Wszystkie wpisy, których autorem jest Albert Nowicki

Fan horroru, recenzent. Nie mam na imię Śmierć.

„He gets in your head like a virus”. [„Slender Man”, 2018]

     Kto by pomyślał, że po napisaniu tak mrocznego, przejmującego thrillera, jakim był „Elle”, David Birke rozpocznie prace nad ekranizacją creepypasty. Na filmowego „Slender Mana” swego czasu czekały wszystkie czternastolatki. Poczekały rok, dwa lata, wreszcie pięć wiosen. Teraz są u progu dorosłości i horror bazujący na internetowym, w dodatku przestarzałym, fenomenie być może już ich nie interesuje… Mnie rajcował średnio, ale postanowiłem dać mu szansę, pomimo kiepskiego reżysera za sterami (Sylvain White − „Koszmar kolejnego lata”). Swojej decyzji żałuję.

SlenderM2

     Fabuła filmu jest szczątkowa, a scenariusz nie obfituje w znaczące wydarzenia. Wren (Joey King) obserwuje, jak jej szkolne koleżanki przepadają bez śladu lub tracą zmysły. Za wszystko odpowiada tytułowy Slender Man − supernaturalny upiór, który żywi się strachem i obsesją swoich ofiar. Wywołać można go dzięki przypadkowemu klipowi wideo, wesoło hulającemu po serwisach streamingowych. Straszliwa istota o nieludzko długich ramionach objawia się w lasach, przy cmentarzach, a czasem też w snach. Kto się przed nią nie schowa, ten ma przewalone.

Czytaj dalej „He gets in your head like a virus”. [„Slender Man”, 2018]

Reklamy

Zakazany owoc. [„Fatum Elizabeth”, 2018]

     Piękna, choć naiwna Elizabeth (Abbey Lee, „Neon Demon”) zamieszkuje w posiadłości świeżo poślubionego męża-noblisty (Ciarán Hinds). Nie jest to zwyczajny dom, a ociekający bogactwem i nowoczesnością pałac. Henry obsypuje dużo młodszą małżonkę biżuterią, drogimi kreacjami i wszystkim, czego mogłaby zapragnąć. Prosi ją tylko o jedno: by nie schodziła do piwnicy, gdzie znajduje się jego biuro − niedostępne dla nikogo poza nim samym. Miesiąc miodowy przerywa nagły wyjazd mężczyzny w podróż służbową. Znudzona i osamotniona Elizabeth łamie przyrzeczenie i postanawia odkryć, co znajduje się za tajemniczymi drzwiami.

ElizabethHarvest2

     Reżyserem „Fatum Elizabeth” jest Sebastian Gutierrez, autor scenariuszy do „Gothiki” i hollywoodzkiego remake’u „Oka”. Jego najnowszy projekt garściami czerpie z mrocznej baśni Charlesa Perraulta, „Sinobrodego”. „Opowieść o Sinobrodym zawsze mnie fascynowała i zarazem, w równym stopniu, przerażała” − powiedział Gutierrez przed premierą filmu na tegorocznym festiwalu SXSW. Historię uwspółcześniono, choćby barokowe zamczysko podmieniając na willę zbudowaną w stylu high-tech. „Fatum Elizabeth”, faktycznie, mogłoby przerażać, bo traktuje o zawiedzionym zaufaniu i niebezpieczeństwach wynikających z ciekawości (to przecież pierwszy stopień do piekła). Film okazuje się jednak zbyt sterylny i powolny w swym tempie. W scenariuszu dużo uwagi poświęcono pytaniu „kim jesteśmy?” oraz powierzchownym rozmowom o pochodzeniu życia. Tematy to co najmniej trudne. Kolejne dylematy znajdują wprawdzie swoje odpowiedzi − inaczej zabrakłoby morału − ale droga do ich rozwikłania nie jest zbyt ciekawa, bo często zbiera się bohaterom na pseudofilozoficzne bajdurzenie.

Czytaj dalej Zakazany owoc. [„Fatum Elizabeth”, 2018]

„Some have even tried to stop him. No one can”. [„Piątek, trzynastego VII: Nowa krew”, 1988]

     Nie wszyscy znają tę historię, nad czym szczerze ubolewam. Siódma odsłona „Piątku, trzynastego” miała okazać się prawdziwą rewolucją, a współproducentka Barbara Sachs po cichu liczyła nawet, że dzięki ambitnym zapędom zgarnie Oscara. W okresie preprodukcji na reżysera typowano… Federico Felliniego. Wait, what? − zapytacie. To nie żart: zanim uczyniono z „Piątku, trzynastego VII” kolejną opowieść o krwawym melanżu, wieleż to konceptów próbowano dopasować do profilu Jasona Voorheesa i miejsca, w którym rozwija on swoją morderczą pasję. Planowano, że tereny okalające Crystal Lake, nie bacząc na sprzeciwy, zajmie spółka deweloperska, a wątek zamaskowanego mordercy zgrabnie zacieśni się z jakże literackim motywem zbrodni i kary. Finalnie postawiono jednak na cycki i czerwoną farbę. To prosty i bezpieczny przepis na film − bo w niektórych przypadkach lepiej zanadto nie kombinować. Grindhouse nie zawarł paktu z art-housem, a Felliniego postanowiono nie kłopotać wstydliwym telefonem. Wykreowany przez Johna Carla Buechlera świat nie podlega może prawom poetyckiej wyobraźni, ale miejscem akcji jest co najmniej ciekawym. Przyciężkie telewizory latają tu dzięki sile umysłu, a kable elektryczne żyją wężym życiem.

FridayThe13thPartVII-5

     „Piątek, trzynastego VII: Nowa krew”, pomimo namacalnej tandety, nie uwłacza upodobaniom horror-buffów. Przynajmniej tych prawdziwych, których nie zażenuje byle film klasy „B”. Struktura fabularna (Jason mierzy się z quasi-kingowską bohaterką) sprawia, że nikogo sequel Buechlera nie znudzi. Nasza Carrie White ma na imię Tina Shepard i włada telekinezą sprawniej niż Voorhees macha maczetą. Nadnaturalne zdolności dziewczyny sprawiają, że Jason okładany jest latającymi przedmiotami użytku domowego oraz podduszany przez ożywione gałęzie leśne (skojarzenia z „Evil Dead” schowajcie jednak do kieszeni − żaden z Buechlera Raimi). Równie kampowy okazuje się finał: grana przez Lar Park Lincoln nastolatka w ciężkim szoku obserwuje, jak jej ojciec-topielec powraca z zaświatów i pokazuje Jasonowi, gdzie jego miejsce. Film ogląda się jednym tchem, bez żadnego bólu, a i z technicznego punktu widzenia nie można mu wiele zarzucić. Podwodne ujęcia na nagą Heidi Kozak nie tylko szargają nasze nerwy, ale też przypominają o geniuszu spielbergowskich „Szczęk” − i same składają się na scenę co najmniej przemyślaną.

Czytaj dalej „Some have even tried to stop him. No one can”. [„Piątek, trzynastego VII: Nowa krew”, 1988]

„This world is no place for broken things”. [„The Hollow Child”, 2017]

     Mała Olivia (Hannah Cheramy) wiedzie beztroskie życie. Kochający rodzice i przyszywana siostra dbają o jej szczęście na każdym kroku. Gdy jednak pewnego wieczoru dziewczynka przepada w pobliskim lesie, nad jej domem zawisają czarne chmury. O cały wypadek obwiniana jest Samantha (Jessica McLeod), która lubi szlajać się po mieście z najlepszą kumpelą i niekiedy przymyka oko na podopieczną Olivię. Trzy dni i hektolitry przelanych łez później kilkulatka zjawia się z powrotem − jakby nigdy nic. Sam wie jednak, że, pomimo podobieństwa, istota, która wróciła z lasu to nie jej młodsza siostra.

HollowChild2

     „The Hollow Child” stanowi horrorową pierwocinę Jeremy’ego Luttera; jest też jego debiutem pełnometrażowym. Lutter eksperymentował w przeszłości z grozą i komedią, lecz horroru w najbardziej tradycyjnej definicji nigdy dotąd nie nakręcił. Są jego pierwsze kroki na tym polu całkiem udane. Shorty w reżyserii Kanadyjczyka nie przykuły wcześniej mojej uwagi, a być może warto się z nimi zapoznać. „The Hollow Child” to film relatywnie przewidywalny, za to trzymający w napięciu, stale podsycający w widzu zainteresowanie. Klimatem przypomina zarówno prozę Stephena Kinga, jak i straszaki folklorystyczne à la „The Witch”.

Czytaj dalej „This world is no place for broken things”. [„The Hollow Child”, 2017]

„I’m not fucking crazy!” [„Niepoczytalna”, 2018]

     Kto by pomyślał, że Steven Soderbergh − laureat Oscara, twórca „Seksu, kłamstw i kaset wideo” − wyrośnie nam na prawdziwego maestra kina klasy „B”. Jego produkcjami były najczęściej filmy pierwszoligowe, obliczone pod sukces („Ocean’s Eleven”, „Erin Brockovich”), a samego Soderbergha określono wreszcie, bardzo wdzięcznie, jako „critical darling” − faworyta krytyków. Najnowszy twór reżysera, horror psychologiczny „Niepoczytalna”, też spotkał się z ciepłym przyjęciem, mimo że jego powiązanie z B-klasową gałęzią kina gatunkowego jest niezaprzeczalne.

Unsane2.jpg

     Historia przedstawiona w „Niepoczytalnej” jest dość prosta − zaakcentować należy jednak przysłówek „dość”. Film zbudowano na podłożu dobrze znanych konwencji, a i tak potrafi on zaskakiwać. Sawyer Valentini (Claire Foy) wbrew własnej woli zostaje zamknięta w klinice psychiatrycznej. Chce wytłumaczyć, że zaszło nieporozumienie, ale wszelkie próby nawiązania kontaktu z personelem kończą się fiaskiem: nikt nie odpowiada nawet na podstawowe pytania bohaterki. Na miejscu Sawyer zmierzy się ze swoimi lękami. Pytanie tylko, czy aby nie są one urojone?

Czytaj dalej „I’m not fucking crazy!” [„Niepoczytalna”, 2018]

Niezły młyn. [„Endless”, 2017]

     Aaron i Justin byli przed laty członkami sekty. Udało im się wyrwać spod kontroli przywódców i zaczęli normalne życie w dużym mieście. Ciężka przeszłość wywarła jednak piętno na ich psychice. Teraz bracia otrzymują tajemnicze nagranie video, wysłane przez dawną przyjaciółkę. By rozszyfrować jego znaczenie, bohaterowie muszą powrócić na stare śmieci. To, co spotka ich w położonej na pustkowiu wiosce, niejednemu zjeżyłoby włos na głowie…

Endless2

     Wielokropek nie sugeruje, że zostają bohaterowie świadkami straszliwych zdarzeń. „Endless”, jak na horror, nie jest straszny − niemal zupełnie też nie intryguje. Pomysł na film wydaje się świeży i niekonwencjonalny: w scenariuszu nie brakuje ostrych, zaskakujących zakrętów, za każdym z nich stoi zaś znak zapytania. Aaron Moorhead i Justin Benson − twórcy świetnego „Spring” − uderzają w lovecraftowskie klimaty oraz z upodobaniem epatują nas enigmą. Powinien więc „Endless” okazać się horrorem ciekawym − z punktu fabularnego i wizualnego − ale tak nie jest. Cytaty z Lovecrafta to ładne ozdobniki, które nie budują filmu narratorsko: są wzniosłe, lecz puste. Brakuje też projektowi hipnotyzującej finezji, która ze „Spring” uczyniła mocne osiągnięcie horrorowego art-house’u.

Czytaj dalej Niezły młyn. [„Endless”, 2017]