Archiwa kategorii: Thrillery

Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]

     W kościele położonym pośrodku niczego znalezione zostają zwłoki starszej kobiety, która postanowiła odebrać sobie życie. Psychiatra Freyr (Jóhannes Haukur Jóhannesson), okolicę zamieszkujący od niedawna, odkrywa, że samobójczyni miała obsesję na punkcie jego zaginionego synka. W międzyczasie trójka przyjaciół przybywa na odseparowaną od miasta wyspę, by odrestaurować opuszczoną posiadłość i otworzyć w niej pensjonat. Dom przesiąknięty jest nie tylko wilgocią, ale też jakąś kasandryczną tajemnicą. Otaczają go stare nagrobki, co zdaje się niepokoić jedynie Katrín (Anna Gunndís Guðmundsdóttir). Wkrótce zarówno na wyspie, jak i w miasteczku zaczyna dochodzić do nadnaturalnych zdarzeń.

PamietamCie2

     Wyblakłe, mgliste zdjęcia autorstwa Jakoba Ingimundarsona czynią z „Pamiętam cię” horror wspaniale melancholijny. Dziwi fakt, że nie powstało na terenie Islandii więcej filmów grozy: to przecież miejsce, jakiego nie ma nigdzie indziej na świecie, niesamowicie autonomiczne, rzewliwie wyizolowane. Zdjęcia Ingimundarsona wydają się zagadkowe i niejednoznaczne: operator pokazuje nam Islandię piękną, ale utrapioną, rozległą, terytorialnie niezbadaną, ale klaustrofobiczną. Kadry obrazu są tu ciężkie i finezyjne jednocześnie, bo i sam film, pomimo depresyjnej tematyki, jest wytworem wrażliwej duszy.

Czytaj dalej Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]

Reklamy

Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

     Rok 2004 nie zapisał się w kartach filmowego horroru jako szczególnie pamiętny. Gdzieś pomiędzy „Krwawą masakrą w Hollywood” Tobiego Hoopera a kingowską „Jazdą na kuli” do kin wszedł jednak tytuł, który z perspektywy lat jawi się jako fenomen – przynajmniej we własnej specyfice. Niskobudżetowy „Hellbent” w reżyserii Paula Etheredge’a-Ouztsa dumnie zapowiadany był jako pierwszy slasher o tematyce gejowskiej. To przodownictwo jest kwestią dyskusyjną; choćby „Blady strach” (2003) wyprzedzał wydany przez here! projekt zarówno na gruncie podgatunkowym, jak i tematycznym. Dziś w obrębie queer horroru „Hellbent” pozostaje bodajże najbardziej cenionym dokonaniem. Dr. Claire Sisco King napisała na jego temat 21-stronicową pracę naukową. Etheredge powiedział kiedyś, że „filmy stanowią odzwierciedlenie kultury, w jakiej się je tworzy”. I faktycznie, „Hellbent” przepojony jest kulturą queer – w najlepszym tych słów znaczeniu.

Hellbent01

     Jeszcze przed wejściem na plan zdjęciowy Etheredge zadeklarował, że w jego filmie pojawią się upiory, motocykliści, kajdanki, ostre imprezy i słodki seks. Gdyby akcję „Hellbent” osadzono w Boreville w stanie Nebraska, reżyser mógłby nie sprostać temu zadaniu. Na szczęście bohaterami filmu są mieszkańcy gejowskiej stolicy Los Angeles. W halloweenową noc grupa atrakcyjnych przyjaciół wybiera się do jednego z najgorętszych klubów w West Hollywood. Wszyscy są napaleni, spijają litry alkoholu i bawią się, jakby nie było jutra. Szampańskim swawolom przygląda się Diabeł z gołym torsem, w ręku trzymający piekielnie ostry sierp.

Czytaj dalej Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

Łomot, łomot, łomot tępy. [„Shortwave”, 2016]

     Josh i Isabel mieszkają w inteligentnym domu, wyposażonym w różnorakie instalacje sterujące i zabezpieczające. Budynek położony jest na oddalonych od miasta, zielonych wzgórzach, przez co małżeństwo ma ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Isabel bardzo cieszy ten fakt: kobieta zmaga się z depresją, spowodowaną porwaniem jedynej córki. Tymczasem Josh prowadzi na odludziu badania nad pochodzeniem fal dekametrowych. Fale krótkie zaczynają oddziaływać na jego żonę, która dryfuje niejako w czasoprzestrzeni zawieszonej pomiędzy tym, co realne i wyśnione. Sukcesy Josha na polu naukowym idą w parze z rozpadem jego małżeństwa.

Shortwave2

     O „Shortwave” w reżyserii Ryana Gregory’ego Phillipsa po raz pierwszy usłyszałem rok temu. Producenci wyprawili film w imponującą trasę festiwalową, zgarniając przy okazji dziesiątki nagród i nominacji. Pierwsze fotosy promocyjne sugerowały, że okaże się „Shortwave” dziełem wysmakowanym stylistycznie, wykonanym artystyczną ręką. Te prognozy spełniły się jak najbardziej, ale ładne kadry i gustowna scenografia nie czynią z pierwociny Phillipsa filmu kompleksowo udanego.

Czytaj dalej Łomot, łomot, łomot tępy. [„Shortwave”, 2016]

More trick than treat. [„The Houses October Built 2”, 2017]

     Parę lat temu, finalizując recenzję offowego horroru „The Houses October Built”, pisałem: „Droga do mety sprawia więcej radości niż sam finał filmu, jest doskonale rozplanowana w czasie, zręcznie wyreżyserowana.” Bohaterów swojego debiutu fabularnego reżyser Bobby Roe najpierw przeprawił przez złowieszcze Domy Strachu, a potem, w wielkim finale – UWAGA, SPOILER! – postanowił ich ukatrupić. Zakończenie jeżyło włos na głowie, bo dowodziło tezie, że ciekawość, faktycznie, bywa pierwszym stopniem do piekła. Zaskakiwał jednak fakt, że to tournée po upiornych lunaparkach najbardziej działało na korzyść filmu. W „The Houses October Built” Roe opiewał uroki jesieni, wraz z jej chłodem i pewnym niewymownym zasępieniem. Nie nakręcił arcydzieła, ale horror bystry, odpowiednio mroczny, dyplomatycznie karmiący widzów strachem.

TheHousesOctoberBuilt2-2017-05

     Jakież było moje rozczarowanie, kiedy parę miesięcy temu ogłoszono, że bohaterowie tego nienagannego horroru przywróceni zostaną do życia w sequelu. Roe wykoncypował sobie, że Brandy, Zack i ich towarzysze raz jeszcze wyruszą w trasę po Ameryce – tym razem jako „zmartwychwstali” celebryci. Ich śmierć w pierwszym „The Houses October Built” była upozorowana, a oni sami, dzięki kamerom, które towarzyszyły im w trumnach, stali się gwiazdami YouTube’a. W skrócie: mrożący krew w żyłach finał „Houses…” okazał się bujdą na resorach.

Czytaj dalej More trick than treat. [„The Houses October Built 2”, 2017]

Potwór nad wyraz prawdziwy. [„Smakosz”, 2001]

     Złowieszczy śpiew kruków, przeszywające jęki rozdrażnionych kocurów, rustykalny urok amerykańskich ziem niczyich. Przyroda, ale też żywioł ludzki mają dla Victora Salvy dogmatyczne wręcz znaczenie. W swoim niesławnym „Smakoszu” Salva zmalował portret najwymyślniejszej ponadnaturalnej kreatury horroru nowomilenijnego; co ciekawe, by tego dokonać, posłużył się jednak ekwipunkiem ze wszech miar naturalnym. Jeszcze przed nadrealnym rozwojem sytuacji ekranowych „Smakosz” zwraca uwagę dosłownością scen grozy: ktoś podąża za bohaterami na odludnej drodze, a potem okazuje się mordercą. Miejskie legendy nie biorą się znikąd; zawsze mają w sobie ziarno prawdy.

JeepersCreepers2001-3

     Prawda nie jest sprzymierzeńcem Salvy. Gdy na jaw wyszły ekscesy, jakich reżyser dopuścił się na planie „Domu klownów” (przypomnę: pochodzący z Kalifornii filmowiec molestował seksualnie dwunastoletniego aktora), wielcy Hollywoodu odwrócili się od niego. Jedynie Francis Ford Coppola wciąż oczarowany był talentem Salvy i w efekcie, dekadę później, wykonawczo wyprodukował „Smakosza”. W tym zaskakująco metaforycznym horrorze Salva, przewrotnie, postanowił powiedzieć nam sporo o sobie – wyjawił prawdę, którą wielu wolałoby zamieść pod dywan. Tytułowym potworem – lub, jeśli wolicie, Creeperem – jest sam reżyser, a „Smakosz” dał mu sposobność dokonania egzorcyzmów na własnej przeszłości, na sromotnych błędach i niechcianych skłonnościach. Z jednej ze scen dowiadujemy się, że Smakosz z szemranym entuzjazmem obwąchał brudną bieliznę uroczo chłopięcego Darry’ego, schowaną na tyle jego samochodu. W ten sposób – węchem – przekonał się, na jaką „część” chłopaka miałby największy apetyt. Wysoko cenię sobie wolność twórczą i nie aprobuję nagonki, z jaką Salva walczy od dekad, ale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego niektórzy krytycy postanowili dać mu w kość za „Smakosza”. Nawet ślepiec zauważyłby, jak kontrowersyjna i ryzykowna jest to produkcja, jak cienka bywa w tym filmie granica między fikcją a rzeczywistością.

Czytaj dalej Potwór nad wyraz prawdziwy. [„Smakosz”, 2001]

Giallo kryształowe. [„Ptak o kryształowym upierzeniu”, 1970]

     Rzym. Pochodzący z Ameryki pisarz, Sam Dalmas (Tony Musante), przechadza się ulicami wieczorową porą. Nagle zostaje świadkiem brutalnej szarpaniny: w galerii sztuki rudowłosa kobieta atakowana jest przez mężczyznę w czarnych rękawiczkach i wielkich, ciemnych okularach. Ofiara, choć dźgnięta nożem, nie odnosi większych obrażeń. Sam zmuszony zostaje jednak do pozostania we Włoszech: jego plany powrotu za ocean spalają na panewce, a on sam, jako świadek nagłośnionego przez media przestępstwa, trafia w sam środek kryminalnej łamigłówki. Sam jest coraz bardziej zaintrygowany poszukiwaniami miejskiego rzeźnika. Wpada nawet na trop krwawego malowidła, które może pomóc w ustaleniu tożsamości zbrodniarza. Im bliżej jest rozwiązania niebezpiecznej zagadki, tym większe są szanse, że zamordowana zostanie jego ukochana, Giulia (Suzy Kendall).

TheBirdWithCrystalPlumage1

     „Ptak o kryształowym upierzeniu”. Niezłomny klasyk horroru włoskiego, który od lat rozkochuje kolejne pokolenia kinomanów w twórczości Dario Argento. Kiedyś pochodzący z Wiecznego Miasta maestro grozy uznawany był za geniusza, zresztą nie bez powodu. Scenariusz „Ptaka” Argento napisał w trakcie pięciu dni. Najnowsze jego dokonania nie przyprawiają już o zawrót głowy – prędzej powodują ciężkie nudności i krwawienie oczu… Pomijając jednak kwestię obecnej formy artystycznej reżysera, nie da się zaprzeczyć, że ma on za sobą piękną karierę. „Ptak o kryształowym upierzeniu” to nie tylko film godny podziwu – to jeden z najlepszych debiutów pełnometrażowych w historii.

Czytaj dalej Giallo kryształowe. [„Ptak o kryształowym upierzeniu”, 1970]