Niestrawne serce, czyli lekcja czułości

         Z góry zaznaczmy: Stephanie Meyer nie maczała palców przy tegorocznym przeboju, „Warm Bodies”. Tytuł, wysiłkowo przetłumaczony przez polskich speców jako „Wiecznie żywy”, podpowiada, z jakim filmem się stykamy. Najnowszy obraz Jonathana Levine’a zionie pogodą ducha, której lekcja przydałaby się wspomnianej autorce.

     Bohaterem filmu jest R, nie Edward. Faktycznie, przodująca postać przywodzi na myśl dwóch relewantnych Edów: meyerowskiego Cullena, bożyszcze nastolatek, oraz kapitalnie zagranego przez Johnny’ego Deppa Nożycorękiego, protagonistę szlagieru Tima Burtona sprzed lat. R żyje w postapokaliptycznej rzeczywistości. W świecie opanowanym przez żywe trupy przyjdzie mu spotkać miłość życia. Tylko czy zastygłe otoczenie będzie w stanie zaakceptować uczucie, jakie połączy jego i nastoletnią śmiertelniczkę Julie? R, nim przekona się o tym na własnej, lodowatej skórze, będzie musiał poskromić w sobie chęć zjedzenia mózgu partnerki.

     Lwia część widzów, zwłaszcza tych młodocianych, znajdzie w tej poruszającej miłosnej opowieści pokłady meyerowskiego rzemiosła. Niesłusznie. W „Warm Bodies” pobrzmiewają w prawdzie echa modnego „prawie-horroru”, w którym nastolatkom z krwi i kości przychodzi zakochać się w nieczłowieku, jednak filmowi daleko do dziewczęcych romansideł. Bohaterowie projektu Levine’a swoim usposobieniem przejawiają iście szekspirowską mentalność, a sam obraz, choć posługuje się softcore’owym gore (jest w końcu horrorem o zombie), aż do napisów końcowych utrzymuje poziom ambitnego i dojrzałego love story.

     We flircie z tak skrajnymi konwencjami nietrudno się zgubić. Twórcy zwycięskiego „Wszyscy kochają Mandy Lane” udało się natomiast odnaleźć drogę na podium box office’u i nie tylko. Jego „Warm Bodies” z wielką wprawą balansuje na granicy jowialnego kiczu i budującej wzniosłości. Levine w ręce zwolenników filmowej ceremonialności włożył kubeł popcornu, a gościom multipleksów zafundował bilet na festiwal ambitniejszego kina. Szanse, by czwarty pełny metraż nowojorskiego reżysera stał się wiecznie żywy, są spore.

          Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

7

Reklamy

Jedna myśl nt. „Niestrawne serce, czyli lekcja czułości”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s