Un bellissimo ritorno al passato! [„Francesca”, 2015]

     „Francesca”, drugi projekt w karierze Luciano Onettiego, zapowiadany był kilka miesięcy temu jako przełomowy horror produkcji argentyńskiej. Latynoamerykańskich filmów grozy nie powstaje zbyt wiele, a już na pewno – odliczając debiut Onettiego, „Sonno Profondo” – rzadko uprawia się w Ameryce Południowej neo giallo. Dziwi więc fakt kompletnego zaniedbania światowych dystrybutorów, którzy zapomnieli, zdaje się, o bajecznym zwiastunie „Franceski”, opublikowanym ubiegłego lata przez Guante Negro Films. „Francesca” to produkcja urzekająca i osobliwie oryginalna.

Francesca-2

     Początek filmu zapowiada mistrzowskie dzieło. Młoda kobieta kołysze niemowlę w rękach, słodko mu przy tym śpiewając. Nie dostrzega drugiego ze swych dzieci – kilkuletniej Franceski, która z chorą przyjemnością dźga zmaltretowane truchło ptaka. Scena zaserwowana zostaje w akompaniamencie górnolotnej muzyki, a przerywana jest przez ujęcia wspomnianej, turkusowej ptaszyny, skłonnej jeszcze do majestatycznego trzepotania skrzydłami. Gdy na ekranie pojawia się nazwisko reżysera, niczemu nie winien noworodek obrywa szpikulcem w oko. Po latach, w deszczowy dzień, odziana w skórzaną kurtkę i czerwone rękawiczki postać przygrywa na fortepianie. Mrocznym dźwiękom klawiszy towarzyszy desperacki okrzyk. W mieszkaniu znajduje się związana kobieta, czekająca na wyrok śmierci. Zabije ją Francesca? Jej okrutnie okaleczony brat? A może ktoś zupełnie inny?

     Gdy napastnik powoli podchodzi do pierwszej ofiary z narzędziem zbrodni w ręce, przysłuchujemy się nagraniu z taśmy magnetofonowej. Głębokie, zimne głosiwo informuje spętaną, że jest o krok od przejścia do świata wiecznego bólu. Ten motyw, zresztą wcale nie jako pierwszy, dowodzi, że reżyser po uszy zakochany jest w filmach Dario Argento (kogo z nas nie przerażały audialne listy mordercy z „Ptaka o kryształowym upierzeniu”?). Jeszcze bardziej upodabnia „Francescę” do włoskich klasyków przebojowa ścieżka dźwiękowa, przypominająca dokonania zespołu Goblin z jego najlepszych lat. Bębny plączą się tu we własnym natężeniu, świetnie przy tym współgrając z keyboardem i syntezatorami ery disco. Onetti raczy widzów najciekawszym soundtrackiem, jaki kino offowe słyszało od czasu świdrujących brzmień z „Discopathe” – innego udanego throwback horroru. Psychodelicznym, magnetycznym numerom przysłuchiwać można by się bez końca.

Francesca-4

     Charakterystyczny klimat giallo odtworzony zostaje w innych aspektach filmu. Poza schematyczną fabułą, zbliżającą „Francescę” do „Tenebrae”, „Mio caro assassino” Tonino Valeriiego czy wreszcie wybornej „Głębokiej czerwieni”, warto tu zwrócić uwagę na wymiar techniczny. Kino giallo to nie tylko surrealny podźwięk – to także spektakularna plastyka obrazu. Film Onettiego, na wzór starych szlagierów, cechuje się wysoką głębią ostrości zdjęć oraz nasyconym, zróżnicowanym zabarwieniem. Operator spisał się doskonale na każdym polu swojej pracy – pracy żmudnej, wymagającej cierpliwości. „Francesca” sfotografowana jest diabelsko symetrycznie i wykazuje artystyczną innowacyjność (patrz: sekwencja erotycznych marzeń zabójcy). Na przekór całej tej onanii wysoką klasą, film nakręcono jednak przy użyciu przybrudzonej, prawdopodobnie, taśmy. Opatrzono przy tym obraz niecodziennym stylem, przypominającym o grindhouse’owych konotacjach giallo.

Francesca-3

     Na poklask zasługują także scenografia oraz zaprojektowane z duża dbałością, kolorowe kostiumy, noszone przez aktorów. Zawodzi natomiast tempo „Franceski”. Onetti ma problem z jego ustaleniem: podczas gdy sceny morderstw pędzą jak oszalałe, chwile, w których towarzyszymy detektywom w ich śledztwie, potrafią dłużyć się niemiłosiernie. Reżyserowi brakuje póki co twórczej równowagi, która wsławiła Argento czy Mario Bavę za młodu; jego filmy nie trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty seansu. Niektórych widzów – głównie tych z rzadka obcujących z horrorem giallo – nie ucieszy być może sztampowość scenariusza. Za sprawą mało innowacyjnej historii udało się jednak Onettiemu trafić w gusta odbiorcy stęsknionego za klasycznym włoskim obłędem.

     Wątpię, by którykolwiek fan „Phenomeny” czy „Sei donne per l’assassino” rozczarował się tą argentyńską perłą. Począwszy od brutalnych, zabarwionych „Boską komedią” Dantego scen uśmierceń, a na włoskojęzycznym dubbingu kończąc, „Francesca” to oda do kina giallo, film, który kultowym podgatunkiem żyje i oddycha.

Francesca-5

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

07

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s