Dążąc za monety blaskiem…

     Tytuł recenzji nie jest przypadkowy. Powszechnie wiadomo, że czwarta odsłona halloweenowej serii powstała w celach mocno komercyjnych. Twórcy przywrócili postać Michaela Myersa, mordercy odzianego w strój bywalca zakładu psychiatrycznego. Czy wyszło im to na dobre?

     Zarys fabuły jest całkiem przewidywalny. W dżdżystą noc, tuż przed niekoniecznie radosnym świętem duchów, dochodzi do mordu – funkcjonariusze ze szpitala w Smith’s Grove eskortują obłąkanego mordercę karetką; przez niego też zostają zabici. Ów szaleniec to Myers – przez dekadę przetrzymywany w Ridgemont Federal Sanitarium. Psychopata powraca do Haddonfield, gdzie zamieszkuje młoda Jamie Lloyd, jego siostrzenica, tak więc córka (rzekomo) zmarłej Laurie Strode. Jamie dorasta w rodzinie zastępczej i boryka się z problemami codzienności; jest prześladowana przez rówieśników, rozpaczliwie poszukuje troski i uczucia, które niespodziewanie zostały jej odebrane. Doświadcza również wizji, w których objawia jej się wuj Michael. Wkrótce ma stanąć z nim oko w oko.

     Po fatalnej i obskurnej części trzeciej, znanej pod niewiele mającym wspólnego z treścią podtytułem „Sezon czarownic”, zadecydowano, że powstanie także czwarta odsłona zapoczątkowanej przez Johna Carpentera w 1978 roku serii horrorów. Halloween 4: Powrót Michaela Myersa” jasno i wyraźnie podpowiada widzowi, czego może się spodziewać: powrotu czarnego charakteru, którego zabrakło w kiepsko przyjętym i wyodrębnianym z ogółu cyklu Sezonie czarownic”. Choć oczywistym jest, że Myers powrócił na ekrany kin z powodu pogoni twórców serii za fortuną, nie sposób odmówić filmowi popularności wśród fanów slasherów. Warto za to zastanowić się, czy zabieg przywrócenia pierwszego kinowego boogeymana był sensownym posunięciem.

     Fabuła horroru jest mocno zaniedbana i uproszczona, a przy tym pokpiwa z inteligencji widza. To w  Powrocie… antybohater urasta do miary nadczłowieka. W pierwowzorze postrzelony sześciokrotnie oraz siłą strzału wyrzucony z pierwszego piętra posiadłości, w sequelu, jak sugerują ostatnie minuty obrazu, spalony żywcem i mocno podźgany, w czwartej odsłonie niezniszczalny psychopata powstaje na równe nogi, by po zażyciu końskiej dawki leków uspokajających z niezwykłą siłą i precyzją ukatrupić parę lekarzy. Mało tego – przeżywa karambol na drodze, a następnie dostaje się do miasteczka odległego od miejsca wypadku o blisko kilkadziesiąt kilometrów. Na miejscu jest w stanie wymordować cały posterunek policji oraz, oczywiście, tuzin innych, niewinnych ludzi. Nie jest to koniec zaskakujących możliwości Myersa w tym sequelu… Prawdą jest, że to czwarty segment sagi  Halloween  jest prymarnym, w którym na pierwszy rzut oka da się zauważyć paranormalne właściwości organizmu mordercy. Na niekorzyść twórców dalszych kontynuacji, w kolejnych filmach śmierć Myersa i jego rezurekcja stają się chronicznym elementem opowieści.

     Na szczęście filmowi warto przyjrzeć się również z innych, bardziej optymistycznych stron. Fakt zmiany obsady pozytywnie wpłynął na ogół projektu. Jamie Lee Curtis była najjaśniej świecącą gwiazdą oryginału, w  Halloween 2, niestety, jej postać zdawała się jednak być nieco zagubiona pośród kilkunastu innych młodych aktorów, a postać Laurie Strode zeszła niejako na drugi plan. W Powrocie Michaela Myersa  obsadzono za to niekwestionowaną młodocianą mistrzynię gry aktorskiej. Danielle Harris, bo o niej mowa, tym horrorem debiutowała jako aktorka pierwszoplanowa, a jej udział w filmie można uznać za jeden z jego ważniejszych atutów. Harris dała popis możliwości i swoją grą ukazała całe brzemię, jakie nosić w sobie może krewny maszyny do zabijania Michaela Myersa. To jej rola wzbudza w widzach napięcie, to ona nie pozwala oderwać zainteresowanym oczu od ekranu. Harris nie ma nic wspólnego z konfuzją Curtis.

     Na pochwałę film zasługuje także ze względu na miejsce swojej akcji. Dom zabarykadowany przed snującym się po bocznych uliczkach i ogródkach Myersem oraz unoszący się w nim klimat osaczenia nadają filmowi iście survivalowy klimat, jakże pożądany wśród fanów horroru. Ponadto twórcy nagięli  Halloween 4 nieco bardziej w kierunku nastoletniej widowni. Po mocno medycznej części drugiej i umiarkowanie młodzieżowym pierwowzorze powstał w końcu film zrealizowany w konwencji slashera  z krwi i kości, obfitującego w poszerzony wątek młodzieżowy (postać przyszywanej siostry Jamie, Rachel, oraz jej rozterki z ukochanym). W rolach nastolatków z Haddonfield obsadzono, zgodnie z tradycją, tych młodych, pięknych i średnio utalentowanych.

     „Halloween 4: Powrót Michaela Myersa to horror stosunkowo przeciętny, a paradoksalnie jedna z lepszych odsłon całej serii. Sięgnąć po niego powinni nie tylko fani psychopaty w białej masce – maniacy horrorów nie będą narzekać na tak kultowy tytuł. Przed konsumpcją tego silnie komercyjnego dziełka warto jednak nastawić się na film gorszy niż carpenterowskie arcydzieło.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s