Archiwa tagu: kicz

Groovy? [„Bloody Muscle Body Builder in Hell”, 2012]

     „Hollywoodzkie dziwki uzbrojone w piły łańcuchowe”, „Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów”, „Nazistowscy surferzy muszą umrzeć”… Twórcy kina klasy „Z” od zawsze wiedzieli, jak przykuć uwagę widza już samym tytułem. Kiedy parę lat temu dowiedziałem się o istnieniu komedio-horroru „The Incredibly Strange Creatures Who Stopped Living and Became Mixed-Up Zombies!!?” (nie, nie wymyśliłem tej pozycji na poczekaniu), nie sądziłem, że może istnieć bardzo groteskowy tytuł filmowy. I tkwiłem w tym naiwnym przekonaniu aż do momentu, gdy głośno zrobiło się o japońskim „klasyku”, „Bloody Muscle Body Builder in Hell”.

BMBBiH02.jpg

     Reżysera i odtwórcę roli tytułowej, Shinichiego Fukazawę, nie interesuje gołosłowie: bohaterem jego filmu jest pseudokulturysta, którego od podnoszenia grubej sztangi odrywa była dziewczyna – reporterka mająca zbadać sprawę rzekomo nawiedzonego domu. W towarzystwie medium duet wybiera się w miejsce, które stanowi niejako portal do piekła. Tam też zostają skąpani w hektolitrach posoki, a właściwie w półprodukcie przypominającym purée pomidorowe. „Bloody Muscle Body Builder in Hell” to najszlachetniejszy gorefest, regularnie i efektywnie przyprawiający o ostre mdłości. Jest też rasowym lo-fi movie, a więc produkcją nad wyraz amatorską, powstałą przy dużych ograniczeniach finansowych. Wiele filmów fanowskich prezentuje wyższą jakość techniczną niż dzieło Fukazawy. Jednak nie bez powodu.

Czytaj dalej Groovy? [„Bloody Muscle Body Builder in Hell”, 2012]

Reklamy

Enjoy your meal. [„Amerykański burger”, 2014]

     Gruby Nerd (Liam Macdonald), Miła Cheerleaderka (Aggy K. Adams) i Gwiazdor Futbolu (Gabriel Freilich) o włos unikają śmierci z rąk okrutnych rzeźników: jako jedni z nielicznych ocaleli bowiem masakrę, do jakiej doszło w wiejskiej, szwedzkiej wytwórni burgerów. Okazuje się, że w Europie sieci fastfoodowe nie tyle bazują na sprawdzonych amerykańskich przepisach, co eksploatują amerykańskie ciała. Młodzi jankesi, uczestnicy wycieczki szkolnej, jeśli tylko chcą wrócić w objęcia wuja Sama, muszą nawiązać nić porozumienia. Przychodzi im to z trudem: w końcu co wspólnego mogą mieć ze sobą kujon, mięśniak i popularna ślicznota?

AmericanBurger3

     Bohaterowie „Amerykańskiego burgera”, szwedzkiego horroru komediowego w reżyserii zaobrączkowanej pary – Johana Bromandera i Bonity Drake, stanowią odzwierciedlenie najbardziej oczywistych stereotypów i klisz ekranowych. Gruby nerd przewinął się przez większość jankeskich filmów młodzieżowych, prawie zawsze jako karykatura człowieka (patrz: Shelly w „Piątku, trzynastego III”). U Bromandera i Drake to archetypowy spaślak zostaje jednak bohaterem, a jego nieodrodne lenistwo pomaga mu w pokonaniu przeciwności losu: w jednej ze scen wuefowe frustracje napędzają ucieczkę granego przez Macdonalda nerda, ściganego przez bandę rzeźników. Gruby Nerd jest pośród młodzianów najciekawszą figurą. Jego kolegów skwitujemy „po amerykańsku” określeniem „totally annoying”.

Czytaj dalej Enjoy your meal. [„Amerykański burger”, 2014]

Under the neon skin. [„Neon Demon”, 2016]

     Jesse (Elle Fanning), szesnastoletnia sierota marząca o zaistnieniu w modelingu, pojawia się w Los Angeles. Dziewczyna jest cnotliwa, naiwna, słodka jak deser; zdawać mogłoby się, że tyleż słoneczne, co zgniłe Miasto Aniołów pożre ją żywcem i wypluje jej kościec. Nic bardziej mylnego. Jesse rozpala swoją obecnością nawet najmroczniejsze, najbardziej szemrane atelier, zyskuje uznanie fotografów, a z czasem staje w centrum uwagi świata modelek. Popularność konkurentki psuje szyki grupce okrutnych, dwudziestoparoletnich piękności, które miesiące świetności mają już za sobą. Między młodymi kobietami narasta eufemiczny konflikt, stanowiący pożywkę dla neonowego demona.

tnd3

     Czy tytułowy „The Neon Demon” jest choćby spirytualnym bohaterem najnowszego filmu Nicolasa Windinga Refna – ciężko powiedzieć. Równie bardzo jak niezmaterializowanym, aluzyjnym bytem może okazać się metaforą dla utraty niewinności i zdziczenia wśród ludzi. Siła pierwszego w karierze Refna horroru tkwi w jego elastyczności: duński reżyser nie steruje widzem jak marionetką, pozwala mu odebrać film na wielu płaszczyznach, usnuć własną interpretację przedstawionej historii. „Neon Demon” może stanowić przewrotne, neopogańskie spojrzenie na opowieść Kopciuszka. Może, lecz nie musi.

Czytaj dalej Under the neon skin. [„Neon Demon”, 2016]

Enough with the creepiness, Joe. [„You’re Killing Me”, 2015]

     Akcja „You’re Killing Me”, nowego slashera o tematyce queerowej, toczy się w słonecznym Los Angeles, gdzie dochodzi do serii bezdusznych morderstw. Każdą kolejną ofiarą nieuchwytnego zwyrodnialca pada młody homoseksualista; każde zabójstwo zdaje się być niezasadne i popełnione bez afektu. Gdy ulubieniec social mediów George (Jeffery Self) poznaje przystojnego Joego (Matthew McKelligon), nawet nie podejrzewa, że ma do czynienia z niebezpiecznym psychopatą. Między mężczyznami zawiązuje się nić porozumienia, a z czasem pojawiają się gorące emocje. Joe widzi w George’u bratnią duszę, George zachwycony jest ekstrawaganckim poczuciem humoru Joego, który z osobliwą powagą podkreśla, że zabije każdego, kto stanie na drodze ich miłości. Przyjaciele internetowego gwiazdora boją się o jego życie.

Untitled 3

     George nie przykuwa znacznej uwagi do ostrzeżeń najbliższych, którzy – przeszywani zimnym spojrzeniem milczącego dziwaka – drżą ze strachu. Joe, mężczyzna rzadko włączający się w jakąkolwiek dyskusję, to dla zakochanego w sobie samym YouTubera idealna publiczność. „Dowcipne” dygresje nowo poznanego na temat podrzynania gardzieli bardziej George’a bawią niż przerażają, choć przewijają się przez rozmowy nagminnie. Joe „nie jest straszny, jest boski”: jego bezdenne spojrzenie to dla George’a najcenniejsza z wartości. Scenariusz autorstwa Selfa i Jima Hansena (także reżysera filmu) uszyty został z najgorszych stereotypów dotyczących mężczyzn homoseksualnych: jego postaciami uczyniono gejów narcystycznych, egocentrycznych i okrutnych.

Czytaj dalej Enough with the creepiness, Joe. [„You’re Killing Me”, 2015]

Mołdawska farsa, czyli nie zadzieraj z wieśniakiem. [„They’re Watching”, 2016]

     Ekipa telewizyjna, stojąca za sukcesem popularnego programu makeoverowego, przybywa do Pavlovki – mołdawskiej wsi, w której zamieszkuje młoda Amerykanka, Becky (Brigid Brannagh). Kobieta wykupiła dom w głębi lasu i wymaga on gruntownego remontu. Bardziej niż renowacje straszne wydają się kamerującym wszystko filmowcom wschodnioeuropejskie obyczaje: tutejsi wieśniacy nie znają angielskiego, a w ich osadzie na próżno można szukać Starbucksa. Gdy okazuje się, że Pavlovka wiązana jest z historią brutalnych, nie tak odległych czasowo rytuałów, Aleksa (Kris Lemche), Grega (David Alpay), Sarah (Mia Faith) i Kate (Carrie Genzel) przenika zimny dreszcz. Mieszkańcy wioski coraz bardziej interesują się obecnością Jankesów na prowincji i nie spuszczają ich ze swych złowieszczych oczu.

theyrewatching2

     „They’re Watching” duetu Jay Lender-Micah Wright zainaugurowany zostaje przez scenę wyrwaną ze swego ekstrawertycznego epilogu, która zdradza, niestety, jeden z ciekawszych twistów fabularnych. Krótki fragment odcina następnie od właściwego początku filmu logotyp tytułu, nie wiedzieć czemu wymalowany z nagła w kadrze. Jego obecność na ekranie pozostaje nieuzasadniona: twórcy przedstawiają nam „They’re Watching” jako horror nakręcony w konwencji znalezionych taśm. Logo aż nadto przypomina czcionkę tytułu nadrukowanego na plakatach „They Live” Johna Carpentera. Tak, Lender i Wright nakręcili horror pełen błędnie podjętych decyzji.

Czytaj dalej Mołdawska farsa, czyli nie zadzieraj z wieśniakiem. [„They’re Watching”, 2016]

Kalifornijska masakra wielką agrafką. [„Killer Workout”, 1987]

         Niunie w stringach zaciągniętych prawie pod same uszy poruszają się w rytm synthpopowych kawałków, prężąc przy tym symetryczne, wyrzeźbione ciała. Od doskonalenia sylwetek nie odciągnie ich nic: ani seksualnie wygłodniali pakerzy topiący spojrzenia w ich poodsłanianych dekoltach, ani nawet grasujący na siłowni maniak, wybijający klientów przy użyciu… agrafki. Tak, „Killer Workout” to gratka dla miłośników filmowego kiczu. Kiczu na sterydach.

kw4

     Panienki w kusym spandeksie z pewnością ucieszą męskie oko. Jeśli zaś preferuje ono inne widoki, zadowolić powinny je sceny z udziałem kulturystów i sztangistów w obcisłych podkoszulkach. Gorgiasz mawiał, że doznania wzrokowe kształtują duszę. „Killer Workout” (czy też „Aerobi-cide”) nie powstał jednak, by zaspokoić pragnienia widza o zapędach filozoficznych. To ociekający erotyzmem slasher, w którym gibkie bohaterki wiją się na podłodze przy aerobach, a umięśnieni bohaterowie toną we własnym pocie przerzucając żelastwo.

Czytaj dalej Kalifornijska masakra wielką agrafką. [„Killer Workout”, 1987]