„Sure is a funky old house, ain’t it?”

            Stare horrory od zawsze przykuwały uwagę hollywoodzkich wyjadaczy, a nowe wersje znanych filmów grozy kręcono już w latach pięćdziesiątych. Jednak to u progu nowego milenium wybuchł boom na remake’i. Protoplastą znanego dziś aż za dobrze zabiegu adaptowania wizji innych twórców był William Malone, który jesienią 1999 roku wydał swój najpopularniejszy film, „Dom na Przeklętym Wzgórzu”.

hohh

     „Dom…” zapożycza elementy fabuły ze słynnego horroru Williama Castle’a o tym samym tytule, choć cała historia ulega zmianom. Oto ekscentryczny miliarder Steven Price (Geoffrey Rush) decyduje się urządzić przyjęcie-niespodziankę dla swojej kapryśnej małżonki (Famke Janssen). Miejscem imprezy zostaje położony przy nadmorskim wzniesieniu budynek, który siedemdziesiąt lat temu służył za mordownię, pozorowaną na szpital psychiatryczny. Bankiet przewiduje grę o grube pieniądze, w której udział weźmie piątka nieznanych sobie śmiałków – wszystko ku uciesze bogaczy. Radość uczestników przyjęcia trwa do momentu, kiedy okazuje się, że były szpital nawiedzany jest przez niegdyś zakatowanych pacjentów.

     Powstały pod koniec minionego tysiąclecia „House on Haunted Hill” to obraz dostosowany do swoich czasów i odbiorców. Znany z oryginalnego filmu szkielet medyczny na sznurkach został tu zastąpiony przez prawdziwe efekty specjalne, a widmo szkarłatnej starszej pani ustąpiło miejsca duchowi sadystycznego doktora i zastępowi jego zmaltretowanych ofiar. W ciągu dekad od premiery klasycznego dzieła Castle’a horror zdążył się przewartościować. W 1999 malkontenci ubolewali nad niniejszym remake’iem, podczas gdy nieliczni przyjęli go z otwartymi ramionami i przede wszystkim – otwartym umysłem. Nawet jeśli „Dom na Przeklętym Wzgórzu” oferuje swym widzom lichej próby, laickie efekty generowane komputerowo, okazuje się jednocześnie horrorem odważnie i umiejętnie korzystającym ze stylistyki gore. Nawet jeżeli scenariusz filmu trąci absurdem i nonsensem, reżyseria jest zwinna oraz emanuje doświadczeniem Malone’a w kinie gatunkowym. Nawet jeśli Ali Larter i Chris Kattan nie potrafią grać, na planie spisują się Janssen i Rush.

     Zdaniem wielu „Dom na Przeklętym Wzgórzu” to rozmydlona potężną dawką głupoty i kiepskiego CGI filmowa lura, przez którą Williamowi Castle i Vincentowi Price’owi przyszło przewracać się w grobach. Należę w tym przypadku do – prawdopodobnie miażdżącej – mniejszości. Uważam, że remake „House on Haunted Hill” jest lepszy niż jego pierwowzór. To obraz o dużym potencjale rozrywkowym, który mógłby stać się gwoździem programu, nieodpartym klasykiem udanego halloweenowego seansu. Gdyby tylko widzowie potrafili bawić się filmem..

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

7

Advertisements

Jedna myśl nt. „„Sure is a funky old house, ain’t it?””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s