Archiwa kategorii: Supernatural horror

Karma wraca. [„Don’t Look Back”, 2020]

„Don’t Look Back” – niepotrzebna adaptacja krótkiego metrażu „Good Samaritan” z 2014 roku. Oba filmy napisał i wyreżyserował Jeffrey Reddick, twórca serii „Final Destination”. W obu grupa przypadkowo mijających się w parku egoistów nie pomaga umierającemu mężczyźnie i następnie ginie w zagadkowych okolicznościach, jeden po drugim.

Tegoroczny film, z dwunastu wydłużony do osiemdziesięciu pięciu minut, stanowi marną imitację pierwszej odsłony „Oszukać przeznaczenie”. Pozbawioną wisielczego humoru i na tyle niskobudżetową, że o kreatywnych uśmierceniach nie ma w ogóle mowy. Brakuje też w „Don’t Look Back” twistów narracyjnych, które ubarwiły najsłynniejszy projekt Reddicka – fabuła nie oferuje praktycznie żadnych niespodzianek, choć bohaterowie ulegają makabrycznym zrządzeniom losu. Największym zaskoczeniem okazuje się obecność ekranowego Dwighta Schrute’a w obsadzie, w niczym nieuzasadnionej roli cameo.

Czytaj dalej Karma wraca. [„Don’t Look Back”, 2020]

Blizna. [„Bad Hair”, 2020]

Pod koniec lat siedemdziesiątych dochodzi do przykrego w skutkach wypadku: stosując środek do chemicznego prostowania włosów, małoletnia Anna straszliwie parzy sobie skórę głowy. Teoretycznie przez nieuwagę siostry, ale przede wszystkim winą okazuje się jej nieumiejętność zaakceptowania siebie – dziewczyna marzy o prostej, „nieafrykańskiej” strukturze włosa. Po latach dorosła już Anna (Elle Lorraine) pracuje w branży rozrywkowej. Skryty pod gęstą fryzurą naskórek wciąż nosi na sobie blizny; pobrużdżony jest też obraz samej siebie. Bohaterka szuka zatrudnienia w stacji telewizyjnej, emitującej muzykę rockową – bez powodzenia, bo kojarzona jest raczej ze stylem „miejskim” (od angielskiego urban music, terminu upraszczającego R&B czy hip-hop jako „czarne” melodie). Nie udaje się też Annie zawojować telewizji konkurencyjnej – grającej rhythmandbluesowe trendy Culture. Przynajmniej do czasu. Jedna z kierowniczek stacji daje młódce radę: ma odwiedzić zaprzyjaźniony salon kosmetyczny i tam sprawić sobie nowe, gustowniejsze uczesanie.

Anna ulega wpływom szefowej i trafia do szykownego gabinetu tortur, gdzie nożyce fryzjerskie ustępują miejsca hakom, a włosów się nie strzyże, lecz wbija w skórę. Naturalnie rozgałęzione i bujne pierze pozostają wspomnieniem – teraz głowę Anny zdobi perfekcyjnie prosta, pobłyskująca czupryna w kolorze hebanu. Właśnie tak trzeba żyć! Annie się to uda i już nikt nie stanie dziewczynie na drodze do sukcesu. Jej nieprzyjaciołom życie przecieknie między palcami, w strumieniach krwi.

Czytaj dalej Blizna. [„Bad Hair”, 2020]

Larry szuka przyjaciela. [„Come Play”, 2020]

Jeżeli oglądając „Come Play”, nasuną się Wam skojarzenia z dawnymi filmami Amblina w stylu „Poltergeista”, to nie bez powodu. Emitowany jeszcze w kinach cyber horror Jacoba Chase’a wyprodukowany został przez Amblin Partners – powstałe przed pięcioma laty wspólne przedsięwzięcie Stevena Spielberga i trójki zaprzyjaźnionych producentów (Skoll, Throop, Ambani). Spółka powstała, by promować ideę równości i sprawiedliwości społecznej – to przedstawiciele Amblin Partners odpowiadali za powstanie takich tytułów, jak „Green Book” czy „Zegar czarnoksiężnika”. Drugi z nich, kłaniając się nowo-przygodowym klasykom, powstał jednocześnie ku pochwale inności i mocno wspierał swojego dziecięcego bohatera w drodze do samoakceptacji.

W „Come Play” również poznajemy chłopca borykającego się z ostracyzmem wśród rówieśników. U Olivera (Azhy Robertson) zdiagnozowano zaburzenia ze spektrum autyzmu. Chłopiec nie potrafi mówić, nie spogląda rodzicom w oczy, a wysławia się jedynie za pomocą aplikacji w telefonie. Jest też dojmująco samotny – przynajmniej do czasu. Kiedy w wirtualnym świecie trafia na upiorną książkę o Larrym, demonicznej istocie desperacko poszukującej przyjaciela, otwierają się granice między dwoma wymiarami. Tajemnicza istota zrobi wszystko, by dopiąć swego i już nigdy nie wypuścić Olivera ze swoich kleszczy.

Czytaj dalej Larry szuka przyjaciela. [„Come Play”, 2020]

Stylowy powrót do przeszłości. [„The Mortuary Collection”, 2019]

Nadziwić się nie mogę nad „The Mortuary Collection” niejakiego Ryana Spindella. W teorii prosta antologia grozy o mało zachęcającym plakacie i miałkim sloganie reklamowym („Every corpse has a story”) okazuje się czymś więcej i sprawia ogrom frajdy. Spindell wykorzystuje w filmie swój ciepło przyjęty short („The Babysitter Murders” sprzed pięciu lat) i osnuwa wokół niego garść opowiastek z dreszczykiem – niby w duchu gateway horroru, ale jednak z odpowiednią dawką makabry.

Jest tu więc, poza humorem i dziecięcymi bohaterami, miejsce dla cielesnego rozpadu oraz gejzerów krwi, a także szczypta seksu. Ostatni segment zaaranżowano na modłę slasherów z lat osiemdziesiątych – „The Mortuary Collection” w ogóle pomyślany został jako utopiony w stylistyce retro. Pomaga filmowi jego kontrast względem innych współczesnych antologii: całość wyreżyserował jeden i ten sam twórca (a nie dwudziestu siedmiu, jak w „ABCs of Death”), dzięki czemu udało się wypracować jednolity ton. Nie ma tu złych „nowelek”; całość budzi wspominki po straszakach Amicusa, a Clancy Brown, jako teatralny grabarz Montgomery Dark, tworzy kreację à la Vincent Price w swoich złotych latach.

Czytaj dalej Stylowy powrót do przeszłości. [„The Mortuary Collection”, 2019]

Being woke is no joke. [„Szkoła czarownic: Dziedzictwo”, 2020]

Wiosną 1996 roku na ekranach kin zadebiutowała „Szkoła czarownic” – film o nękaniu rówieśników, nastoletniej agresji i wykluczeniu społecznym. Pod płaszczykiem młodzieżowego horroru fantasy przemycono w nim bardzo uniwersalne treści, przez co jego kultowość nie powinna szczególnie dziwić. Z kultowymi treściami tak już bywa, że z reguły doczekują się kontynuacji lub reinterpretacji. Do tytułowej szkoły postanowiła wrócić reżyserka Zoe Lister-Jones i przyznać trzeba, że jej film ma charakter lekcji – bardzo jednak wielu widzom potrzebnej. Na „Szkole czarownic: Dziedzictwie” można się, owszem, bawić, ale wcale nie odbiera jej to moralizującego tonu i dydaktycznych korzyści.

Film Lister-Jones to zupełnie inny „The Craft” i zupełnie nowe spojrzenie na tematykę okultyzmu, kobiecej magii. Nie ma się co dziwić. Zmienił się nastrój polityczny; żyjemy w innym, niekoniecznie lepszym świecie. Polowania na „czarownice”, w latach dziewięćdziesiątych praktykowane rzadziej i rzadziej, dziś wracają do łask – w Stanach, w Polsce, nie tylko. „Szkoła…” z 1996 roku była teen horrorem o bullyingu, którego zjawisko uległo tak naprawdę dodatkowej ekspansji: bo nienawiść jest nieśmiertelna i nigdy nie wychodzi z mody, jest wpisana w DNA człowieka. W czasach nasilonego hejtu, a właściwie eksplozji wrogości musiał powstać film, którego motto brzmi: „odmienność jest twoją siłą”. Tak naprawdę wypuszczono ich ostatnio kilka: między innymi „Spiral” i „Antebellum”.

Czytaj dalej Being woke is no joke. [„Szkoła czarownic: Dziedzictwo”, 2020]

Every house has a story. [„They Live Inside Us”, 2020]

Siedział facet przy stylowym biurku i pisał scenariusze złych horrorów. Tak można podsumować fabułę „They Live Inside Us” – debiutanckiej pełnometrażówki Michaela Ballifa. W filmie dzieje się wprawdzie ciut więcej i nie jest on tak statyczny, jak powyższy opis wskazuje, ale też nie mówimy tu o stu minutach wysokooktanowej rozrywki. „They Live Inside Us” cierpi z powodu niedostatków budżetowych, bo kręcony był przez Ballifa za jego własne pieniądze. Kilku aktorów wykonało tu dobrą robotę, a pozostali – mniej. W kilku scenach po plecach przebiega dreszcz żenady, ale ogółem film sprawdza się jako sezonowy horror.

James Morris występuje w filmie jako Jake – młody ojciec, który spędza halloweenową noc w nawiedzonym domu, wraz z córką Dani. Mężczyzna, amatorski scriptwriter, rozdarty jest między pasją pisania a miłością do niepełnosprawnego dziecka – wymagającego ciągłej pomocy. Jake przechodzi kryzys twórczy; w najupiorniejszych warunkach będzie liczył na nagły zastrzyk inspiracji. Jednak w spowitej pajęczyną posiadłości, rzekomo zamieszkanej przez duchy, jego problemy ulegną tylko paranormalnej ekspansji. Kolejne szkice w notatniku scenarzysty mają charakter antologicznej opowieści.

Czytaj dalej Every house has a story. [„They Live Inside Us”, 2020]