Archiwa kategorii: Science-fiction

Nastoletnia apokalipsa. [„Viral”, 2016]

     „Viral” w reżyserii Henry’ego Joosta i Ariela Schulmana nie jest filmem wybitnie oryginalnym, o czym świadczy już jego atrakcyjny, lecz mocno inspirowany sztuką H.R. Gigera plakat. Pomimo oczywistych podobieństw, jakie w strukturze scenariusza łączą horror choćby z serialową porażką FX, „The Strain”, nie można mówić o nim jako o „powtórce z rozrywki”. „Viral” tylko powierzchownie sprawia wrażenie wtórnego straszaka.

viral1

     Im więcej czasu spędzimy z Emmą (Sofia Black-D’Elia) i Stacey (Analeigh Tipton), tym bardziej utwierdzimy się w przekonaniu, że ma film z ich udziałem zadatki na kino nienaśladowcze. I choć „Viral” świeżą wizją apokalipsy jest tylko częściowo (twórcy zobligowani są do korzystania z pewnych utartych klisz), kameralność przedstawionej historii wyróżnia się i przykuwa uwagę, a przede wszystkim pozwala złapać oddech przed premierą kolejnej pandemicznej sztampy. „Viral” to film, w którym nie uciekamy przed śmiertelnym wirusem na koniec świata, a kryjemy się przed nim w domowym zaciszu, film, w którym hordy złaknionych krwi bestii nie czyhają na nas w każdym ciemnym zaułku, film, w którym utożsamiamy się z bohaterami – zachowującymi i porozumiewającymi się w sposób naturalny, nieheroiczny. Brakuje projektowi odrobiny więcej dynamizmu, choć należy pamiętać, że nie kręcono go jako standardowy „apocalypse movie”. Koniec końców, także dzięki kilku przyprawiającym o autentyczne ciarki momentom, okazuje się „Viral” horrorem znacznie lepszym i znacznie mniej taśmowym niż poprzednie dzieło duetu Joost-Schulman, „Paranormal Activity 4”.

Czytaj dalej Nastoletnia apokalipsa. [„Viral”, 2016]

Social terror. [„Antisocial”, 2013]

     W „Pulsie”, napisanym przez Wesa Cravena, internauci zaczęli masowo popełniać samobójstwa ku pokrzepieniu nowomilenijnych fobii technologicznych. W zombie horrorze „28 dni później” wybudzony ze śpiączki bohater odkrył, że Ziemia stoi w obliczu apokaliptycznej pandemii, zamieniającej chorych w agresywne monstra. „Antisocial” w reżyserii Cody’ego Calahana stanowi niezborne połączenie obu wymienionych pozycji. To film nakręcony niemal bez żadnej inwencji twórczej, na domiar złego często dający wyraz amatorstwu i niedojrzałości swych wykonawców.

antisoc1

     Grupa studentów celebruje ostatni dzień roku, wyprawiając huczne przyjęcie. Dla niepokornej, chodzącej własnymi ścieżkami Sam (Michelle Mylett w nad wyraz letargicznej kreacji) okazuje się ono doskonałą okazją do zatopienia smutków w alkoholu: kilka godzin temu dziewczyna została porzucona przez ukochanego. Nieoczekiwanie w mieszkaniu imprezowiczów zjawia się nieproszony gość. Mężczyzna przejawia symptomy wścieklizny i zostaje zabity w akcie samoobrony. Media donoszą o podobnych atakach; ich zasięg w zawrotnym tempie obiega cały świat. Żniwa szaleństwa są krwawe i niezliczone. Czy nadciąga koniec świata?

Czytaj dalej Social terror. [„Antisocial”, 2013]

„Shortwave”: strach niesiony falami radiowymi

     Niezależny artysta Ryan Gregory Phillips, twórca komediodramatu „Southern Comfort” (2014) oraz nagradzanego krótkiego metrażu „Meridian” (2011), wydaje nowy film. Zwiastun fantastycznonaukowego thrillera „Shortwave” trafił do sieci i wzbudził spore zainteresowanie wśród kinomanów lubujących się w zaangażowanym, mrocznym kinie.

     Zapowiadany jest drugi pełny metraż Phillipsa jako zmodernizowany, pełen napięcia dreszczowiec psychologiczny. Bohaterowie filmu – Isabel i Josh – tracą jedyne dziecko i popadają w depresję. By ratować chwiejące się małżeństwo, wyruszają do odizolowanego domu w lesie. Jednocześnie robią, co w ich mocy, by odnaleźć zaginionego syna. Udaje im się odebrać tyleż tajemnicze, co niepokojące fale radiowe, które mogą być sygnałem wysłanym z przestrzeni kosmicznej lub nawet z innego wymiaru. Fale oddziałują na Isabel. Kobieta zaczyna doświadczać straszliwych wizji, powracają do niej odległe wspomnienia.

Czytaj dalej „Shortwave”: strach niesiony falami radiowymi

Sandały, półnagie ciała i starogreckie roboty. [„Przygody Herkulesa”, 1983]

              Jeśli nie jesteście w stanie dostrzec walorów kina (nad wyraz) niskobudżetowego, urok co bardziej kiczowatych pozycji z lat 80. spływa po Was jak po kaczce, a pojęcie kampu jest Wam obce, odpuście lekturę niniejszej recenzji. Darować możecie sobie prawdopodobnie też seans „Przygód Herkulesa” Luigiego Cozziego, jako że stanowią one kwintesencję tandety. W roku 1982, gdy powstawały „Przygody…”, Cozzi miał już na swoim reżyserskim koncie kilka niewypałów – w tym „Starcrash”, niefortunną kopię „Gwiezdnych wojen”. Filmowa interpretacja mitu o Heraklesie udała się Włochowi ciut bardziej, choć także uchodzi za niewydarzoną kalkę.

hercules1983robot

     Cozzi kalkuje w „Przygodach…” estetykę gatunku peplum, a częściowo nawet cechy typowe dla kina science-fiction doby lat 50. Jakim cudem film o Herkulesie czerpie z fantastyki naukowej? Otóż tytułowy siłacz toczy w jednej ze scen bitwę z czarnoksiężnikiem Minosem, który włada zdobyczami techniki (!) i przy ich użyciu planuje przejąć władzę nad Ziemią. Ale po kolei… Po śmierci rodziców młody heros próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie; wyrusza więc w podróż. W drodze spotyka wiele osób: niektóre jawią się jako sprzymierzeńcy, inne jako wrogowie, wszystkie są półnagimi kobietami, chcącymi przespać się z mierzącym dwa metry dryblasem. Herkules zakochuje się w jednej z towarzyszek wyprawy, a gdy ta zostaje porwana, rusza jej na ratunek. Nim ponownie weźmie lubą w ramiona, będzie musiał zmierzyć się z antycznymi robotami…

Czytaj dalej Sandały, półnagie ciała i starogreckie roboty. [„Przygody Herkulesa”, 1983]

Gdy człowiek zabawia się w Boga. [„Ex Machina”, 2015]

     Niesamowitym jest fakt, jak odległe obszary kultury jest w stanie zainspirować powieść sprzed ponad stu lat. „Ex Machina”, jeden z lepiej ocenianych filmów ubiegłego roku, to cyberpunkowe odwzorowanie klasyku literatury gotyckiej, „Frankensteina” Mary Shelley. Podobnie jak Kubrick w „2001: Odysei kosmicznej” czy Philip K. Dick w swej prozie, reżyser Alex Garland próbuje odpowiedzieć na pytanie, co czyni człowieka człowiekiem. Pomocna okazuje mu się w tym opowieść o tygodniu z życia przedstawicieli gatunku ludzkiego i mechanicznego.

exmachin1

     Co się stanie, gdy zabawimy się w Boga? Co, kiedy sprowadzeni na manowce etyki postanowimy zaingerować w naturę? Refleksji nad tymi kwestiami nie podejmuje Nathan (Oscar Isaac) – brodaty geniusz cybertechnologii, który zbił miliony na sporządzeniu postępowego oprogramowania. Nie jest on typowym tech-geekiem: tańczy jak profesjonalista, chleje na potęgę, następnie zbija kaca przerzucając żelastwo na siłowni. Co więcej, hipsterzy przy tym aż (nie)miło. Łączy więc w sobie Nathan cechy tak skrajnie odmienne, że można go uznać za nieślubne dziecko Marka Zuckerberga i Adama Drivera z „Tej naszej młodości”. Jeszcze bliższe pokrewieństwo zdaje się go łączyć z Victorem Frankensteinem. Egoistyczny i krótkowzroczny programista gubi się w swojej próżności: wierzy, że posiada całkowitą i bezwzględną kontrolę nad samodzielnie stworzonym humanoidem o sztucznej inteligencji. O tym, jak bardzo się myli, przekona się nie tylko on sam, ale też Caleb (Domhnall Gleeson) – przeprowadzający na robocie test Turinga.

Czytaj dalej Gdy człowiek zabawia się w Boga. [„Ex Machina”, 2015]

W kosmosie, po ludzku. [„Księżyc 44”, 1990]

         Już wkrótce na ekrany światowych kin szturmem wedrze się „Dzień Niepodległości: Odrodzenie”. Z tej okazji warto przypomnieć sobie wcześniejsze pozycje z filmografii Rolanda Emmericha. Na tle wielu ekstrawertycznych, żywiołowych produkcji reżysera najbardziej wyróżnia się „Księżyc 44” – średniobudżetowy thriller science-fiction z początku lat dziewięćdziesiątych. Film jaśnieje dyskretnym blaskiem, jest melancholijny, lecz nie mniej widowiskowy niż późniejsze dzieła Emmericha.

44moon

     Michael Paré („Wioska przeklętych”, „Bone Tomahawk”) występuje tu jako Felix Stone – krnąbrny gliniarz, który pod przykrywką więźnia wysłany zostaje na jeden z zasobnych w bogactwa naturalne księżyców. Ma tam rozwikłać zagadkę zniknięcia promów kosmicznych, które nigdy nie powróciły na Ziemię, a także za wszelką cenę utrzymać działalność kopalni wydobywającej niezbędne minerały. Stone’owi towarzyszą przełożeni (wśród nich major Malcolm McDowell) oraz zastęp prawdziwych kryminalistów. Nikt nie wie, że podający się za skazańca mężczyzna jest w istocie tajnym agentem. Księżyc 44 wywiera na bohaterach autodestrukcyjny wpływ, prowadząc do stopniowego podzielenia załogi. W atmosferze nienawiści rodzi się niezdrowa rywalizacja.

Czytaj dalej W kosmosie, po ludzku. [„Księżyc 44”, 1990]