Archiwa kategorii: Supernatural horror

Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]

     W kościele położonym pośrodku niczego znalezione zostają zwłoki starszej kobiety, która postanowiła odebrać sobie życie. Psychiatra Freyr (Jóhannes Haukur Jóhannesson), okolicę zamieszkujący od niedawna, odkrywa, że samobójczyni miała obsesję na punkcie jego zaginionego synka. W międzyczasie trójka przyjaciół przybywa na odseparowaną od miasta wyspę, by odrestaurować opuszczoną posiadłość i otworzyć w niej pensjonat. Dom przesiąknięty jest nie tylko wilgocią, ale też jakąś kasandryczną tajemnicą. Otaczają go stare nagrobki, co zdaje się niepokoić jedynie Katrín (Anna Gunndís Guðmundsdóttir). Wkrótce zarówno na wyspie, jak i w miasteczku zaczyna dochodzić do nadnaturalnych zdarzeń.

PamietamCie2

     Wyblakłe, mgliste zdjęcia autorstwa Jakoba Ingimundarsona czynią z „Pamiętam cię” horror wspaniale melancholijny. Dziwi fakt, że nie powstało na terenie Islandii więcej filmów grozy: to przecież miejsce, jakiego nie ma nigdzie indziej na świecie, niesamowicie autonomiczne, rzewliwie wyizolowane. Zdjęcia Ingimundarsona wydają się zagadkowe i niejednoznaczne: operator pokazuje nam Islandię piękną, ale utrapioną, rozległą, terytorialnie niezbadaną, ale klaustrofobiczną. Kadry obrazu są tu ciężkie i finezyjne jednocześnie, bo i sam film, pomimo depresyjnej tematyki, jest wytworem wrażliwej duszy.

Czytaj dalej Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]

Reklamy

Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

     Grupa filmowców-amatorów realizuje horror utrzymany w stylistyce found footage. Ma on być jednocześnie pierwszym tego typu filmem grozy nakręconym w technice trójwymiarowej. Pomysł, choć pozbawiony sensu, nie jest tak niedorzeczny, jak decyzja o uczynieniu z nawiedzonego domu planu zdjęciowego. Z upływem kolejnych dni absurdy piętrzą się coraz bardziej. Wreszcie członkowie ekipy realizacyjnej zdają sobie sprawę, że sami stali się bohaterami horroru – i to jak najbardziej rzeczywistego.

ff3d 2

     Niektórzy recenzenci chwalą „Found Footage 3D” za umiejętną żonglerkę metafikcją oraz grozą skrytą pod prześmiewczym płaszczykiem, ale prawda jest taka, że autoironia ma tu jedynie przykryć powierzchowny scenariusz, miałką akcję i bezpłciowość postaci. Fabularzysta-debiutant Steven DeGennaro ewidentnie nie umie pisać historii – ciekawych, a nawet jakkolwiek składnych – ale i tak nie jest to najgorszy zarzut, jaki można mu postawić. Przede wszystkim okazuje się DeGennaro wstrętnym hipokrytą. W wywiadzie dla serwisu HorrorNews.net miał powiedzieć, że nadał swojej pierwocinie aspekt trójwymiarowy dla dobra przedstawionej opowieści, a nie marketingu. To wierutna bzdura: bohaterowie filmu już we wstępie deklarują, że „pierwszy found footage 3D” (sic!) nakręcą tylko po to, by skupić na sobie uwagę mediów. Dokładnie to samo zrobił DeGennaro, choć brakuje mu jaj, by przyznać to wprost.

Czytaj dalej Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

Dom zły. [„Amityville: Przebudzenie”, 2017]

     Po latach „piekiełka” developmentowego oraz kilku re-shootach „Amityville: Przebudzenie” wreszcie zaprezentowany został widzom. Producenci ewidentnie stracili wiarę w swój projekt, przez co w jego jakość zwątpili też fani horroru. Śmiało mogę wszak powiedzieć, że La Scala i członkowie jego załogi zbyt długo grali na zwłokę. „Przebudzenie” nie jest rewolucyjnym filmem grozy – to straszak na wskroś konwencjonalny, niekiedy dość oczywisty. Reżyser Franck Khalfoun obejrzał jednak kilka klasyków o nawiedzonych domach i wie, jakimi metodami straszenia warto dręczyć publikę. Jego film ma w sobie też wystarczająco dużo autoświadomości, by odciąć się od LICZNYCH gniotów, jakie wpisują się w kronikę serii.

AmityvilleTheAwakening02

     Amityville w stanie New Jersey. Nastoletnia Belle (Bella Thorne) wprowadza się do posiadłości położonej przy 112 Ocean Avenue. Matka (Jennifer Jason Leigh) nie powiedziała jej, że przed laty tym położonym w zacisznej okolicy domem wstrząsnęła potworna zbrodnia. Od tego czasu lokalni mieszkańcy uważają, że w okazałej, zaprojektowanej w stylu kolonialnym rezydencji straszą złe duchy. Belle jest wściekła: historię ponurego domostwa poznaje dopiero w szkole, gdzie szybko staje się obiektem plotek i drwin. Dziewczyna podchodzi do sprawy bardzo sceptycznie; nie wierzy bowiem w zjawiska paranormalne. Wszystko zmienia się, gdy jej poszkodowany w wypadku brat, James (Cameron Monaghan), budzi się z wieloletniej śpiączki i zaczyna przejawiać oznaki opętania.

Czytaj dalej Dom zły. [„Amityville: Przebudzenie”, 2017]

„F*cking cuckoo’s nest!” [„Cult of Chucky”, 2017]

     Nina (Fiona Dourif) została oskarżona o zamordowanie swoich krewnych i w rezultacie trafiła do szpitala psychiatrycznego. Ekstremalne metody „leczenia” (w tym terapia elektrowstrząsowa) nie przynoszą pożądanych efektów: kobieta jest pewna, że za zbrodnię odpowiada Chucky (Brad Dourif) – gadająca lalka, opętana przez seryjnego mordercę. Nina zostaje przetransportowana do kliniki w Harrogate, gdzie pacjentami są schizofrenicy i osoby cierpiące na zaburzenia tożsamości. Szpital leży na kompletnym odludziu i kierowany jest przez doktora Foleya (Michael Therriault), który skrywa pewien mroczny sekret. Nina jest dla Foleya szczególnie ważną kuracjuszką – istotną na tyle, że na grupowych sesjach terapeutycznych pojawia się pierwowzór Chucky’ego, wyprodukowany przed laty przez niesławną firmę Good Guys. Doktor chce, by „morderczyni” przeciwstawiła się swoim lękom. I właśnie wtedy w szpitalu zaczyna dochodzić do brutalnych zabójstw.

CultOfChucky3

     Klimatyczne miejsce akcji jest jedną z większych zalet „Cult of Chucky” – siódmego sequela „Child’s Play”. Don Mancini dobrał je bardzo strategicznie: bryzgi krwi wyglądają wspaniale na oślepiająco białych ścianach szpitala usytuowanego pośród śnieżnych krajobrazów. Chlapanie juchą po sterylnych wnętrzach to klisza sama w sobie, choć sam „Cult…” banalny nie jest. Przeciwnie, to horror kakofoniczny, w porównaniu z poprzednimi filmami o Chuckym przejawiający pewien dziwny dysonans. Pierwsze pół godziny rozegrano według schematu kina psychologicznego, a widza zmuszono do główkowania nad sensem prezentowanych zdarzeń. Czy wszystko, co widzimy toczy się tylko w umyśle Niny? Czy Chucky to nic więcej niż chora ułuda bohaterki? Mancini sugeruje, że każdy uczestnik tej makabreski może być mordercą. Wprowadza błędne tropy, ale też niepotrzebne postaci drugoplanowe, które pozbawione są jakiejkolwiek osobowości, a widzów mają jedynie wodzić za nos. Reżyser pogrywa z naszymi oczekiwaniami i dużo ryzykuje – zwłaszcza w absurdalnym, choć ciekawym finale, który wielu fanów uzna zapewne za scenariuszowy fail.

Czytaj dalej „F*cking cuckoo’s nest!” [„Cult of Chucky”, 2017]

„Take the boat, Georgie!” [„To”, 2017]

     Październik 1988 roku. Miasteczko Derry w stanie Maine. Bill (Jaeden Lieberher) wręcza swojemu młodszemu bratu statek wykonany z tektury. Panuje burza, a sroga ulewa daje siedmiolatkowi perspektywę wspaniałej zabawy. Chłopiec z radością obserwuje, jak łódka płynie w dół zalanej deszczem ulicy. Papierowy okręt zatrzymuje się przy wlocie burzowca, gdzie malec poznaje Pennywise’a (Bill Skarsgård), samozwańczego tańczącego klauna. Umalowany na biało mężczyzna o wielkich, zwodniczych oczach kryje się w kanałach ściekowych, co wzbudza niepewność chłopca. Ten niepokój jest w pełni uzasadniony. Już po chwili uśmiechnięty klaun odgryza dziecku rękę i wciąga jego wierzgające, okaleczone ciało do rynsztoka… Osiem miesięcy później Bill, zmagający się z poczuciem winy po śmierci brata, staje się uczestnikiem niewytłumaczalnych zdarzeń. Jemu i grupie bliskich mu przyjaciół zaczyna objawiać się Pennywise – zły klaun, który, jak się okazuje, może być odpowiedzialny za częste zniknięcia mieszkających w Derry dzieci. Wizje z udziałem cyrkowego przebierańca są surrealistyczne i oderwane od rzeczywistości, jednak zawsze uderzają w najgorsze lęki nastolatków. Pennywise chce żywić się strachem swoich ofiar – by potem pożreć ich ciała. Bill i jego towarzysze pokonają potwornego klauna tylko wówczas, gdy przeciwstawią się swym wewnętrznym demonom.

It 2017-05

     Niełatwo jest przenieść na duży ekran książkę liczącą ponad tysiąc sto stron. Pochodzący z Argentyny Andrés Muschietti dotychczas znany był jako reżyser jednego tylko filmu („Mama”, 2013). Adaptując powieść Stephena Kinga, „To”, Muschietti porwał się trochę z motyką na słońce. Sugerowały tak niezliczone głosy kinomanów, a ja sam wtórowałem im za każdym razem, gdy serwisy internetowe donosiły o postępujących pracach nad ekranizacją. „Mama” stanowiła przegląd najprostszych horrorowych motywów; była historią wyjącego z żalu ducha, nawiedzającego parę upiornych dzieci. Gdy parę dni temu wreszcie dorwałem się do „Tego”, Muschietti odbudował się w moim oczach – choć tylko po części. W swoim nowym filmie reżyser stawia na czytelność przekazu wizualnego, którym podkręca tylko karuzelę dreszczy i upiorności. Jego Pennywise to ikona grozy w toku tłoczenia: postać ekspresywna, charyzmatyczna i stylowa. Gdyby Muschietti sprzedawał strach równie rezolutnie, jak obmyśla koncepcje estetyczne, „To” uznałbym prawdopodobnie za horror roku.

Czytaj dalej „Take the boat, Georgie!” [„To”, 2017]

Potwór nad wyraz prawdziwy. [„Smakosz”, 2001]

     Złowieszczy śpiew kruków, przeszywające jęki rozdrażnionych kocurów, rustykalny urok amerykańskich ziem niczyich. Przyroda, ale też żywioł ludzki mają dla Victora Salvy dogmatyczne wręcz znaczenie. W swoim niesławnym „Smakoszu” Salva zmalował portret najwymyślniejszej ponadnaturalnej kreatury horroru nowomilenijnego; co ciekawe, by tego dokonać, posłużył się jednak ekwipunkiem ze wszech miar naturalnym. Jeszcze przed nadrealnym rozwojem sytuacji ekranowych „Smakosz” zwraca uwagę dosłownością scen grozy: ktoś podąża za bohaterami na odludnej drodze, a potem okazuje się mordercą. Miejskie legendy nie biorą się znikąd; zawsze mają w sobie ziarno prawdy.

JeepersCreepers2001-3

     Prawda nie jest sprzymierzeńcem Salvy. Gdy na jaw wyszły ekscesy, jakich reżyser dopuścił się na planie „Domu klownów” (przypomnę: pochodzący z Kalifornii filmowiec molestował seksualnie dwunastoletniego aktora), wielcy Hollywoodu odwrócili się od niego. Jedynie Francis Ford Coppola wciąż oczarowany był talentem Salvy i w efekcie, dekadę później, wykonawczo wyprodukował „Smakosza”. W tym zaskakująco metaforycznym horrorze Salva, przewrotnie, postanowił powiedzieć nam sporo o sobie – wyjawił prawdę, którą wielu wolałoby zamieść pod dywan. Tytułowym potworem – lub, jeśli wolicie, Creeperem – jest sam reżyser, a „Smakosz” dał mu sposobność dokonania egzorcyzmów na własnej przeszłości, na sromotnych błędach i niechcianych skłonnościach. Z jednej ze scen dowiadujemy się, że Smakosz z szemranym entuzjazmem obwąchał brudną bieliznę uroczo chłopięcego Darry’ego, schowaną na tyle jego samochodu. W ten sposób – węchem – przekonał się, na jaką „część” chłopaka miałby największy apetyt. Wysoko cenię sobie wolność twórczą i nie aprobuję nagonki, z jaką Salva walczy od dekad, ale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego niektórzy krytycy postanowili dać mu w kość za „Smakosza”. Nawet ślepiec zauważyłby, jak kontrowersyjna i ryzykowna jest to produkcja, jak cienka bywa w tym filmie granica między fikcją a rzeczywistością.

Czytaj dalej Potwór nad wyraz prawdziwy. [„Smakosz”, 2001]