It’s not about them. It’s about us. [„Horror Noire: Historia czarnego horroru”, 2019]

     „Zawsze kochaliśmy horror. Niestety, bez wzajemności”. Właśnie tymi słowami rozpoczyna się dokument „Horror Noire: Historia czarnego horroru” w reżyserii Xaviera Burgina. „My” to oczywiście Afroamerykanie, a głosem przemawiającym w ich imieniu jest Robin R. Means Coleman, profesor Uniwersytetu w Michigan, autorka prac naukowo-badawczych. Film Burgina powstał na kanwie jej książki o tym samym tytule. Tytuł dokumentu zdradza wszystko: omówiony zostaje w nim wkład społeczności afroamerykańskiej w rozwój kina grozy, toczone są dyskusje nad wizerunkiem czarnych postaci w kolejnych produkcjach – i tych ważnych, i kompletnie dziś zapomnianych. Całość nakręcono z odpowiednią dozą empatii, obiektywizmu i dystansu.

HorrorNoire1

     Jako pierwsze przedyskutowane zostają „Narodziny narodu” – opiewane po premierze przez Woodrowa Wilsona. Choć nie jest to horror, film przeszedł do historii jako jeden z pierwszych, w których postaci czarnoskóre miały znaczący wpływ na fabułę. Zasłynął też z powodu niesłychanie rasistowskiej wymowy: Afroamerykanie w „Narodzinach…” to prymitywni, wiecznie nabuzowani barbarzyńcy, atakujący niewinne, białe kobiety, gorszący „porządnych” obywateli. Pokonać mogą ich tylko członkowie Ku Klux Klanu. W „Horror Noire” ukazany zostaje wpływ filmu na społeczność czarnych Amerykanów; Means Coleman zwraca uwagę, że wraz z „Narodzinami narodu” zrodziły czy właściwie utwierdziły się stereotypy, powielane później przez lata w dziesiątkach filmów. W kinie grozy też.

     W „Narodzinach narodu” po raz pierwszy podjęto motyw obsesji czarnych mężczyzn na punkcie bezbronnych blondynek o mlecznym odcieniu skóry. Był on długo podtrzymywany przy życiu przez kino – przewija się nawet w horrorach z lat dziewięćdziesiątych, jak „Candyman”. Twórcy zabierają nas w podróż po XX i początku XXI wieku, przedstawiając dzieje czarnego kina grozy. Poznajemy straszaki ery atomowej, pełne pseudonaukowego sensacjonalizmu. Afroamerykanie nigdy nie pojawiali się w tych filmach jako uczeni – grali troglodytów, w najlepszym wypadku komicznych epizodystów. Dwie dekady później przyszedł okres świetności blaxploitation – nurtu, który pokazał, że postaci czarnoskóre nie muszą słuchać się białego „pana”; co więcej, same mogą grać pierwsze skrzypce na ekranie. Gatunek miał górnolotne ambicje, ale finalnie wiele filmów blaxploitation stawiało społeczność Afroamerykanów w pozycji gangsterów, alfonsów i prostytutek. Stereotypowe wyobrażenia „obcej” rasy nadal były więc utrwalane w świadomości przeciętnego kinomana.

     Nie zabrakło jednak w latach siedemdziesiątych kilku lepszych „czarnych” horrorów. W „Scream Blacula Scream” rolę główną zagrała kobieta, Pam Grier, co do dziś uznaje się za wydarzenie bez precedensu. Jej postać jest bodajże najwcześniejszą horrorową heroiną o ciemnych kolorze skóry. „Ganja & Hess” to natomiast eksperymentalny straszak o intelektualnych zapędach, traktujący między innymi o kulturowym imperializmie.

     Począwszy od połowy ubiegłego stulecia aż do lat 80. przewijały się przez „czarne” horrory postaci o uproszczonym, krzywdzącym wizerunku. Kapłani voodoo, zdziczali członkowie afrykańskich plemion, wierni służący, wreszcie Afroamerykanie gotowi oddać życie za białego bohatera przodującego. Burgin posadził przed kamerą ponad dziesiątkę rozmówców – wszyscy przytaczają te przykłady z wyraźnym poczuciem wstydu i zgorszenia. Reżyser przeprowadził rozmowy z aktorami, scenarzystami, profesorami akademickimi czy internetowymi dziennikarzami. W „Horror Noire” toczone są refleksje nad tym, dlaczego w tak wielu filmach gatunkowych Afroamerykanin to najczęściej metafora potworności lub zwyczajny bandyta. Burgin próbuje też zobrazować, jak horrory z każdej dekady odzwierciedlają zmiany zachodzące w amerykańskim społeczeństwie. W latach 80. – czasie prezydentury Reagana, gdy rośnie brutalność kina rozrywkowego – rodzi się następny stereotyp: czarnoskóre postaci giną jako pierwsze w slasherach. Bohaterowie o ciemnej pigmentacji kończyli w ejtisowych horrorach marnie, a ich role były po prostu niechlubne, ale zapewniono im większą niż dziesięć lat wcześniej widoczność – wszystko to wówczas, gdy powszechnie gardzono prawami społeczności afroamerykańskiej. Miguel A. Núñez Jr. mówi z pewnym poczuciem dumy: „Mogę powiedzieć, że zagrałem w «Piątku, trzynastego». Nie każdy pochwali się tym wyczynem.”

HorrorNoire3

     Warto dodać, że „Horror Noire” nie jest dokumentem specjalnie podniosłym i znajdziemy w nim odpowiednią dawkę humoru. Najzabawniejsze są wspominki Núñeza Jr. z planu „Powrotu żywych trupów”. Aktor opowiada, jakie wrażenie wywarła na nim Linnea Quigley, która w jednej ze scen pojawiła się przed kamerą… zupełnie nago. Nikt nie uprzedził o tym jej ekranowego partnera. Mocnym akcentem humorystycznym jest fragment, w którym Means Coleman omawia „czarne” horrory z początku lat dwutysięcznych. Były to filmy z udziałem mniej lub bardziej szanowanych raperów, koniecznie z „zetką” wieńczącą tytuł (à la „Biker Boyz”). Rachel True śmieje się z tego, że zawsze grała w swoich filmach zatroskaną potakiwaczkę, której jedynym celem i powodem istnienia jest dopytywanie białej przyjaciółki: „czy wszystko w porządku?”, „czy nic ci nie jest?” Wspomina jednak też aktorka o wykluczeniu, otrzymywaniu od dyrektorów castingu samych epizodów, wreszcie o swoim najważniejszym filmie – „Szkole czarownic”, gdzie na siłę dopisano do scenariusza wątek rasistowski. Tylko dlatego, że postać Rochelle zagrała czarna aktorka, a ostracyzm jest dla każdego Afroamerykanina czymś „oczywistym”.

     Najbardziej istotne filmy omówione przez twórców to „Noc żywych trupów”, „Blacula”, „Candyman” i „Uciekaj!”. Pierwszy z nich okazał się przełomem historycznym, bo do 1968 roku pozytywnie ukazany Afroamerykanin nigdy jeszcze nie przewodził na planie zdjęciowym, grając rolę główną. Okazuje się, że George Romero nie planował obsadzić w filmie czarnoskórego aktora – Duane Jones był po prostu najlepszym z kandydatów. Nad sukcesem „Uciekaj!” pochyla się natomiast Jordan Peele, przytaczający historię, jak wpadł na pomysł zakończenia filmu w tyleż wzniosłym, co satyrycznym tonie. Jeśli któryś tytuł miał twórcom niefortunnie umknąć, będzie to „Harry Angel”, południowogotycki horror z popisową rolą Lisy Bonet. Nie został on przytoczony ani razu.

     „Horror Noire” pełni rolę poradnika, dzięki któremu odkryjecie, jakie afroamerykańskie straszaki warte są nadrobienia, które mają coś ciekawego do powiedzenia. Film jest wnikliwy i pouczający, a przy tym ciekawy. Nie wychwala każdego z „czarnych” horrorów, niektóre z nich poddaje ostrej krytyce. Krytykuje też białe przywileje, kulturową dominację i rasizm strukturalny. Burgin rozmawia ze swoimi gośćmi o wykluczeniu społecznym, hollywoodzkich elitach i walce z systemem – to walka, która trwa do dziś i prędko się nie skończy. Jeden z występujących w dokumencie aktorów wspomina, że kiedy prezydentem USA został Barack Obama, niepewnie szeptano o „końcu amerykańskiego rasizmu”. Dziesięć lat później powstał „Horror Noire” – film dowodzący, że o dyskryminacji rasowej wciąż trzeba mówić głośno.

     Recenzja znajduje się także na stronie Filmawka.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie. Sam film został pokazany podczas tegorocznego Splat!FilmFestu.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

HorrorNoire2

07

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s