Archiwa kategorii: Thrillery

Gdzie jest Billy, gdy go potrzebujemy? [„Czarne święta”, 2019]

     Remake „Czarnych świąt” od początku wzbudzał gorące emocje, a kiedy okazało się, że MPAA przyznało mu kategorię wiekową PG-13, w internecie wręcz zawrzało. W niczym nie pomogły tłumaczenia reżyserki, Sophii Takal, twierdzącej, że dzięki okrojonej przemocy film trafi do szerszej grupy demograficznej. Nie, bo „Czarne święta” od początku pomyślane były jako slasher, a w swojej odświeżonej wersji przypisane zostały również do nurtu rape and revenge. Czy horror powstały na kanwie grindhouse’owej eksploatacji można opowiedzieć bez przelania kropelki krwi na ekranie? Tak, ale dużo on na tym straci.

BlackChristmas3

     Ponad dziesięć lat temu z podobnym dylematem zmierzyli się twórcy „Balu maturalnego”: też chcieli zaprezentować swój slasher jak największej ilości widzów, więc poszli w stronę „młodzieżowej” grozy rodem z ramówki MTV. Film poniósł klęskę i nie spodobał się praktycznie nikomu. „Czarne święta” to stalk n’ slash lepszy, ale nieznacznie. Takal chciała zadowolić wszystkich, a ostatecznie wielu widzów jedynie wkurzyła. Nakręciła horror–opowieść ku przestrodze, wierząc, że trafi w gusta młodocianej publiczności. Z tego powodu wycięto z „Czarnych świąt” większość krwawych scen. Twórcy zapomnieli, że w 2019 roku brutalny content znajduje się na wyciągnięcie ręki każdego trzynastolatka ze smartfonem (czyli po prostu każdego 13-latka).

Czytaj dalej Gdzie jest Billy, gdy go potrzebujemy? [„Czarne święta”, 2019]

Fritz Honka kontra świat. [„Złota Rękawiczka”, 2019]

     Fritz Honka był nieobliczalnym zabójcą, przed którym w latach siedemdziesiątych drżały kobiety z Hamburga. Mężczyzna nie stronił od mocnych alkoholi i chętnie odwiedzał lokalny bar, mieszczący się w dzielnicy czerwonych latarni. Poznawał tam starsze prostytutki, które zwabiał potem do swej meliny – wiele z nich już nigdy jej nie opuściło. Historię straszliwych zbrodni opisał w książce „Der goldene Handschuh” Heinz Strunk, a na jej podstawie powstał film Fatiha Akina o tym samym tytule, w którym zdeprawowanego mordercę gra Jonas Dassler.

GoldenGlove2

     Nie jest tajemnicą, że Honka wyładowywał na kobietach swoje frustracje, wynikające z niskiego wzrostu, impotencji i karykaturalnej brzydoty. Z kolei Dassler to konwencjonalnie przystojny aktor, któremu z łatwością można nadać łatkę amanta. Trzeba przyznać, że charakteryzatorzy, pracujący z Akinem, spisali się na medal. Twarz 23-letniego Dasslera postarzała się o jakieś dwie dekady; oszpecono ją połamanym, kartoflanym nosem i zepsutym, hakowatym uzębieniem. Bulasty garb upodabnia zaś Honkę do Dzwonnika z Notre-Dame. Imponuje też w „Złotej Rękawiczce” przestrzeń planu zdjęciowego, skrupulatnie wystrojona, by mogła przypominać wszystkie te miejsca, w których bywał w przeszłości morderca. Choć może „wystrój” to kiepsko dobrane słowo. Akin zamyka nas w dusznych, ciasnych pomieszczeniach, gdzie unosi się fetor porozwalanych na podłodze butelek, płynów ustrojowych, sforsowanych ciał. Dziewięćdziesiąt procent filmu toczy się między ścianami, z których brud zeskrobać można co najwyżej łopatą.

Czytaj dalej Fritz Honka kontra świat. [„Złota Rękawiczka”, 2019]

Have yourself a bloody little Christmas. [„Czarne święta”, 1974]

     Wśród bożonarodzeniowych horrorów nie znajdziemy wielu perełek. Po latach wciąż trzyma w napięciu segment „…And All Through the House” w „Opowieściach z krypty” Freddiego Francisa; dobrze ogląda się też „Krampusa. Ducha Świąt”. Na każdy solidny film przypada jednak dziesięć „Jacków Frostów”. Nim wigilijne kino grozy stało się synonimem groteski i kiczu, powstała produkcja, która do dziś spędza widzom świąteczny sen z powiek, a niektórych przeraża bez reszty. „Czarne święta”, bo o nich mowa, to świetnie zrealizowany, ponadczasowy horror, który czterdzieści pięć lat po swojej premierze nie zestarzał się prawie w ogóle.

BlackChristmas1974-2

     Siłą „Czarnych świąt” są tradycyjne wartości reżysera Boba Clarka. Ceni on sobie suspens w starym wydaniu, a krzykliwego szastania efektami gore unika jak ognia. Poznajemy grupę zżytych ze sobą studentek, które mieszkają razem w żeńskim akademiku. Już w pierwszej scenie wprowadzeni zostajemy w sam środek upiornej intrygi: ktoś obserwuje dziewczęta zza okna, dyszy głęboko i obsesyjnie, wreszcie zakrada się do jednej z sypialni. Uczennice z siostrzanego stowarzyszenia otrzymują obsceniczne telefony od nieznanego mężczyzny. Nie wiedzą, że na ich strychu ukrywa się maniakalny morderca.

Czytaj dalej Have yourself a bloody little Christmas. [„Czarne święta”, 1974]

Podwodna walka. [„47 Meters Down: Uncaged”, 2019]

     Szał na „mokre” survival horrory trwa w najlepsze. Niedługo po „Pełzającej śmierci” ukazał się kolejny film o ataku drapieżnego, wodnego predatora i choć jego intryga jest – co tu dużo mówić – dużo głupsza, całość podpiąć można pod rozrywkę typu „guilty pleasure”. „47 Meters Down: Uncaged” to zupełnie niepotrzebny sequel „Podwodnej pułapki”, w którym cztery nastolatki odkrywają… ukryte pod morską taflą miasto Majów. Ruiny nie zostały jeszcze zbadane przez archeologów, a dziewczęta nie wiedzą, że po zgliszczach krąży wielki, pozbawiony wzroku rekin, który dostosował się do życia w ciemności.

47MDU2

     Film bywa absolutnie niedorzeczny, co swoje apogeum osiąga zwłaszcza w wywołującym salwy śmiechu finale. Bywa nieznośnie wtórny, a na pewno mniej klaustrofobiczny niż „Podwodna pułapka”. Roberts podmienia suspens na gwałtowną akcję, przez co sequel nie może pochwalić się atmosferą beznadziei i izolacji – w poprzedniku ją otrzymaliśmy. Potrafi jednak reżyser pracować w niełatwych warunkach (osiemdziesiąt procent filmu toczy się pod wodą), a tego, że ma oko do atrakcyjnych kadrów, dowiódł już na planie „Nieznajomych: Ofiarowania”. Przekonująco wypadł montaż scen z udziałem SharkStoppera – emitującego potężny huk i barwiącego morskie głębiny na karminową czerwień. Do tego należy pochwalić Robertsa za „uśmiercenie” jednej z kluczowych bohaterek wówczas, gdy nikt by się tego nie spodziewał, i za scenę nieudanej wspinaczki z udziałem Sistine Stallone (tak, córki Sly’a).

Czytaj dalej Podwodna walka. [„47 Meters Down: Uncaged”, 2019]

„I take love seriously, you know?” [„Wściekłość”, 1977]

     David Cronenberg nie zawsze uchodził za wieszcza kina kanadyjskiego. W połowie lat siedemdziesiątych był eksperymentatorem i twórcą undergroundowych kuriozów. Miał na koncie trzy filmy fabularne, które zwróciły na siebie uwagę samego Martina Scorsese, ale zupełnie nie zainteresowały widzów. Reżyser zyskał rozgłos dopiero w roku 1977, kiedy ekrany światowych kin zapałały jego „Wściekłością”. Pomimo mieszanych recenzji film zyskał status kultowego, a z biegiem lat został nawet poddany analizom akademickim. Cielesny horror i sceny tryskające płynami ustrojowymi wchodzą tu w klincz z alegoryczną formułą.

Rabid1977-1

     Na planie „Wściekłości” spotkali się prowokatorzy: Cronenberg oraz aktorka Marilyn Chambers, znana przede wszystkim jako gwiazda porno. Świeżo po występie w „Behind the Green Door” (najbardziej artystycznym filmie XXX wszech czasów) Chambers zapragnęła dowieść, że stać ją na więcej. Że ma nie tylko piękne ciało, ale też duszę artystki. Choć „prawdziwego” aktorstwa ledwo posmakowała, jej rola we „Wściekłości” do dziś pozostaje pamiętna.

Czytaj dalej „I take love seriously, you know?” [„Wściekłość”, 1977]

Kino toksyczne. [„Detoks”, 2002]

     Sylvester Stallone znany jest pod wieloma alternatywnymi imionami: Rocky Balboa, John Rambo, zdobywca dziesięciu Złotych Malin. Znamy go jako ikonę kina akcji i włosko-amerykańskiego ogiera („The Party at Kitty and Stud’s”), choć poza blockbusterami i najsłynniejszym „gwiazdorskim” filmem porno w historii ma też na koncie inne dokonania gatunkowe. W 2002 roku wydano jego jedyny horror: „Detoks”. Projekt spędził swoje lata na studyjnej półce i oglądając go z perspektywy lat, łatwo można zrozumieć, dlaczego.

dtx2

     Najłatwiej określić „Detoks” jako denną adaptację „Dziesięciu Murzynków”. Grupa byłych gliniarzy (wśród nich Robert Patrick – jedyny jasny punkt filmu) zostaje zamknięta w piwnicy, która wygląda, jakby została zbudowana na czas wojny nuklearnej. Wszyscy są alkoholikami i próbują odtruć swój organizm w odizolowanej klinice. Pech chce, że jeden z mundurowych okaże się zabójcą – tym samym, który kilka miesięcy temu zamordował ukochaną Sly’a.

Czytaj dalej Kino toksyczne. [„Detoks”, 2002]