Archiwa tagu: piekło

Phantasmagoria gone wrong. [„Baskin”, 2015]

     Marketing jest podstawą funkcjonowania każdego dzieła filmowego. Umiejętna promocja dodaje skrzydeł nawet tym obrazom, które skrzydeł są z gruntu pozbawione. W kontekście horroru wystarczy przywołać tu przeboje: „Freddy kontra Jason” czy „Annabelle”, które – choć kulawe artystycznie – zawładnęły sercami widzów. Częściej mówi się o nieumiejętnej reklamie kina gatunkowego; takiej, która psychologicznym „Egzorcyzmom Dorothy Mills” przypisze wątek satanistyczny, a „Księgę Cieni: Blair Witch 2” opatrzy sloganem: „wiedźma powraca”. Turecki horror „Baskin”, reżyserowany przez Cana Evrenola, jest przykładem filmu zabitego przez dyletancki marketing.

baskin4

     Nie tak dawno temu w sieci zagościł oficjalny zwiastun projektu, prawie tak obficie jak piekielnymi majakami przepełniony wszelakimi odmianami słowa „Hell”, wyjętymi z ust krytykom. Zainteresowani podłapali „sugestię”: Turcy nakręcili film na miarę „Hellraisera”! Było się czym ekscytować: naszpikowany bólem i ekstremem, świetnie skrojony czasowo trailer zapowiadał produkcję niepokojącą, a przy tym w pełni dopracowaną, dopiętą na ostatni guzik. Potencjalnemu odbiorcy mydlono jednak tylko oczy.

Czytaj dalej Phantasmagoria gone wrong. [„Baskin”, 2015]

Płonie cyrk, a ludzie tańczą!

        Cztery lata po porażce ekscentrycznego musicalu „Repo! The Genetic Opera” reżyser Darren Lynn Bousman postanowił zaprezentować widzom kolejny rozśpiewany horror. „The Devil’s Carnival”, o którym mowa, przejął miejsce sequela „Repo!”, projektu, z którego realizacji Bousman – na całe szczęście – zrezygnował.

devcarn

     Porzucenie drugiej odsłony „The Genetic Opera” to traf w dziesiątkę. Nie dlatego, że promowany nazwiskiem Paris Hilton gatunkowy miszmasz z 2008 roku był rozpaczliwym badziewiem. Paradoks polega na tym, iż za sprawą transformacji produkcyjnych drugi projekt Bousmana i scenarzysty Terrance’a Zdunicha ukształtowano w lepszą wersję poprzednika.

Czytaj dalej Płonie cyrk, a ludzie tańczą!

Czym jest piekło?

         Do zapoznania się z niezależnym horrorem „Dark Corners” zachęciła mnie przede wszystkim obsadzona w roli głównej Thora Birch, jedna z moich ulubionych aktorek młodego pokolenia. Seans okazał się strzałem w dziesiątkę. Przez dziewięćdziesiąt minut projekcji niespodziankom nie było końca. Okazało się, że film, o którym po raz pierwszy usłyszałem poznając ofertę telewizji Tele 5, jest dziełem atrakcyjnym, wyważonym i satysfakcjonującym.

Dark Corners (2006)

     Susan Hamilton (Birch) wiedzie szczęśliwe życie przy boku kochającego męża oraz spełnia się zawodowo. Jedynym jej utrapieniem jest bezpłodność. Pod presją stresu bohaterka zaczyna być gnębiona przez senne koszmary, które przedstawiają zupełnie inny świat niż ten jej znany. W snach Susan przejmuje alter ego samotnej młodej dziewczyny, Karen Clarke, która co rano – bez powodu – budzi się pokrwawiona i pobita. Wystarczająco udręczona, Hamilton decyduje się na udział w hipnoterapii. Kuracja przewraca jednak życie kobiety do góry nogami i sprawia, że koszmary przybierają najrealniejszych kształtów.

Czytaj dalej Czym jest piekło?

Gdzie wysłannik piekieł mówi dobranoc

     Rick Bota to facet z urojeniami. Myśli, że straszy, kiedy wzbudza śmiech, sądzi, że buduje napięcie, choć w rzeczywistości przynudza. W dodatku nie zna podstaw reżyserii filmowej, w rezultacie tworząc na wpół amatorskie produkcje. Dlaczego po straszliwie wymęczonej szóstej odsłonie serii „Hellraisera” Dimension zaprosił Botę do pracy przy sequelu o łopatologicznym podtytule „Sekta” – pozostanie zagadką na wieki.

     Twarda, nieustraszona i zaczesana w dwa kucyki dziennikarka Amy Klein przybywa do Bukaresztu. Za zadanie ma spisać materiał dotyczący jednej z podziemnych sekt, której działalność balansuje na pograniczu parapsychologii i nieprzekonujących efektów specjalnych. Wpada na trop Wintera, wyglądającego jak ulepiony z plasteliny Kyle MacLachlan guru lokalnych wyrzutków, który swym podopiecznym oferuje wielkie nic – utratę życia i natychmiastowe zmartwychwstanie, wszystko to przynajmniej w podmokłej, gotyckiej melinie. Amy poznaje wiele innych kuriozalnych i zupełnie nieistotnych dla fabuły postaci, by wreszcie odnaleźć legendarną kostkę-łamigłowkę.

Czytaj dalej Gdzie wysłannik piekieł mówi dobranoc

„What’s your pleasure, sir?”

     W roku 2012 zdawać by się mogło, że twórcy horroru odsłonili przed widownią już wszystkie karty – fakt ten sprawia wrażenie szczególnie oczywistego z punktu widzenia osoby jakieś dwie trzecie życia zaabsorbowanej kinem grozy. Strach, niepokój i wstręt dziesiąta muza przedstawiała już na wszelkie sposoby. Są jednak mniej i mizerniej eksplorowane motywy dla horroru charakterystyczne – jak piekło. Nie ukazano wielu naprawdę przyzwoitych wizji piekła w tym osobliwym gatunku filmu (poniekąd imponują „Ukryty wymiar” czy tajski „Narok”), jest jednak obraz sugestywny i surowy, prawdziwie diabelski. Jego tytuł to „Hellraiser”.

     Clive Barker stworzył horror totalny, który nie postarzał się ani trochę i lata po premierze działa na publikę tak samo jak w 1987. Larry i Julia Cottonowie wprowadzają się do domu na londyńskich przedmieściach. Zakładają, że największym wyzwaniem, jakie postawi przed nimi posiadłość, będzie gruntowny remont. Okazuje się inaczej, a w życie bohaterów wkraczają Cenobici, istoty z piekielnego wymiaru, z lubością zadające ból rasie ludzkiej. Jest też zamieszkujący strych, częściowo martwy Frank – zaginiony przed laty brat Larry’ego, który za pomocą kochanicy Julii usiłuje powrócić do żywych. Dom idealny zamienia się w łzawy przybytek.

Czytaj dalej „What’s your pleasure, sir?”

Mocnymi słowami o „Hellraiserze III”

     Ja naprawdę lubię kiczowate kino. Zmierzyłem się z włoskimi interpretacjami mitologii nordyckiej („Troll 2”), filmowymi natarciami rozwścieczonych warzyw („Atak pomidorów zabójców”) czy dorobkami bezspornie słabych reżyserów, jak nieodżałowany Ed Wood. Świętą skarbnicą złych filmów pozostaje grupa sequeli najbardziej kultowych horrorów. „Hellraiser III: Piekło na ziemi” zajmuje w owym zbiorze zaszczytne miejsce produkcji miernej i w tej miernocie prawdziwie ujmującej.

     Zdecydowanie jest to kino grozy z niższej półki. Niby upchnięty do dystrybucji kinowej (nie uwierzę dopóki wehikuł czasu nie zabierze mnie do roku 1992 i nie przekonam się o kinowym przeznaczeniu „Hellraisera III” na własne oczy), film przedstawia się z każdej strony charakterystycznej dla horrorów direct-to-video – tak więc od dupy strony.

Czytaj dalej Mocnymi słowami o „Hellraiserze III”