Bliskie spotkania żywego z martwym. [„Planeta wampirów”, 1965]

     Grupa naukowców otrzymuje sygnał SOS, dobiegający z tajemniczej, nikomu nieznanej planety. Przy lądowaniu dochodzi do komplikacji, a statek rozbija się o powierzchnię gruntu. Nie wiedzieć czemu, członkowie załogi popadają w hipnotyczny trans i usiłują pozabijać się nawzajem. To dopiero początek mrożących krew w żyłach sytuacji. „Aura” to ziemia niczyja – jest martwa i opustoszała, nie wykazuje warunków odpowiednich do życia. Co więcej, nie podlega prawom natury. Bohaterami zaczynają targać paranormalne moce.

PlanetOfTheVampires5

     „Planeta wampirów” była trzecim filmem science-fiction w reżyserii Mario Bavy (poprzednie, „La morte viene dallo spazio” i „Caltiki – nieśmiertelny potwór”, nie uchodzą wśród fanów reżysera za pozycje wysoko cenione). To jednak sci-fi bardzo niezwykłe, wyraźnie czerpiące z metafizyki kina fantasy oraz horroru. Dźwięki wystrzałów, dobiegających z laserowych celowników, wtórują tu kompozycjom na wskroś podobnym do nagrań Bernarda Herrmanna. Fruwające talerze zawiązują komitywę z żywymi trupami, które próbują wydostać się z worków na zwłoki: w kosmosie nikt nie usłyszy krzyku zagubionych naukowców, ale ich strachu wcale nie musi napędzać zielony humanoid z przerośniętą głową i czarnymi oczyma. Nie kiedy na horyzoncie pojawia się… zombie. Widmo rychłej śmierci i niewytłumaczalny powrót zza grobu – „Noc żywych trupów” antydatujące o dobrych kilka lat – mają stanowić tkankę przewrotowego koszmaru.

     „Planeta wampirów” nie miała prawdopodobnie stać się dziełem nader wpływowym, ale taką etykietę przyznają jej współcześni filmoznawcy. Powrócę do tej myśli wkrótce. Bava odszedł od estetyki tandetnego kina science-fiction, jakie dobrze znane było widzom w latach 50., i nakręcił projekt innowacyjny wizualnie, eksperymentalnie psychodeliczny. Imponuje w „Planecie…” bogata, choć kampowa paleta kolorystyczna, stanowiąca znak firmowy reżysera. Film powstał za przysłowiowe grosze: kręcony był wewnątrz pustej hali zdjęciowej, przy niedostatkach rekwizytowych. Nie zniechęciło to jednak Bavy, który zawsze przecież grzeszył kreatywnością. Przestrzeń planu często kadrowano z wymuszonej perspektywy, zgodnie z instrukcją reżysera stosowano też tzw. efekt Schüfftana. By stworzyć iluzję obszernej, skalistej powierzchni, po hali przesuwano dwa głazy, wykonane z papier-mâché, a ich refleks odbijano w lustrach. Płaski grunt planu zakrywano podbarwioną „mgłą”, która radośnie sublimowała z rozstawionych przy podłodze wiaderek, pełnych suchego lodu. Nawet jeśli wnętrze promu kosmicznego okazuje się bardziej kartonowe niż dok USS Enterprise („Star Trek: TOS” miał premierę rok po „Planecie…”), układ plastyczny Aury przykrywa ten niesmak.

PlanetOfTheVampires6

     Znajdziemy w filmie zaskakująco „współczesną”, jump-scare’ową scenę, w której żywy trup (antybohaterami „Planety…” nie są żadne wampiry) znika ze stołu operacyjnego i niespodzianie wyłania się zza drzwi szafy, oczywiście w rytm ogłuszającej muzyki. Bardziej jednak niż horrorowe blockbustery epoki XXI wieku, przypomina projekt „Obcego” w reżyserii Ridley Scotta. Koncept fabularny filmu z 1979 roku i niektóre z rozwiązań dekoratywnych, zastosowanych na planie, wydają się żywcem wyrwane Bavie z rąk, a scena odkrycia Space Jockeya przez członka załogi Nostromo może zostać uznana za softcore’owy plagiat. Teoretycy kina, wśród nich m. in. David McIntee, zgodnie przyznają, że niskobudżetowa produkcja Bavy zainspirowała poszczególne ogniwa „8. pasażera”. Zresztą, żeby tylko… „Planeta wampirów”, w mniejszym lub większym stopniu, wpłynęła na finalny kształt „Ciemnej gwiazdy” (1974), „Galaktyki grozy” (’81), „Siły witalnej” (’85), „Misji na Marsa” (2000), a nawet przygodowego „Pitch Black” (’00). Carlo Rambaldi, guru efektów FX, pracował nad kosmicznymi szkieletami, które widzimy zarówno w „Planecie…”, jak i szerzej pamiętanym „Obcym”.

     Okropny dubbing puśćcie między uszy, a na kompletnie bezbarwnych, sztampowych bohaterów nie zwracajcie większej uwagi. W ten sposób na pewno docenicie „Planetę wampirów” za kunszt reżyserski Bavy oraz prostą, lecz wyprzedzającą własne czasy fabułę. „Planeta…” jest filmem zasłużonym dla historii kina B-klasowego, choć niewiele osób zdaje sobie z tego faktu sprawę.

     22 maja recenzja „Planety wampirów” gościnnie pojawi się na stronie Filmawka.pl, w cyklu tematycznym o wdzięcznej nazwie „Camping”.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

PlanetOfTheVampires1

06

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s