne zapędy. Sytuacja z minuty na minutę staje się coraz bardziej niepokojąca; w kolejnych postaciach narasta agresja, potrzeba gwałtu i dominacji. Tancerze komunikują się tylko w języku nienawiści – ich interakcje naznaczone są seksizmem, uprzedzeniami rasowymi. Dziewczyna, która obwieszcza, że zaszła w ciążę, słyszy: „zabij się!”. A może powinna „zabić” „dziecko”? W jej dłoń wepchnięty zostaje nóż.

Czytaj dalej Tainted love. [„Climax”, 2018]

Kiya goes nuts. [„Like Me”, 2017]

     Ileż to już powstało filmów, w których internetowy ekshibicjonizm i dramaty napędzane przez social media składają się na główną oś fabularną? Ano powstało ich sporo. W ubiegłym roku podziwialiśmy Aubrey Plazę jako zaburzoną instagramerkę w „Ingrid Goes West”, jeszcze wcześniej o pułapkach sieci i mediów społecznościowych prawił Werner Herzog, w swym dokumencie „Lo and Behold, Reveries of the Connected World”. Teraz pod modną tematykę postanowił podpiąć się debiutant, Robert Meckler. Obok jego pierwociny nie można przejść obojętnie. „Like Me” to hybryda dramatu i kryminału, skąpana w estetyce horroru oraz refnowskich, neonowych kolorach.

LikeMe-02

     Film jest tak przejaskrawiony, że wymiękają przy nim „Spring Breakers”. Główną bohaterkę, Kiyę (Addison Timlin), poznajemy, gdy nocą napada na spożywczaka. Choć terroryzuje kasjera przy pomocy spluwy, szybko okazuje się, że jest tylko pozerką: pistolet kupiony został w sklepie z zabawkami, a poniżenia mężczyzny transmitowane są na YouTubie. O Kiyi dowiadujemy się jedynie, że uwielbia junk foody i ma nierówno pod sufitem. Mecklera nie obchodzi jej pochodzenie, status materialny, nawet przeszłość. Reżyser z łatwością mógł zamieścić w filmie retrospekcję, w której ośmioletnia Kiya molestowana jest przez ojca, albo ostro gnębiona przez rówieśników. Jej szaleństwo ma być jednak czymś naturalnym, niewymagającym żadnej argumentacji. Widzimy więc, jak pożera dziewczyna słodycze z zaangażowaniem godnym Nutty’ego – bohatera „Happy Tree Friends”, ale dlaczego to robi i skąd biorą się w niej tak patologiczne odruchy – tego Meckler nie objaśnia.

Czytaj dalej Kiya goes nuts. [„Like Me”, 2017]

„He just wants to play with dolls”. [„Ghostland”, 2018]

     Pascal Laugier znów to zrobił. Dokładnie dziesięć lat po premierze kontrowersyjnego „Martyrs. Skazani na strach” ponownie zamknął niewinne dziewczęta w piwnicy i poddał je ostrym torturom. Pamiętam, że po obejrzeniu jego opus magnum nie mogłem dojść do siebie przez dobry tydzień: tak bestialski, odbierający wiarę w dobro był to film. „Pech” chce, że pozostają produkcje Laugiera świetnie skonstruowane, zaskakujące w swym okrucieństwie. Nie nazwiemy ich zwykłymi shockerami, bo to znaczące niedopowiedzenie. Jakkolwiek niepokojące nie byłyby fantazje 46-letniego Francuza, talentu reżyserskiego odmówić mu nie można.

Ghostland2

     Nowy projekt Laugiera, „Ghostland”, porusza się na dwóch płaszczyznach narracyjnych − przeskakuje pomiędzy snem a rzeczywistością, między przeszłością a chwilą aktualną. Beth (Emilia Jones) i Verę (Taylor Hickson) poznajemy, gdy wraz z matką wprowadzają się do wiejskiego domu, odziedziczonego po ekscentrycznej ciotce. Posiadłość szpecą setki upiornych, mechanicznych lalek, które wyskakują zza luster i wydają z siebie transylwańskie wręcz chichoty. Beth, fanka Lovecrafta i aspirująca pisarka, dowiaduje się, że w okolicy grasują mordercy. Choć nowiny te mogłyby stanowić dla niej literackie natchnienie, na obracanie piórem nie ma czasu: późną nocą do drzwi byłych mieszczanek pukają bowiem nieznajomi. Spotkanie przyniesie bardzo drastyczne skutki…

Czytaj dalej „He just wants to play with dolls”. [„Ghostland”, 2018]

Giń, ty mały gnojku! [„Mama i tata”, 2017]

     Matka-wariatka, tata-psychopata, okolica dziesiątkowana przez morderczy wirus. I jak tu normalnie dorastać? Nastoletnia Carly (Anne Winters) i jej młodszy brat Josh (Zackary Arthur) nie znają odpowiedzi na to pytanie. Wiedzą jedynie, że światem wstrząsnęła przedziwna pandemia: oto wszędzie – na ulicach dużych miast, za białymi płotkami idyllicznych suburbii – dzieci zmuszane są do odpierania ataku ze strony własnych rodziców. Fala masowej histerii właśnie obiła się o drzwi Ryanów. Jeśli Carly i Josh chcą dożyć 18. urodzin, muszą przejść szybką lekcję dojrzewania. I brutalnej walki wręcz też.

MomAndDad-2

     „Mamę i tatę” rozpoczyna grindhouse’owe intro, stylistycznie bardzo bliskie horrorom z lat siedemdziesiątych. Skojarzenia z takimi pozycjami, jak „Szaleńcy” (1973) czy „Hungry Wives” (’72) nie są tu przypadkowe. Apokalipsa (z którą radzą sobie wszyscy bohaterowie niepełnoletni) to przecież motyw bardzo romerowski. Reżyser Brian Taylor nie kopiuje jednak w „Mom and Dad” schematów; jego film wydaje się tyleż swojski, co oryginalny. Na taką dawkę jatki i szaleństwa czekaliście od dawna.

Czytaj dalej Giń, ty mały gnojku! [„Mama i tata”, 2017]