Archiwa kategorii: Thrillery

More trick than treat. [„The Houses October Built 2”, 2017]

     Parę lat temu, finalizując recenzję offowego horroru „The Houses October Built”, pisałem: „Droga do mety sprawia więcej radości niż sam finał filmu, jest doskonale rozplanowana w czasie, zręcznie wyreżyserowana.” Bohaterów swojego debiutu fabularnego reżyser Bobby Roe najpierw przeprawił przez złowieszcze Domy Strachu, a potem, w wielkim finale – UWAGA, SPOILER! – postanowił ich ukatrupić. Zakończenie jeżyło włos na głowie, bo dowodziło tezie, że ciekawość, faktycznie, bywa pierwszym stopniem do piekła. Zaskakiwał jednak fakt, że to tournée po upiornych lunaparkach najbardziej działało na korzyść filmu. W „The Houses October Built” Roe opiewał uroki jesieni, wraz z jej chłodem i pewnym niewymownym zasępieniem. Nie nakręcił arcydzieła, ale horror bystry, odpowiednio mroczny, dyplomatycznie karmiący widzów strachem.

TheHousesOctoberBuilt2-2017-05

     Jakież było moje rozczarowanie, kiedy parę miesięcy temu ogłoszono, że bohaterowie tego nienagannego horroru przywróceni zostaną do życia w sequelu. Roe wykoncypował sobie, że Brandy, Zack i ich towarzysze raz jeszcze wyruszą w trasę po Ameryce – tym razem jako „zmartwychwstali” celebryci. Ich śmierć w pierwszym „The Houses October Built” była upozorowana, a oni sami, dzięki kamerom, które towarzyszyły im w trumnach, stali się gwiazdami YouTube’a. W skrócie: mrożący krew w żyłach finał „Houses…” okazał się bujdą na resorach.

Czytaj dalej More trick than treat. [„The Houses October Built 2”, 2017]

Reklamy

Potwór nad wyraz prawdziwy. [„Smakosz”, 2001]

     Złowieszczy śpiew kruków, przeszywające jęki rozdrażnionych kocurów, rustykalny urok amerykańskich ziem niczyich. Przyroda, ale też żywioł ludzki mają dla Victora Salvy dogmatyczne wręcz znaczenie. W swoim niesławnym „Smakoszu” Salva zmalował portret najwymyślniejszej ponadnaturalnej kreatury horroru nowomilenijnego; co ciekawe, by tego dokonać, posłużył się jednak ekwipunkiem ze wszech miar naturalnym. Jeszcze przed nadrealnym rozwojem sytuacji ekranowych „Smakosz” zwraca uwagę dosłownością scen grozy: ktoś podąża za bohaterami na odludnej drodze, a potem okazuje się mordercą. Miejskie legendy nie biorą się znikąd; zawsze mają w sobie ziarno prawdy.

JeepersCreepers2001-3

     Prawda nie jest sprzymierzeńcem Salvy. Gdy na jaw wyszły ekscesy, jakich reżyser dopuścił się na planie „Domu klownów” (przypomnę: pochodzący z Kalifornii filmowiec molestował seksualnie dwunastoletniego aktora), wielcy Hollywoodu odwrócili się od niego. Jedynie Francis Ford Coppola wciąż oczarowany był talentem Salvy i w efekcie, dekadę później, wykonawczo wyprodukował „Smakosza”. W tym zaskakująco metaforycznym horrorze Salva, przewrotnie, postanowił powiedzieć nam sporo o sobie – wyjawił prawdę, którą wielu wolałoby zamieść pod dywan. Tytułowym potworem – lub, jeśli wolicie, Creeperem – jest sam reżyser, a „Smakosz” dał mu sposobność dokonania egzorcyzmów na własnej przeszłości, na sromotnych błędach i niechcianych skłonnościach. Z jednej ze scen dowiadujemy się, że Smakosz z szemranym entuzjazmem obwąchał brudną bieliznę uroczo chłopięcego Darry’ego, schowaną na tyle jego samochodu. W ten sposób – węchem – przekonał się, na jaką „część” chłopaka miałby największy apetyt. Wysoko cenię sobie wolność twórczą i nie aprobuję nagonki, z jaką Salva walczy od dekad, ale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego niektórzy krytycy postanowili dać mu w kość za „Smakosza”. Nawet ślepiec zauważyłby, jak kontrowersyjna i ryzykowna jest to produkcja, jak cienka bywa w tym filmie granica między fikcją a rzeczywistością.

Czytaj dalej Potwór nad wyraz prawdziwy. [„Smakosz”, 2001]

Giallo kryształowe. [„Ptak o kryształowym upierzeniu”, 1970]

     Rzym. Pochodzący z Ameryki pisarz, Sam Dalmas (Tony Musante), przechadza się ulicami wieczorową porą. Nagle zostaje świadkiem brutalnej szarpaniny: w galerii sztuki rudowłosa kobieta atakowana jest przez mężczyznę w czarnych rękawiczkach i wielkich, ciemnych okularach. Ofiara, choć dźgnięta nożem, nie odnosi większych obrażeń. Sam zmuszony zostaje jednak do pozostania we Włoszech: jego plany powrotu za ocean spalają na panewce, a on sam, jako świadek nagłośnionego przez media przestępstwa, trafia w sam środek kryminalnej łamigłówki. Sam jest coraz bardziej zaintrygowany poszukiwaniami miejskiego rzeźnika. Wpada nawet na trop krwawego malowidła, które może pomóc w ustaleniu tożsamości zbrodniarza. Im bliżej jest rozwiązania niebezpiecznej zagadki, tym większe są szanse, że zamordowana zostanie jego ukochana, Giulia (Suzy Kendall).

TheBirdWithCrystalPlumage1

     „Ptak o kryształowym upierzeniu”. Niezłomny klasyk horroru włoskiego, który od lat rozkochuje kolejne pokolenia kinomanów w twórczości Dario Argento. Kiedyś pochodzący z Wiecznego Miasta maestro grozy uznawany był za geniusza, zresztą nie bez powodu. Scenariusz „Ptaka” Argento napisał w trakcie pięciu dni. Najnowsze jego dokonania nie przyprawiają już o zawrót głowy – prędzej powodują ciężkie nudności i krwawienie oczu… Pomijając jednak kwestię obecnej formy artystycznej reżysera, nie da się zaprzeczyć, że ma on za sobą piękną karierę. „Ptak o kryształowym upierzeniu” to nie tylko film godny podziwu – to jeden z najlepszych debiutów pełnometrażowych w historii.

Czytaj dalej Giallo kryształowe. [„Ptak o kryształowym upierzeniu”, 1970]

Cierpienia młodego wampira. [„Przeobrażenie”, 2016]

     W niebezpiecznej dzielnicy dużego miasta mieszka Milo (Eric Ruffin), czternastoletni outsider, każdego dnia spotykający się z ostracyzmem wśród ludzi. Chłopak jest sierotą i uchodzi za dziwaka, a opiekę sprawuje nad nim starszy brat, nie najlepiej odnajdujący się w roli dorosłej, odpowiedzialnej osoby. Największą pasją nastolatka są opowieści o wampirach. Nosferatu, Drakula, ale też bohaterowie współczesnych filmów, jak „Pozwól mi wejść” – Milo doskonale zna ich wszystkich. W okolicy zamieszkuje pogrążona w depresji Sophie (Chloe Levine), bita przez dziadka dziewczyna, która ukojenie znajduje w cięciu przedramion żyletką. Milo i Sophie zawiązują niejako pakt odrzuconych i dzielą się swoim smutkiem. Nastolatka nie wie, że jej nowy przyjaciel morduje przypadkowych ludzi, wysysając z nich krew, a potem kradnie ich portfele.

Transfiguration01

     „Przeobrażenie” w reżyserii Michaela O’Shea to kameralny, intymny film, w którym idee dotyczące straty oraz jej rekompensaty, jak i metoda prowadzenia narracji w ogóle, wyrażone zostają w sposób intrygująco eklektyczny. O’Shea korzysta z różnych doktryn reżyserskich. Jego projekt jest multigatunkowym aliażem, bardzo podobnym do dramatów, jakie w sezonie oscarowym zalewają kina studyjne, a zarazem osadzonym w stylistyce nihilistycznego horroru wystarczająco głęboko, by wkupić się w łaski fanów „Zagadki nieśmiertelności” czy „Pocałunku potępionych”. Po samobójstwie kochanej matki Milo zdaje się nie przejawiać żadnych uczuć. Inaczej niż ona, pragnie żyć wiecznie. Chciałby zostać wampirem, chociaż nie jest pewien, czy to możliwe. Przybiera chłodną postawę, która ma chronić go niczym zbroja, ale wspomnienia szoku emocjonalnego powodują, że serce chłopaka wciąż krwawi w bólu. Milo ewidentnie nie poradził sobie z odejściem najbliższej osoby, a w rezultacie pojęcia śmierci oraz wampirzej nieśmiertelności stały się jego chorą obsesją. Milo sam zawiesił nad swoją głową widmo zguby.

Czytaj dalej Cierpienia młodego wampira. [„Przeobrażenie”, 2016]

PhoeniX-Files. [„Phoenix Forgotten”, 2017]

     13 marca 1997 roku mieszkańcy Phoenix w Arizonie byli świadkami niewytłumaczalnego zjawiska: niebo zasłonięte zostało przez olbrzymich rozmiarów obiekt latający, równie ciemny jak noc, tlący się błyskiem kilku symetrycznie wobec siebie położonych, nieruchomych świateł. Sceptycy wykluczyli, jakoby nad arizońskimi terenami przelatywał pojazd istot nie z tego świata: źródłem iluminacji mogły być w końcu wojskowe rakiety sygnalizacyjne, a gwiazdy mogły przykryć kłęby chmur. Nastoletni Josh Bishop (Luke Spencer Roberts) jest jedną z tysięcy osób, które gardzą racjonalnymi wyjaśnieniami lokalnych władz. Uzbrojony w kamerę i zdeterminowany, by poznać prawdę na temat sensacyjnego wydarzenia, chłopak postanawia nakręcić amatorski film dokumentalny. Wraz z dwójką towarzyszy wyrusza w głąb pustyni; wierzy, że na górzystych, skalistych powierzchniach uda mu się uchwycić tajemnicze światła, a może nawet dowiedzieć się, czym są.

phoenixforgotten2

     Josh i członkowie jego ekipy nie wracają, oczywiście, z wyprawy na pustkowia, a nagrania przedstawiające ostatnie chwile ich życia po latach odkryte zostają gdzieś w zakurzonym magazynie. Reżyser Justin Barber otwarcie przyznaje, że „Phoenix Forgotten” to horror zrealizowany w tradycji klasycznego „Blair Witch Project”. Gdy wiedźma z Blair straszyła widzów kinowych blisko dwie dekady temu, Barber był jeszcze chłystkiem. Dziś jest doświadczonym twórcą efektów specjalnych, grafikiem, operatorem zdjęć oraz mistrzem oświetlenia. Powstały w konwencji znalezionych taśm „Phoenix Forgotten” stanowi właściwy debiut reżyserski artysty z Arizony i od razu ściąga na niego uwagę. Film Barbera nie rewitalizuje w pełni podgatunku found footage – zdaniem mas chylącego się już ku upadkowi, choć i bez tego atutu zasługuje na pochwałę. Wszystko za sprawą spielbergowskiego podejścia Barbera do obowiązków reżysera.

Czytaj dalej PhoeniX-Files. [„Phoenix Forgotten”, 2017]

Czarny duch epoki. [„Uciekaj!”, 2017]

     Chris (Daniel Kaluuya) i Rose (Allison Williams) są parą z kilkumiesięcznym stażem. Ich dobrze prosperujący związek poddany zostaje pierwszej próbie przy okazji wizyty w domu rodzinnym dziewczyny. Chris jest Afroamerykaninem, który wychowywał się jako sierota. Rodzice Rose to natomiast bogaci liberałowie, z jakimi partner ich córki na co dzień nie ma do czynienia. Posiadłość Armitage’ów zamieszkują też uniżeni, czarnoskórzy służący. Ich zachowanie oraz reakcje na nowo przybyłego okazują się co najmniej ekscentryczne: gosposia, przykładowo, płacze, gdy Chris stara się zabawić ją rozmową. Matka Rose, Missy (Catherine Keener), to zafascynowana hipnozą psycholożka, która w umyśle Chrisa dopatruje się idealnego obiektu naukowych badań. Jakby tego było mało, Chris przymusowo bierze udział w spotkaniu rodu Armitage’ów oraz przyjaciół domu. Dowiaduje się w trakcie tego zjazdu, że jest wspaniałym „okazem” – choć nikt nie mówi mu, okazem czego – a ze swojej rasy powinien być dumny, bo przecież „czerń jest teraz w modzie”.

GetOut3

     W horrorach czarnoskóre postaci znikają z przestrzeni kadrowej szybciej niż się w niej pojawiają, po drodze ginąc w okropnych okolicznościach – tradycja to stara, jak Morgan Freeman. „Uciekaj!”, pełnometrażowy debiut Jordana Peele’a, dowodzi jednak, że straszniejsza od dyskryminacji okazuje się chorobliwa adoracja. Nowemu partnerowi swojej córki Armitage’owie nie pozwolą umrzeć, choćby nawet tego chciał. Ich stosunek wobec przybysza, a także kłębiące się w głowach myśli i intencje nie zostają sprecyzowane. Przebieg wydarzeń ekranowych przez dobrych pięćdziesiąt, sześćdziesiąt minut w ogóle jest mętny, a zgadywanie tego, co wydarzy się za chwilę pozytywnie oddziałuje na walor rozrywkowy filmu. Pierwsza godzina „Uciekaj!” zapewnia świetną zabawę na poziomie intertekstualnym: cytaty i odniesienia wewnątrzgatunkowe pojawiają się tu ochoczo, a przy tym nie są nachalne, bo Peele nie jest zainteresowany popularnym nurtem „metahorroru”. Jego pierwocina mogła okazać się przewrotnym slasherem, bezpardonowym horrorem cielesnym, dramatem grozy. Peele obrał inny kierunek.

Czytaj dalej Czarny duch epoki. [„Uciekaj!”, 2017]