Nie ma tego złego…

        Gdy kilka miesięcy temu obwieszczono, że siostry Jen i Sylvia Soska reżyserują sequel wyprodukowanego przez WWE Studios slashera „See No Evil”, zakiełkowało we mnie ziarno niepokoju. „Żegnajcie, bliźniaczki”, pomyślałem. „Miło było Was poznać”. Ostatni projekt kanadyjskich sióstr – głośny, nagradzany horror „American Mary”, swym widzom zapewnił głęboki i zaskakujący seans, a dla reżyserek stał się katapultą do sławy. „See No Evil” natomiast był filmem bezwartościowym – niegodnym uwagi, odmóżdżonym rupieciem. Wrodzony sceptycyzm odpłacił mi się z nawiązką. Kontynuacja przeboju kinowego z 2006 roku jest nie tylko lepsza niż prequel, ale też udana w indywidualnym zakresie.

seenoevil2-1

     Niedoszła studentka medycyny Amy (Danielle Harris) spędza noc w prosektorium. W asyście dwóch towarzyszy ma przeprowadzić pośmiertne badania dostarczonych zwłok. Szpital odwiedzają jednak niespodziewani goście. Są nimi przyjaciele Amy, którzy, nie bacząc na nic poza dobrą zabawą, planują urządzić w lecznicy huczną imprezę – obchodzony jest bowiem dzień urodzin dziewczyny. Pomiędzy łykiem alkoholu a pląsem w rytm głośnej muzyki rodzi się pomysł, by zwiedzić spowitą mrokiem klinikę. Radość bohaterów nie trwa długo. W kostnicy dochodzi do ewenementu, a błędnie zdiagnozowany jako denat mężczyzna powstaje na równe nogi. Zmartwychwstałym okazuje się Jacob Goodnight (Glenn „Kane” Jacobs), nieujarzmiony masowy morderca.

     Sylvia Soska określiła film jako „samoświadomy list miłosny do gatunku slashera”. „See No Evil 2”, faktycznie, gloryfikuje horror spod znaku maski i piły łańcuchowej, wydobywając z niego wszystko, co kocha publika. Kadr wypełnia więc krzepa Kane’a, zaopatrzonego w maczetę, grubo ponad dwumetrowego mutanta, który, podobnie jak Kane Hodder, budzi grozę choćby leniwie kiwając palcem. Pomimo statusu gwiazdy wrestlingu, to nie Jacobs błyszczy na ekranie. Królowymi filmu są „królowe krzyku”, uwielbiane przez rzesze Danielle Harris i Katharine Isabelle. Siostry Soska, w kolejnym feministycznym geście, kluczowe miejsca w obsadzie ofiarowały aktorkom zdolnym i silnym. Harris wygląda przy Jacobsie jak chuchro, lecz jej charakterna postać wcale nie ustępuje Goodnightowi ikrą i wigorem. Isabelle bije ją jednak na głowę; w drugoplanowej roli Tamary, śmiałej cizi o niemal nimfomańskich popędach, sprawdza się rewelacyjnie. Jej kreacja jest przegięta, lecz autentyczna. W co bardziej emocjonalnych scenach twarz aktorki przywdziewa maskę Bette Davis z „Co się zdarzyło Baby Jane?”. Wznosząc swój hipermimiczny występ na szczyty autoironii, absurdu, a nawet szyderstwa, Isabelle kradnie show. Obecność bohaterów z krwi i kości, niedających narzucić sobie etykiety mięsa armatniego, z pewnością ucieszy fanów horroru. Nie ma w końcu nic gorszego niż bezpłciowe indywidua, którym życzymy prędkiej konfrontacji z uzbrojonym maniakiem.

     Niemniej jednak bodycount to niezbędny budulec slasherowego ustroju, ważny także w omawianym projekcie. Miłośnicy krwawych łaźni mogą być rozczarowani uśmiercaniem kolejnych postaci. Ofiary giną raczej niespiesznie, a ich posoka nie przelewa się w nadmiarze. Bliźniaczki Soska, odbiegając od konwencji poprzedniego filmu o zbrodniach Jacoba Goodnighta, zrównoważyły w „See No Evil 2” bryzganie krwią z budowaniem suspensu. Chwała im za to. Już scena początkowa, w której Amy zostaje uwięziona w windzie z ciałem potencjalnie nieżywego zabójcy, separuje film od bezmyślności prequela. W kontynuacji, w zestawie ze statycznymi efektami gore, widz otrzymuje chwile napięcia i dreszcze emocji. Film staje się w ten sposób mniej machinalny, zyskuje duszę.

     List miłosny Jen i Sylvii wieńczy adoracja oryginalności. Epizodycznie sequel „See No Evil” popada w schematyzm, co przybliża go do dziesiątek współczesnych slasherów. Finałowe minuty filmu tchnięte są natomiast świeżością, dowodzą wyjątkowej fantazji. Sprawnie igrają z inteligencją oglądającego, być może wkurzają, a na pewno zaskakują oraz poruszają. Fani kina grozy to wymagająca i często nieszczędząca krytyki gawiedź. Burzycielska puenta „See No Evil 2”, koniec końców, z pewnością spełni ich oczekiwania.

     Trzeci indywidualny pełny metraż pokrętnych bliźniaczek wywiązał się z wszelkich wymogów, jakie w ciągu ostatnich miesięcy nałożyli nań sceptycy. Okazał się godnym kontynuatorem sprawdzonego (przynajmniej finansowo…) wątku, solidnie zrealizowanym przez znawczynie gatunku. „See No Evil 2” jest obrazem płynnym, znającym prawa, jakimi rządzi się poetyka horroru. Nie widzę w nim krzty zła.

seenoevil2-2

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

7

Advertisements

2 myśli nt. „Nie ma tego złego…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s