Archiwa kategorii: Thrillery

Maski, opuszczone magazyny i piły łańcuchowe. [„Dom strachów” aka „Haunt”, 2019]

     Około dziesięć lat temu Eli Roth zaręczał widzom, że weźmie do poprawki „Lunapark” Tobiego Hoopera i nakręci jego remake. Niektórzy potraktowali te słowa jak groźbę… Dekadę później śmiało można powiedzieć, że plany Rotha spaliły na panewce, choć powstał inny projekt, o podobnie karnawałowym wydźwięku: „Haunt”, w Polsce szykowany do wydania pod tytułem „Dom strachów”. W obu filmach grupa nastolatków próbuje uciec ze szczelnie zamkniętego parku rozrywki, odpierając przy tym ataki maniakalnych morderców. Brzmi znajomo? Zdecydowanie – i w tym właśnie tkwi siła zarówno „Lunaparku”, jak i tegorocznego „Haunt”.

Haunt-03

     W wyprodukowanym przez Rotha slasherze prowadzeni jesteśmy korytarzami tytułowego Domu Strachów, do którego wkroczyć odważą się tylko spragnieni adrenaliny twardziele. Problem polega na tym, że mogą nie wyjść z niego żywi. Obiektem zarządzają nie tyle obrotni przedsiębiorcy, co inteligentni sadyści, a „odgrywający” kolejne okropności aktorzy bynajmniej nie ukończyli szkoły teatralnej. W swych rolach są zresztą nader przekonujący… Budynek to matnia bez możliwości ucieczki, a polowanie na klientów sprawia jego właścicielom bezwstydną radość. W noc halloween zbrodnicze zamiary pracowników pozna ekipa zblazowanych studentów college’u.

Czytaj dalej Maski, opuszczone magazyny i piły łańcuchowe. [„Dom strachów” aka „Haunt”, 2019]

Reklamy

Serial mom. [„Ma”, 2019]

     Począwszy od roku 1996 Octavia Spencer stale gości na dużym i małym ekranie. Pomimo doświadczenia zawodowego, najczęściej obsadzana bywa w rolach drugoplanowych: uznanie przyniosły jej przecież występy w „Kształcie wody” oraz „Służących”. Zmęczona graniem drugich skrzypiec, z radością przyjęła ofertę Tate’a Taylora, który obsadził ją w filmie „Ma” – thrillerze z zacięciem psychologicznym, kinie zemsty wykorzystującym motyw traumy jako paliwa żywiącego wewnętrzne demony. Spencer wciela się tu w niejaką Sue Ann: kobietę o zranionej duszy i niespodzianego sprzymierzeńca grupy nastolatków, lubiących smak alkoholu. Gdy licealiści wypatrują miejscówki na libacje, z pomocą przychodzi tytułowa bohaterka – matczyna figura rozpaczliwie szukająca akceptacji. Lata temu spotkała ją wielka przykrość i poniżona Sue Ann zamknęła się w swym hermetycznym świecie.

Ma1

     Ma pozwala nastolatkom na imprezy pod własnym dachem, choć oczekuje, by goście przestrzegali kilku rygorystycznych zasad. Podstawowa z nich to: „nie wchodzić na górę” – hulanki odbywają się bowiem… w piwnicy. Dzieciaki, którym poświęcono w filmie bardzo dużo uwagi, są rozbestwione i do bólu irytujące, przez co ciężko im kibicować, gdy robi się nieciekawie (nie zdradzę bowiem wiele, ujawniając, że Sue Ann jest kobietą zaborczą i psychotyczną). Dość często ujawniają się w „Ma” słabości scenariusza. Najbardziej podstawowa z nich to bajkowa naiwność, brak zdolności krytycznej oceny zjawisk. Maggie (Diana Silvers) i jej koledzy wchodzą do piwnicy zdziwaczałej, ledwo poznanej osoby bez żadnego właściwie namysłu. Zastanawiający jest wątek postaci tytułowej, a dokładnie jej backstory. Poznajemy przeszłe doświadczenia Sue Ann, odkrywamy, jaki jest powód jej urazu i nie wydaje się on przekonujący – nie sprawia wrażenia dostatecznie silnego, by psychicznie oszpecić kogoś na całe życie, nie wspominając już o uczynieniu z ofiary morderczyni.

Czytaj dalej Serial mom. [„Ma”, 2019]

Cały ten chory fandom. [„The Fanatic”, 2019]

     John Travolta coraz częściej przyciąga do siebie projekty, które kończą jako box-office’owe fiaska. Po „Dolinie przemocy” i „Gottim” kolejną pozycją w filmografii aktora został „The Fanatic” – dreszczowiec Freda Dursta, który tłoczył się w jego głowie od przeszło piętnastu lat, a kiedy już powstał, ściągnął na siebie mnóstwo złej prasy. I choć hasło „thriller reżyserowany przez frontmana Limp Bizkit” nie zapowiada dzieła z wyższej półki, porażka filmu jest miażdżąca. W tydzień po premierze kinowej „The Fanatic” zainkasował trzy tysiące dolarów.

Fanatic3

     „Hollywood Reporter” uznał, że dzięki współpracy z Durstem Travolta sięgnął „nowego dna”. To opinia szorstka i bezwzględna, ale „Fanatic” – pomimo wielu swych ułomności – nie jest projektem całkowicie pozbawionym wartości. Jedynie zbyt dosłownym, kręconym na jedno kopyto. Przypomina piosenki LB, które pozbawione były głębi i wszystkie brzmiały właściwie tak samo. Travolta gra tu Moose’a – faceta w średnim wieku i zagorzałego miłośnika kina grozy, który prawdopodobnie zmaga się z autyzmem. Pracuje on na Hollywood Boulevard, gdzie wskakuje w kostium XIX-wiecznego, londyńskiego policjanta i „bawi” przechodniów głupkowatym akcentem. Nikt nie zatrzymuje się, by zrobić sobie z Moosem zdjęcia – nie, kiedy otaczają go charyzmatyczni magicy i imitatorki Marilyn Monroe. Bohater ma jedno marzenie: chce poznać swego idola, Huntera Dunbara (Devon Sawa). Wydaje więc ostatnie oszczędności, by kupić jego kamizelkę z filmu sci-fi. Chce zaprzyjaźnić się z ulubieńcem, przypodobać mu się, odwiedzać go w domu. Nie rozumie słów: „zostaw mnie, świrze!”

Czytaj dalej Cały ten chory fandom. [„The Fanatic”, 2019]

Lin Shaye walczy o lepsze życie. [„Room for Rent”, 2019]

      Niezależny dystrybutor Uncork’d Entertainment nie próżnuje. W ciągu kilku lat swego funkcjonowania zaoferował widzom wszelkie skrajności: taśmowe slashery, dokumenty o Ameryce Donalda Trumpa, bezwstydne mockbustery, a nawet kino queerowe ze Słowenii i Kosowa. Jedną z wielu nowości, jakie wypuściła firma do obiegu streamingowego w tym roku, jest „Room for Rent”, thriller z psychologicznym zacięciem – bo nie psychologiczny sensu stricto – z doskonałą kreacją Lin Shaye na pierwszym planie. Od czasu „American Pets” nie miał Uncork’d w swojej ofercie filmu równie intrygującego.

RfR1

     „Room for Rent” nie okazuje się projektem równie rozpoetyzowanym, co „Amerykańskie pieszczochy”, ale wciąż łatwo układa się pod oczami. Jeśli chodzi o rozwój wewnętrzny bohaterki pierwszoplanowej i dramaturgię kolejnych zdarzeń ma do zaoferowania więcej, bo Joyce Smith (Shaye) to postać daleka od wyświechtanego stereotypu, o wabiąco odmalowanym portrecie. Z jednej strony reżyser Tommy Stovall przedstawia nam żałosną starowinę, która po utracie męża nie potrafi poskładać swojego życia do kupy. Niemniej istnieje też druga perspektywa.

Czytaj dalej Lin Shaye walczy o lepsze życie. [„Room for Rent”, 2019]

„Fuckin’ millennials!” [„Tone-Deaf”, 2019]

     Richard Bates Jr. powrócił z nowym filmem i chociaż poziomem odrobinę odstaje on od poprzedniego („Trash Fire”), możecie nastawiać się na kino zadziorne, zrealizowane z pazurem – bynajmniej nie spiłowanym. Narracja prowadzona jest w „Tone-Deaf” w stylu charakterystycznym dla reżysera: opiera się na przebłyskach wspomnień i surrealnych wizjach, zmierzając zarazem w kierunku nieuchronnej katastrofy. Pokręcony storytelling przysporzył Batesowi Jr. grupę wiernych fanów i zapewne ucieszy ich fakt, że czwarta fabuła Amerykanina posługuje się tym samym ciętym, kąśliwym jęzorem, co produkcje wcześniejsze.

Tone-Deaf-4

     „Tone-Deaf” ma stanowić komediowe spojrzenie na nastrój społeczno-polityczny, panujący obecnie w Stanach Zjednoczonych. Poznajemy Harveya (Robert Patrick), podstarzałego prowincjusza i wdowca, który mieszka w stylowym domu pośród pól. Mężczyzna kieruje się dewizą, wedle której życie opiera się wyłącznie na wysiłkowej pracy i poświęceniach. Deprymuje go modernizacja, rozwój społeczny stanowi dla Harveya tak dalece posunięty problem, że wreszcie wpada on w sidła szaleństwa. Mężczyzna zamieszcza w internecie ogłoszenie o wynajmie domu na weekend. Odpowiada na nie dwudziestokilkulatka w wielkich okularach i z telefonem przyklejonym do ręki. Dziewczyna ma zupełnie inne wartości i priorytety niż on, gdy był w jej wieku. Nie może wiedzieć, że wpadła w pułapkę bez wyjścia. Rozpoczyna się polowanie na millenialsa.

Czytaj dalej „Fuckin’ millennials!” [„Tone-Deaf”, 2019]

Trudne powroty. [„Next of Kin”, 1982]

     Po latach postwojennego kryzysu kino australijskie odżyło dopiero wraz przyjściem szalonych lat 70. i narodzinami Nowej Fali. To wtedy popularność zyskały filmy ozploitation, takie jak „Samochody, które zjadły Paryż”, i horrory w bardziej podstawowej definicji. O niebo lepszy od „Samochodów…” – które recenzowałem parę miesięcy temu – okazał się dreszczowiec „Next of Kin” w reżyserii Tony’go Williamsa. Projekt ten przeżywa teraz drugą młodość, bo wydany został na odpicowanym Blu-rayu. Zachwycił się filmem nawet Quentin Tarantino, tempo jego akcji i atmosferę porównując do tych z Kubrickowskiego „Lśnienia”.

NoK2

     Gatunkowo pozycje te różnią się od siebie, ale to m. in. dlatego, że „Next of Kin” kroczy kilkoma ścieżkami horroru jednocześnie, a „Lśnienie” mogło pochwalić się większą homogenią. Główna bohaterka (Jacki Kerin o intensywnym spojrzeniu) wprowadza się do odziedziczonej posiadłości, którą przebudowano na dom spokojnej starości. Na miejscu odnosi wrażenie, że jest obserwowana, a poczucie niepewności nie opuszcza jej nawet na krok. Coś złego czai się na tutejszych korytarzach; wiele wskazuje na to, że drzwi nie skrzypią tylko ze starości.

Czytaj dalej Trudne powroty. [„Next of Kin”, 1982]